Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nowe prawo ma wejść w życie za miesiąc. Jego celem jest zapobieżenie sytuacji sprzed roku, gdy po sfałszowanych przez reżim Aleksandra Łukaszenki wyborach prezydenckich na ulice wyszły w proteście tysiące ludzi.

W gąszczu zakazów

Nowe prawo podpisał w poniedziałek prezydent Łukaszenka. Reguluje ono m.in. kwestie właścicielskie i zabrania posiadania mediów przez podmioty zagraniczne, co służby prasowe rządu tłumaczą „ograniczeniem wpływów obcych państw".

Każde naruszenie zapisów nowej stawy może skutkować ostrzeżeniem wydanym przez ministerstwo informacji. Po dwóch ostrzeżeniach władze mają prawo zamknąć redakcję (nie muszą wtedy czekać na wyrok sądu).

Ustawa zabrania publikacji sondaży społeczno-politycznych, które nie zostały autoryzowane przez władze. Dziennikarze nie będą mieli również prawa relacjonowania demonstracji zorganizowanych bez zgody lokalnych władz (wszystkie wymagają uzyskania pozwolenia). Inny z zapisów mówi o tym, że dziennikarzom zabrania się organizowania demonstracji i uczestniczenia w nich.

Dziennikarze relacjonują wiec poparcia dla opozycji z udziałem jednej z jej przywódczyń, Maryji Kalesnikawej, w Mińsku na Skwerze Kijowskim, 6 sierpnia 2020 r.Dziennikarze relacjonują wiec poparcia dla opozycji z udziałem jednej z jej przywódczyń, Maryji Kalesnikawej, w Mińsku na Skwerze Kijowskim, 6 sierpnia 2020 r. Fot. Jędrzej Nowicki / Agencja Gazeta

Zablokować informacje o protestach

Chodzi o sytuację z ubiegłego roku, gdy – mimo blokady informacyjnej – wiedza o protestach rozprzestrzeniła się dzięki niezależnym blogom i kanałom internetowym, jak Nexta czy Tut.by.

Nowe zapisy powodują, że rządzącym będzie o wiele łatwiej relacjonujących protesty dziennikarzy uznać za uczestników nielegalnych demonstracji.

Przewodniczący białoruskiego stowarzyszenia dziennikarzy Andrej Bastunets mówi, że ich praca po wejściu w życie nowej ustawy będzie przypominać "poruszanie się po polu minowym".

– To najbardziej restrykcje prawo medialne w Europie – podkreśla.

Porwania, aresztowania, zsyłki

Po ubiegłorocznych protestach do aresztów trafiło 30 tys. osób.

W ostatnich miesiącach władze dokręcają śrubę dziennikarzom i opozycji. Za udział w antyrządowych demonstracjach sądy wydają kilkuletnie wyroki więzień w koloniach karnych o zaostrzonym rygorze.

Na tych, którzy udali się na emigrację, służby organizują polowania za granicą. Do najbardziej spektakularnej akcji doszło w niedzielę 23 maja, gdy reżim Łukaszenki pojmał dziennikarza i blogera Romana Protasiewicza, założyciela Nexty, zawracając do Mińska samolot, którym leciał on z Aten do Wilna.

Władze zamknęły również redakcję Tut.by, choć dziennikarze nadal pracują i relacjonują wydarzenia w internecie.

We wtorek Tut.by poinformowała, że straciła kontakt z trójką swoich ludzi. Nie wiadomo, gdzie przebywają, ich telefony milczą. Świadkowie mówią, że dwoje z nich wywleczono przed południem z mieszkania, wrzucono do busa i wywieziono w nieznanym kierunku. Trzeci nie wrócił zaś do domu z porannego joggingu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.