Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rodzice Romana Protasiewicza, byłego redaktora naczelnego opozycyjnego kanału informacyjnego Nexta, mają jedynie szczątkowe informacje na jego temat. Dmitrij Protasiewicz, ojciec białoruskiego opozycjonisty zatrzymanego 23 maja w rezultacie operacji białoruskich służb specjalnych, wciąż nie wie, jakie konkretnie zarzuty śledczy stawiają jego synowi.

– Nie wiemy, co się dzieje. Adwokatka podpisała umowę o zachowaniu poufności, nie może nam przekazać szczegółów na temat postępowania i śledztwa. Ani nawet tego, w oparciu o jakie paragrafy oskarżany jest Roman – opowiada Dmitrij.

Z wiadomości przekazanych przez adwokatkę Inessę Oleńską wynika, że Protasiewicz w ostatnim czasie przeszedł ostre zapalenie gardła. Prawniczka miała też przekazać rodzicom blogera, że Roman bez przerwy jest przesłuchiwany przez siedem godzin dziennie, administracja więzienia nie przyjęła dla niego książki ani pieniędzy, które mógłby wykorzystać w więziennym sklepie, by kupić najpotrzebniejsze rzeczy.

Rodzice Protasiewicza: Syna torturowano

– Stan jego zdrowia bardzo nas martwi. Nie wiemy, czy i jak był leczony. Staramy się znaleźć sposób, aby się tam [do aresztu] dostać – mówi Dmitrij Protasiewicz. Jak dodaje, Romanowi nie można przekazywać książek, choć przysługuje mu takie prawo. – Od 25 maja nie przekazują mu listów, paczek i przesyłanych pieniędzy – martwi się ojciec.

Rodzice znienawidzonego przez białoruskie władze blogera wiedzą też, że Roman najprawdopodobniej był torturowany w areszcie KGB, o czym świadczą ślady pobicia, podduszania i krępowania na jego ciele. Są one widoczne na opublikowanych przez białoruskie służby oraz propagandową telewizję ONT nagraniach z wypowiedziami chłopaka, w których ten m.in. „przyznaje się" do winy, chwali Łukaszenkę i „ujawnia" kulisy pracy redakcji Nexta oraz opozycji. Rodzice Protasiewicza są przekonani, że chłopak został zmuszony do złożenia tych "zeznań".

– Każdy, kto jest w więzieniu KGB z jakiegoś powodu, bardzo szybko przyznaje się do winy. Znając syna, mogę powiedzieć, że to nie Roman mówi, on wygłasza cudze słowa – mówi ojciec Protasiewicza.

Sofia Sapiega: Nie obwiniajcie Romy!

Z powodu nagranych i wyemitowanych w państwowej telewizji zeznań Romana z Białorusi w ciągu ostatniego tygodnia wyjechało co najmniej kilka osób, m.in. politolog Artiom Szrajbman.

Niezależny obserwator białoruskiej sceny politycznej w poście na Facebooku wyjaśnił, że nie zamierzał początkowo opuszczać kraju, ponieważ nie spodziewał się oskarżeń władz pod swoim adresem. Jednak po wywiadzie, w którym Roman opisał go jako osobę zaangażowaną w opozycyjne protesty, Szrajbman zmienił decyzję i wyjechał do Kijowa.

– Nie mam żalu do Romana o to, że tak wyolbrzymił moją rolę. Nie mogę mieć żadnych pretensji. Nie wiemy, co się dzieje w tamtych [KGB] piwnicach i jaki los dla jego dziewczyny nakreślili mu śledczy w przypadku odmowy udzielenia tego wywiadu. Zakładników się nie osądza – podkreślił Szrajbman.

Romana Protasiewicza broni także jego partnerka Sofia Sapiega, obywatelka Rosji, również aresztowana przez służby KGB w Mińsku. Dziewczyna w pierwszym liście, jaki udało jej się wysłać do rodziców, pisze, że „daje sobie radę" i że prosi, by nikt nie winił Protasiewicza o to, co się wydarzyło.

„Proszę nie obwiniać Romy za to, co się stało. Chronił mnie i troszczył się o mnie najlepiej, jak mógł. Można to nazwać miłością. Nie będzie łatwo, ale mam nadzieję, że tę drogę przejdziemy z godnością" – napisała 23-letnia Rosjanka.

Możliwa ekstradycja do Rosji

Anna Dudicz, matka Sofii Sapiegi, przekazała rosyjskiemu oddziałowi BBC, że konsul odwiedził jej córkę jedynie raz. Białoruskie władze mają też utrudniać jej konsultacje z adwokatem.

W ubiegłym tygodniu szef białoruskiego MSZ Władimir Makiej powiedział w wywiadzie dla redakcji Kommiersant, że nie wyklucza, iż Sofia Sapiega – po orzeczeniu białoruskiego sądu i zapadnięciu wyroku – zostanie deportowana do Rosji. Tam władze zdecydują, czy będzie ona odbywać wyrok w rosyjskim więzieniu, czy zostanie ułaskawiona.

Sofii Sapiedze i Romanowi Protasiewiczowi oficjalnie grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności. Oboje są oskarżani o ekstremizm oraz organizację masowych zamieszek.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.