Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ledwie dwie godziny lotu dzielą Brukselę od europejskiego kraju rządzonego przez bandziorów. Kraju, w którym wybory zmanipulowano tak jawnie i bezwstydnie, że żadna oficjalna propaganda nie była w stanie ogłupić ludzi w tym stopniu, by uwierzyli w wygraną dyktatora. Kraju, w którym setki pokojowych demonstrantów trafiają do więzień, gdzie grożą im tortury, narkotyki i egzekucja. Kraju, którego władze zawróciły siłą samolot unijnych linii lecący z jednej unijnej stolicy do innej unijnej stolicy, umyślnie narażając na niebezpieczeństwo obywateli UE, żeby dostać w ręce dwoje młodych, legalnych rezydentów kraju członkowskiego UE, mających czelność krytykować nielegalny reżim i obnażać jego zbrodnie. UE zareagowała na ten gwałt jednomyślnie, szybko i jednoznacznie. Wkrótce nałożymy kolejne sankcje – to konieczność. Odpowiedź na tej skali bandytyzm musi być stanowcza, zwłaszcza gdy zagraża on obywatelom UE i ma bezpośrednie, niekorzystne przełożenie na interesy i bezpieczeństwo krajów członkowskich UE.

Łukaszenka chce złamać Białorusinów

Dotąd krajem najbardziej narażonym była Litwa, nie tylko dlatego, że sąsiaduje z Białorusią, lecz i z tej racji, że od lat jest bezpiecznym schronieniem dla pragnących wolności Białorusinów. Litwini są szczególnie wyczuleni na przemoc Łukaszenki i jemu podobnych, bo tak bardzo przypomina im to, co sami wycierpieli pod radziecką okupacją. Zbrodnicze porwanie Romana Protasiewicza i Sofii Sapiegi, a także haniebne metody, jakimi zmuszono Protasiewicza do fałszywego samooskarżenia przed kamerami telewizji, przypominają najczarniejsze dni ZSRR, kiedy szef KGB Jurij Andropow doskonalił system represji, żeby eliminować dysydentów. System rządzony przez ludzi niepewnych i wystraszonych, którzy wiedzą, że ich krucha władza nie przetrwa bez totalnej kontroli. Sfingowane procesy, wymuszone zeznania, faszerowanie narkotykami, całkowity społeczny ostracyzm, grożenie rodzinom i bliskim, wreszcie szpital psychiatryczny i obóz pracy przymusowej.

Cały ten repertuar Andropowa wiernie wciela dziś w życie Łukaszenka. Cel jest jasny – zasiać w społeczeństwie strach, demonstrując polityczny, moralny i psychologiczny upadek tych, którzy byli na tyle odważni, by krytykować reżim. Nie wystarczy ich zamknąć ani zwyczajnie zabić. Trzeba ich złamać kompletnie na oczach wszystkich, żeby nie mogli stać się bohaterami ani męczennikami. Setki uwięzionych, setki tysięcy bojących się, że przyjdzie ich kolej i miliony, które zastanawiają się, ile nieszczęść będzie jeszcze ich udziałem, zanim upadnie ten reżim. Białorusini przeżywają dziś prawdziwy koszmar.

Wściekłość budzi myśl, że dzieje się to tuż za naszym progiem, tym bardziej że białoruski reżim chce zasiać też strach w sercach tych, którzy uciekli do UE. Są teraz naszymi sąsiadami, kolegami z pracy, studentami naszych uczelni. Wielu ma niespełna dwadzieścia parę lat. Wyobraźmy sobie, jak to jest żyć na wygnaniu i mimo to bać się, że jutro przyjdą po ciebie.

Zróbmy więcej dla Białorusinów

UE i kraje członkowskie miały prawo nałożyć surowe sankcje. Ale powinniśmy zrobić więcej. Powinniśmy aktywnie dzielić się obciążeniami z Litwą i innymi krajami sąsiadującymi z Białorusią przez szybkie tworzenie i finansowanie instytucji wsparcia psychologicznego dla wszystkich potrzebujących emigrantów. Uniwersytety w całej UE powinny oferować bezpłatne stypendia dla studentów z Białorusi, a firmy – pracę i staż. Wszędzie, gdzie to potrzebne, UE powinna dostosować istniejące programy unijne takie jak Erasmus, żeby zapewnić wsparcie białoruskim studentom. Unijni naukowcy, instytuty badawcze i placówki szkolnictwa wyższego powinny, gdzie tylko można, zacieśnić współpracę. Trzeba wspierać niezależne media – tradycyjne i nowe – a media krajów UE mogą rozważyć otoczenie opieką swoich białoruskich kolegów.

To chwila prawdy dla nas wszystkich. Pomoc tym, którzy walczą z uciskiem jest słuszna, bo wierzymy, że każdy ma prawo do życia w wolności. Jest też słuszna, bo wiemy, że zaprzestając obrony tego, w co wierzymy, ryzykujemy import destabilizacji i niesprawiedliwości, które towarzyszą nieodłącznie dyktaturze. Robiąc to dla nich, robimy to w końcu także dla siebie – w imię wszystkiego, co uważamy w naszej Unii za oczywiste.

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji.

tłum. Sergiusz Kowalski

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.