Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Litewski minister spraw zagranicznych Gabrielius Landsbergis powiedział, że wydalenie dwóch białoruskich pracowników ambasady to gest solidarności z Łotwą, której dyplomaci zostali wcześniej wyrzuceni z Białorusi. W odpowiedzi Ryga wyrzuciła wszystkich dyplomatów białoruskich. 

Akcja wpisuje się w międzynarodowy protest przeciw przymusowemu lądowaniu w Mińsku samolotu Ryanair, którym z Aten do Wilna leciał białoruski opozycjonista Roman Protasiewicz. Maszyna została zmuszona do lądowania pod pretekstem alarmu bombowego. Gdy do rzekomego alarmu doszło, samolot zaczynał już przygotowanie do zniżania przed lotniskiem w stolicy Litwy, ale był jeszcze nad terytorium Białorusi. 

Przebywający na emigracji Protasiewicz to założyciel niezależnego kanału informacyjnego Nexta. Był ścigany przez reżim Aleksandra Łukaszenki listem gończym i śledzony. Grozi mu nawet kara śmierci. Aresztowana została też partnerka Protasiewicza Sofia Sapega.

W poniedziałek prezydenci Łotwy, Litwy i Estonii potępili działania Białorusi. "Reżim białoruski rażąco naruszył prawo międzynarodowe, ryzykując życie ponad stu osób. Ten sponsorowany przez państwo akt terroru stanowił zagrożenie dla bezpieczeństwa międzynarodowego lotnictwa cywilnego i wymaga należytej reakcji" – czytamy w komunikacie urzędu prezydenta Litwy.

Matka Protasiewicza: Widzę, jak przez tortury zmieniła się jego twarz 

W czwartek w Warszawie odbyła się konferencja prasowa z udziałem rodziców Protasiewicza oraz współzałożyciela Nexty Stiepana Putiły.

Matka Romana, Natalia, zwróciła się z błagalną prośbą do przywódców państw z całego świata: – Proszę, usłyszcie krzyk matki. Zrozumcie, że każda minuta zwłoki oznacza zagrożenie życia dla mojego syna i dla innych więźniów politycznych. Proszę, uratujcie mojego syna i innych torturowanych w białoruskich więzieniach – zaapelowała. Przypomniała o torturach, którym z pewnością poddany został jej syn.

– Jestem mamą, znam rysy twarzy mojego syna. Widzę, jak zmieniła się jego twarz pod wpływem tortur, bicia, podduszania. Zrobili to, by zmusić go do nagrania nieprawdziwego oświadczenia – tłumaczyła.

Rodzice Protasiewicza podkreślili, że wciąż nie mają informacji na temat miejsca pobytu syna ani stanu jego zdrowia. Nie miał z nim kontaktu ani lekarz, ani adwokat. Pozostająca na Białorusi rodzina nie jest też w stanie przekazać mu przesyłki.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.