Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gościem "Porannej rozmowy w RMF FM" u Roberta Mazurka był w środę Stiepan Putiło, 23-letni bloger i dziennikarz, współzałożyciel niezależnego kanału Nexta. To dzięki temu źródłu cały świat mógł oglądać relacje z ubiegłorocznych protestów na Białorusi, które wybuchły tam po wyborach prezydenckich. 

Wcześniej Stiepan Putiło udzielił wywiadu "Wyborczej". 

PRZECZYTASZ GO TUTAJ. 

Putiło jest w Warszawie. Otrzymał w Polsce tzw. ochronę międzynarodową, jego wniosek o azyl wciąż jest rozpatrywany. Może tu przebywać - w przeciwieństwie do Romana Protasiewicza, który otrzymał już od Urzędu ds. Cudzoziemców odpowiedź odmowną.

Putiło: Roman mógł nie wiedzieć, że samolot leci nad Białorusią 

Bloger nie czuje się bezpiecznie, dostaje setki wiadomości z pogróżkami - również groźby śmierci. Podobne otrzymywał w sierpniu, jednak teraz się nasiliły, coraz więcej jest anonimowych. Słyszy, że "zostanie zastrzelony, a Roman Protasiewicz ma szczęście, że przebywa na Białorusi i żyje". Czy się boi? - Przyzwyczaiłem się już do tego strachu. Muszę bardzo uważać, być bardziej ostrożnym niż inni. Moja mama ciągle powtarza, że nie warto tak ostro komentować sytuacji na Białorusi. Ale ja nie widzę powodu, dla którego miałbym przestać to robić - powiedział Putiło. I dodał: - Wiem, że może stać się ze mną podobnie jak z Romanem. Jesteśmy gotowi na wszystko. 

Na pytanie, dlaczego Protasiewicz w ogóle wsiadł do samolotu, który miał przelatywać nad Białorusią, odpowiedział: - Wiedzieliśmy, mówiliśmy, że nie warto tego robić. Myślę, że Roman nawet tego [że samolot leci nad Białorusią] nie sprawdził. Był przemęczony, od ośmiu miesięcy pracuje intensywnie. I nikt się nie spodziewał, że reżim odważy się na taki akt terroru międzynarodowego jak porwanie samolotu.

Oglądał nagranie z udziałem Romana Protasiewicza, które ukazało się na prorządowym kanale. Porwany dziennikarz zapewnia w nim, że czuje się dobrze i jest dobrze traktowany. Putiło w to nie wierzy. - Widzimy, że jego twarz jest pomalowana. Nie mam wątpliwości, że został pobity. Działania białoruskiego KGB są od dawna znane - skomentował. 

O nagraniu wypowiedział się też dla "Wyborczej" ojciec Protasiewicza: - Obejrzeliśmy ten materiał z żoną wiele razy. Widzimy, że Roman jest bardzo zestresowany. Jesteśmy przekonani, że był torturowany nie tylko psychicznie, ale i fizycznie.

Jak zdaniem Putiły powinna zareagować na tę sytuację Europa, by działania odniosły realny skutek? - Najlepszym rozwiązaniem są sankcje, wstrzymanie kontaktów transportowych i ekonomicznych. Nawet tu, w Polsce, widzę produkty sponsorowane przez reżim. A reżim musi wreszcie zrozumieć, że tak być nie może, że cały cywilizowany świat się na to oburza - powiedział.

W niedzielę Roman Protasiewicz - 26-letni dziennikarz, opozycjonista i założyciel niezależnego kanału Nexta - wsiadł w Atenach do samolotu Ryanaira. Miał nim dolecieć do Wilna. Tak się jednak nie stało. Samolot - pod pretekstem znajdującego się rzekomo na pokładzie ładunku wybuchowego - lądował awaryjnie w Mińsku. O bombie, jak oświadczył Ryanair, poinformowali pilota białoruscy dyspozytorzy. Szybko okazało się jednak, że żadnego ładunku nie było, a na lotnisku natychmiast zatrzymano poszukiwanego listem gończym Protasiewicza. Dziennikarzowi grozi teraz nawet kara śmierci.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.