Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W białoruskim areszcie jest jak w zoo. Mogą zrobić ci krokodyla. Milicjanci rzucają cię na ziemię, przyciskają butami do podłogi i wykręcają ramiona do góry. Możesz wyć z bólu, nikt ci nie pomoże. Może być jaskółka, tylko z pozoru delikatniejsza. Stoisz, ręce skute na plecach, milicjant łapie za kark i po sekundzie masz głowę na wysokości pępka. A ramiona idą w górę. Boli? Bardzo dobrze, o to chodzi. A może słoń? Skuty siedzisz na krześle i zakładają ci na głowę maskę gazową. Tyle że zapominają zdjąć z pochłaniacza zatyczkę. Ile człowiek może wytrzymać bez tlenu? W książkach piszą, że kilka minut. To się przekonajmy…

Co grozi Protasiewiczowi

To tylko fragment menu serwowanego w białoruskich więzieniach. Czy Roman Protasiewicz, porwany przez reżim dziennikarz, współtwórca opozycyjnego kanału Nexta, osobisty wróg dyktatora Aleksandra Łukaszenki, doświadcza podczas przesłuchań akurat tych metod? Może reżim gra z nim łagodniej. Może tylko zagrozili mu, że zgwałcą porwaną z nim dziewczynę Sofię Sapiegę. Ale może to zrobili na jego oczach. Może każą mu jedynie godzinami podpierać ścianę. Ma stać nieruchomo twarzą do muru, opierając o niego wyciągnięte ręce. Gdy ośmieli się ruszyć, dostaje pałą po nerach. Ból odrętwiałych kończyn jest równie potworny. Może rozebrali go, przykuli do krzesła, polali wodą i podłączyli do ręcznej prądnicy? Jeśli tak, to miał szczęście, gdy elektrody podpięli do uszu. Bo najlepsze efekty osiąga się, przyczepiając jedną do genitaliów, a drugą wkładając do odbytu.

Może tylko pozbawiali go snu, a może godzinami trzymali go nago w strudze lodowatego powietrza z klimatyzatora. A może robili zwyczajną ścieżkę zdrowia?

Pomysłowość oprawców na tzw. obszarze poradzieckim nie ma żadnych granic. Dlatego ukraińskie władze apelowały do swoich żołnierzy walczących w Donbasie, żeby nie stawiali oporu podczas przesłuchań i zeznawali, w razie gdyby wpadli w ręce rosyjskich separatystów. Często bowiem wymyślne tortury kończyły się śmiercią przesłuchiwanych.

Jastrzębowski wie, co mówi

Okazuje się, że w Polsce nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, a co ciekawsze, im bliżej jest się rządu PiS, tym nieświadomość większa. Czytam w mediach społecznościowych dyskusję o wymuszonym przez reżim Łukaszenki telewizyjnym wystąpieniu Protasiewicza, na którym zachwala on dyktatora. Ileż pogardy we wpisach bohaterskich Polaków, którzy noce przesypiają spokojnie we własnych łóżkach, a ich głównym zmartwieniem w długi weekend były korki na zakopiance lub autostradzie A1.

Sławomir Jastrzębowski, do niedawna partner biznesowy b. rzecznika PiS Adama Hofmana, tego od „układu wrocławskiego", dziś właściciel Salonu 24, wyjaśnia, że Protasiewicz „dał się złamać, dał się po prostu złamać". "Można mu nawet współczuć, co jednak nie zmienia faktu, że dał się złamać i jest złamany" – pisze.  

Jastrzębowski wie, co mówi. W 2018 r. przesłuchiwano go np. na okoliczność podejrzenia, że prowadzi samochód pod wpływem alkoholu. Nie złamał się, do niczego się nie przyznał. Ja mu jednak współczuję łatwości, z jaką feruje wyroki o tym, kto jest „złamany". 

Szefowa telewizji Biełsat Agnieszka Romaszewska zarzuca Protasiewiczowi tchórzostwo. Piotr Skwieciński, dawniej dziennikarz, dziś szef Instytutu Polskiego w Moskwie, radzi nawet, że „złamanego należy spokojnie, bez emocji, zastrzelić". Nie znam w szczegółach życiorysu Romaszewskiej, ale ostatni raz okazywała odwagę kilka lat temu, krytykując rząd PiS za obcinanie dotacji dla Biełsatu. O Skwiecińskim nawet tego powiedzieć nie mogę. Jeśli ludzie zajmujący się zawodowo obszarem postsowieckim mieszają z błotem młodego człowieka za to, że nie wytrzymał tortur, to znaczy, że powinni czym prędzej zmienić zawód i zająć się pisaniem bajek.  

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.