Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mieszkaniec Mińska Stiepan Łatypow, uczestnik protestów przeciwko sfałszowanym wyborom prezydenckim i przemocy stosowanej przez białoruskich siłowików, próbował popełnić samobójstwo na sali sądowej - poinformowało radio Swaboda. Mężczyzna, zamknięty podczas rozprawy w klatce dla „szczególnie niebezpiecznych przestępców", wbił sobie długopis w gardło, krzycząc wcześniej: „GUBOPiK [Dyrekcja Generalna ds. walki ze zorganizowaną przestępczością i korupcją, czyli pododdział MSW. Brała aktywny udział w tłumieniu protestów] groził mi, że jeśli nie przyznam się do winy, otworzą sprawy karne przeciwko mojej rodzinie!".  Po próbie samobójstwa został przewieziony do szpitala.

Jeden zarzut to za mało

Łatypow nie przyznał się do stawianych mu zarzutów. Władze oskarżają go o pogwałcenie trzech paragrafów białoruskiego kodeksu karnego. Zgodnie z wersją śledztwa mężczyzna dopuścił się oszustwa na szczególnie dużą skalę (część 4 artykułu 209 kodeksu karnego), rażąco naruszył porządek (część 1 i 2 artykułu 342 kodeksu karnego) i stawiał opór milicjantowi (część 2 artykułu 363 kodeksu karnego).

Stiepan Łatypow to białoruski specjalista z dziedziny ogrodnictwa, zajmujący się leczeniem drzew. Mężczyzna został zatrzymany we wrześniu nieopodal swojego domu, na tzw. placu przemian, nieoficjalnym miejscu spotkań opozycji. Starał się wtedy wraz ze swoimi sąsiadami, by uniemożliwić tajniakom zamalowanie graffiti przedstawiającego dwóch didżejów, którzy na kilka dni przed dniem wyborów, na prorządowym wiecu, włączyli piosenkę radzieckiego zespołu Kino „Pieriemien", czyli „Zmian". W ubiegłym roku traktowana była ona jako hymn opozycji.

Zgodnie z wersją śledztwa Łatypow „stworzył w komunikatorze Telegram czat, na którym nawoływał do wyrażania swoich poglądów społecznych i politycznych oraz protestu, a także prowadzenia destrukcyjnych działań mających na celu zaostrzenie napięć w społeczeństwie". Miał on także „produkować zakazaną symbolikę, organizować spotkania o charakterze politycznym i tworzyć rysunki nawołujące do udziału w proteście". Oprócz oskarżenia o organizację masowych zamieszek śledczy zarzucają mu stawianie oporu zatrzymującym go funkcjonariuszom, a także przestępstwa finansowe. Z wyników kontroli firmy ogrodniczej, którą prowadzi Łatypow, wynika rzekomo, że „oszukał on swoich klientów, wykorzystując w usuwaniu chwastów środek nieposiadający certyfikatu na Białorusi".

6 tys. zł kary za położenie tulipana

Także dzisiaj białoruski sąd ukarał grzywną 78-letnią Galinę Iwanową, która w miejscu śmierci Aleksandra Tarajkowskiego, pierwszej ofiary śmiertelnej powyborczych protestów, położyła tulipan. Emerytka ma zapłacić 4350 białoruskich rubli kary, czyli ok. 6200 zł. Sędzia Marina Jerochina uznała kobietę za winną "pikietowania poprzez podniesienie dłoni i położenie jednego tulipana".

Milicjant, który zatrzymał Galinę Iwanową, napisał w raporcie, że kobieta "podniosła w górę dwa palce w pobliżu drogi, złożyła kwiaty i machała do przejeżdżających samochodów, przez co złamała prawo o imprezach masowych". To drugie zatrzymanie kobiety w ciągu roku; ostatnio była ukarana grzywną za udział w opozycyjnym marszu emerytów.

Rosjanie w białoruskich więzieniach

Wciąż niewiele wiadomo o losie opozycyjnego blogera Romana Protasiewicza, który wraz ze swoją partnerką Sofią Sapiegą został uprowadzony z pokładu samolotu linii lotniczych Ryanair 23 maja. Białoruskie władze podstępem doprowadziły do awaryjnego lądowania przelatującego nad Białorusią samolotu i aresztowały Protasiewicza ściganego listem gończym.

W areszcie znalazła się też jego dziewczyna, 23-letnia Rosjanka, do której przez pięć dni nie dopuszczano adwokata.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że dziewczyna podejrzewana jest o organizowanie masowych zamieszek i podżeganie do wrogości i niezgody. Zgodnie z białoruskim prawem grozi jej do 15 lat pozbawienia wolności. Adwokat Sofii Aleksandr Filanowicz przekazał niezależnej redakcji Meduza, że dziewczyna cierpi na ataki paniki. Zarówno rodzina Sapiegi, jak i jej bliscy znajomi z uniwersytetu w Wilnie, gdzie studiuje prawo międzynarodowe, są przekonani, że dziewczyna jest prześladowana ze względu na relację z Romanem Protasiewiczem, jednym z założycieli opozycyjnego kanału Nexta.

- Sofia jest apolityczną osobą, nie zamierzała nigdy wracać na Białoruś, nie brała udziału w protestach, przez cały czas była w Wilnie - tłumaczyła w wywiadzie dla BBC jej matka Anna Dudicz. Rodzice studentki wielokrotnie podkreślali, że mają nadzieję na pomoc Rosji i uwolnienie córki.

Rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow odniósł się do sprawy Sofii Sapiegi w piątek.

- Z inicjatywy prezydenta Rosji poruszono temat obywatelki, która został zatrzymana i która obecnie przebywa w areszcie tymczasowym. Oczywiście dbamy o jej los, ale bierzemy również pod uwagę fakt, że ma ona zezwolenie na pobyt na Białorusi – powiedział. Dodał też, że Putin polecił rosyjskiemu ministerstwu spraw zagranicznych "uważne" monitorowanie losów dziewczyny.

Sofia Sapiega to niejedyna obywatelka Rosji, która przebywa w białoruskim areszcie. 5 maja w Mińsku aresztowano 20-letniego Rosjanina Jegora Dudnikowa, który na Białorusi mieszkał od roku. Chłopak oskarżany jest o „podkładanie dźwięku do nagrań o charakterze opozycyjnym". Obecnie przebywa w areszcie KGB. Wciąż nie dopuszczono do niego adwokata. Zdaniem białoruskiego prawnika Antona Gaszyńskiego stawiane Jegorowi Dudnikowowi zarzuty są absurdalne.

- To to samo, co wsadzenie do więzienia taksówkarza za podwiezienie opozycjonisty. Jest pracownikiem czysto technicznym, podkładał dźwięk do filmów, które zostały przygotowane przez opozycję po sierpniowych protestach w 2020 r. - tłumaczy Gaszyński.

Rodzice Protasiewicza nie wierzą adwokatce

Jeszcze mniej wiadomo o stanie zdrowia Romana Protasiewicza. Oskarżany o organizację masowych zamieszek i uznany przez KGB za terrorystę bloger przebywa teraz w areszcie KGB, jednak jego rodzice nie mają zaufania do informacji przekazanej przez adwokatkę chłopaka.

Reprezentująca Protasiewicza Inessa Oleńska poinformowała w ubiegły czwartek media, że Roman „jest dzielny, próbuje żartować i czuje się dobrze". Zdaniem rodziców chłopaka prawniczka mogła zostać zmuszona przez służby do przekazania takiej informacji.

- Nie chce mi się w to wierzyć. Na Białorusi wszyscy adwokaci są zastraszani - skomentował Dmitrij Protasiewicz na antenie niezależnej rosyjskiej telewizji Dożd'.

Podobne obawy mają działacze z Centrum Ochrony Praw Człowieka „Wiasna", zdaniem których to mogła być „niezręczna próba poinformowania, że życiu chłopaka nie zagraża niebezpieczeństwo" albo kłamstwo. O zarzutach stawianych blogerowi nie wiadomo nic. Władze zobowiązały adwokatkę do podpisania klauzuli poufności.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.