Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

Pogarsza się stan zdrowia Andrzeja Poczobuta, u którego w ubiegłym tygodniu stwierdzono zakażenie koronawirusem. Przetrzymywanemu w więzieniu Żodzino dziennikarzowi i działaczowi niezależnego Związku Polaków na Białorusi administracja nie zapewnia opieki medycznej.

Ze słów jego żony Oksany Poczobut wynika, że jej mężowi nie są przekazywane dostarczane przez nią do więzienia leki.

– Martwię się o Andrzeja. Wiem, że czuje się źle, kaszle, z każdym dniem jest coraz słabszy. Powinien jak najszybciej zostać przewieziony do szpitala, w więzieniu nie ma nawet sali dla chorych. Wiem, że administracja nie przekazuje mu leków. Bardzo się boję, Andrzej ma choroby towarzyszące, choruje na serce – mówi Oksana Poczobut.

Jedyna ulga: Dwie godziny odpoczynku na pryczy

O braku dostępu do leków Andrzej Poczobut informował na przestrzeni ostatnich tygodni kilkakrotnie. Telewizja Biełsat relacjonowała, że Poczobut miał prosić za pośrednictwem adwokata o dostarczenie mu leków, które od lat przyjmuje; ich brak powoduje u dziennikarza zagrażające jego życiu silne zaburzenia rytmu serca. Mimo że lekarstwa dostarczono, pracownicy więzienia mieli ich nie przekazać. W kolejnych listach Andrzej Poczobut powiadomił o tym żonę i poprosił o ponowną próbę przywiezienia dla niego leków.

Z relacji żony dziennikarza wynika, że pracownicy więzienia na jej prośby i groźby reagują obojętnie, pogarszający się stan zdrowia więźnia politycznego również zupełnie ich nie obchodzi. Na pytanie Oksany Poczobut, czy „chcą mieć na sumieniu kolejną ofiarę śmiertelną", pracownik administracji miał odpowiedzieć, że w razie potrzeby Poczobut zostanie odwieziony do szpitala. Na razie nie jest to rzekomo konieczne. Jedyną zastosowaną przez strażników dyspensą wobec Andrzeja Poczobuta ma być, jak tłumaczy jego żona, możliwość korzystania w ciągu dnia przez dwie godziny z pryczy. Pozostały czas, tak jak i inni więźniowie, dziennikarz musi spędzić stojąc lub chodząc po celi, w której przebywa z dwunastoma innymi osobami.

Odmowa deportacji do Polski

Sposób traktowania polsko-białoruskiego działacza Andrzeja Poczobuta, oficjalnie uznanego przez Centrum Ochrony Praw Człowieka „Wiasna" za więźnia politycznego, miał pogorszyć się jeszcze bardziej po jego odmowie na propozycję deportacji do Polski.

Czołowi działacze niezależnego Związku Polaków na Białorusi Andrzej Poczobut i Andżelika Borys nie przyjęli oferty białoruskich władz, która wiązała się co prawda z uwolnieniem, ale także natychmiastowym opuszczeniem Białorusi bez prawa do powrotu. Dyrektorka Biełsatu Agnieszka Romaszewska jako pierwsza poinformowała, że na ten układ przystały trzy pozostałe działaczki Związku Polaków.

Irena Biernacka, Maria Tiszkowska i Anna Paniszewa, które również od marca przebywały w więzieniu, zostały wywiezione przez przedstawicieli białoruskich władz do Polski 25 maja.

W tzw. sprawie Polaków oskarżonych jest teraz dwoje działaczy Związku Polaków na Białorusi. Andrzejowi Poczobutowi i Andżelice Borys grozi od pięciu do dwunastu lat więzienia. Nie tylko Prokuratura Generalna, ale sam Aleksander Łukaszenka zarzuca im rehabilitację nazizmu i podżeganie do nienawiści narodowościowej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzi瘯i prenumeracie

Wybierz prenumerat, by czyta to, co Ci ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakuj帷e reporta瞠 i porady ekspert闚 w sprawach, kt鏎ymi 篡jemy na co dzie. Do tego magazyny o ksi捫kach, historii i teksty z medi闚 europejskich. Zrezygnowa mo瞠sz w ka盥ej chwili.