Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spotkanie odbyło się w środę i zostało zwołane w trybie pilnym w związku z lądowaniem w Mińsku samolotu linii Ryanair z białoruskim opozycjonistą Romanem Protasiewiczem na pokładzie, jednym ze współzałożycieli kanału Nexta na Telegramie.

Protasiewicz został aresztowany - po wyjeździe z Białorusi do Polski władze oskarżyły go o współorganizowanie antyrządowych protestów i terroryzm. Grozi mu nawet kara śmierci. Ostatnie miesiące spędził na Litwie, bo w naszym kraju nie dostał azylu politycznego.

Zachód i opozycja: To była operacja białoruskich służb

Samolot Ryanaira leciał z Aten do Wilna, ale tuż przed opuszczeniem przestrzeni białoruskiej kontrolerzy poinformowali załogę, że na pokładzie może być bomba, która miałaby być odpalona nad stolicą Litwy. I rekomendowali, by maszyna jak najszybciej zawróciła do Mińska, choć już zaczęła zniżanie do lądowania w Wilnie. W powietrze został nawet poderwany myśliwiec MiG-29, który towarzyszył samolotowi Ryanaira.

Bomby nie było, ale władze natychmiast odseparowały Protasiewicza, którego uważają za jednego z głównych wrogów, od reszty pasażerów i wywiozły z lotniska.

UE i opozycja nie mają złudzeń - to była zaplanowana akcja, a Protasiewicz był wcześniej śledzony. W Mińsku do maszyny Ryanaira nie wróciło np. kilku obywateli Rosji - zapewne agentów służb, którzy współpracowali z białoruskimi służbami w operacji przeciwko opozycjoniście.

Łukaszenko: Wszystko było zgodnie z przepisami

W środę Łukaszenka stanowczo zaprzeczał, że lądowanie było zaplanowaną operacją. Wg niego informacja o tym, że samolot został zmuszony do lądowania przez myśliwce, to "absolutne kłamstwo". - Zadanie myśliwca to zabezpieczenie łączności i sprowadzenie samolotu do lądowania w przypadku sytuacji krytycznej - mówił Łukaszenka. Podkreślił, że informacja o możliwej bombie przyszła ze Szwajcarii i kontrolerzy postąpili właściwie, sprowadzając maszynę na ziemię.

Twierdził też, że samolot wylądował w Mińsku, bo "inne lotniska go nie przyjęły" - tu mówił o Wilnie, Warszawie i Kijowie. Ryanair ani służby kontroli lotów w Polsce, Ukrainie czy Litwie nie wspominały wcześniej, by załoga myślała o lądowaniu w tych portach. W zapisie rozmów kapitana z białoruskim kontrolerem, opublikowanym we wtorek, nie ma o tym słowa - kontroler naciska za to na lądowanie w Mińsku.

Łukaszenka podkreślał też, że samolot przelatywał nad białoruską elektrownią atomową w Ostrowcu, która dysponuje systemem obrony przeciwlotniczej. - A jeśliby nagle systemy bezpieczeństwa przeszły w stan pełnej gotowości bojowej? – pytał.

Wspomniał również, że na Białoruś płynie lawina gróźb o "zaminowaniu naszych obiektów". - Żyjecie na Białorusi i wiecie: każdy dzień "minują" nam a to szkoły, a to uniwersytety, a to fabryki. Także i samoloty z IP adresów w Polsce, Litwie i Łotwie. W każdej sytuacji reagowaliśmy adekwatnie do otrzymanej informacji - zapewniał Łukaszenka, cytowany przez rządową agencję Biełta.

Od dawna głównym celem białoruskiej propagandy jest Polska. Reżim Łukaszenki oskarża nasz kraj o organizację "niepokojów" na Białorusi, wysyłanie agentów czy koncentrację wojsk na granicy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.