Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W środę NATO oficjalnie potępiło wymuszenie lądowania samolotu Ryanair i aresztowanie Romana Protasewicza przez Białoruś. W oświadczeniu nie było mowy o sankcjach, o które wnioskowały m.in. Litwa i Polska.   

Treść wystąpienia brzmi znacznie łagodniej niż wcześniejsze komentarze szefa NATO Jensa Stoltenberga, który pisał na Twitterze o "porwaniu samolotu" i "rażącym ataku reżimu". 

Według dwóch dyplomatów, z którymi rozmawiali dziennikarze agencji Reuters, to Ankara nalegała, by w oświadczeniu nie znalazła się wzmianka o poparciu dla kolejnych zachodnich sankcji, wezwanie do uwolnienia więźniów politycznych ani groźba zawieszenia współpracy między NATO a Białorusią.  

Motywy Turcji nie są jasne. Dyplomaci spekulują, że może chodzić o utrzymanie dobrych relacji z Rosją, najbliższym sojusznikiem Białorusi. W grę mogą chodzić względy ekonomiczne - tureckie linie lotnicze mają codzienne rejsy na Białoruś. 

Samolot, którym z Aten do Wilna leciał w niedzielę Roman Protasiewicz, przymusowo lądował w Mińsku. Został zawrócony znad Lidy pod pretekstem alarmu bombowego. Przebywający na emigracji słynny opozycjonista był ścigany przez reżim Łukaszenki listem gończym i śledzony. Założycielowi niezależnego kanału Nexta grozi nawet kara śmierci.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.