Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Jesteśmy zaskoczeni tym, jak wiele znaczy los jednej osoby i jak cenny jest dla Unii Europejskiej. Zupełnie to utraciliśmy na Białorusi - mówił w rozmowie z dziennikarzem Reutersa w poniedziałek w nocy Dmitrij Protasiewicz pytany o reakcję UE na porwanie jego syna.

Dmitrij Protasiewicz: Mój syn był torturowany

Dmitrij, obecnie mieszkający z żoną we Wrocławiu, skomentował nagranie, w którym jego syn przyznaje się do winy zorganizowania zamieszek na Białorusi i mówi, że współpracuje z białoruskimi służbami. Według ojca zeznania te zostały wymuszone. - To ani nie jego słowa, ani intonacja. Widać, że jest bardzo zdenerwowany - mówi.

Dodaje też, że jego syn musiał być bity. - Najprawdopodobniej ma złamany nos, bo zmienił się jego kształt. Na twarzy ma mnóstwo pudru, cała lewa strona jest nim pokryta.

Uważa, że jego syn nie "mógł przyznać się do wywołania zamieszek, bo nic takiego nie zrobił".

Wątpliwości co do tego, że Protasiewicz był torturowany, nie ma też Swiatłana Cichanouska, czołowa białoruska opozycjonistka i kontrkandydatka Łukaszenki w sfałszowanych przez władze wyborach prezydenckich w ubiegłym roku.

W sierpniu 2020 r. Swiatłana Cichanouska została zmuszona przez białoruskie służby do powiedzenia przed kamerą, że wyjechała z Białorusi "z własnej woli", oraz odczytania apelu do rodaków, by nie wychodzili na ulice.

26-letni Roman Protasiewicz to były redaktor naczelny opozycyjnego kanału Nexta prowadzonego w komunikatorze Telegram. Publikowano na nim zdjęcia z ubiegłorocznych antyrządowych demonstracji. Protasiewicz nie był organizatorem demonstracji, lecz je relacjonował. Nextę opuścił we wrześniu ubiegłego roku z powodu różnicy zdań co do tego, w jakim kierunku kanał powinien się rozwijać. Zależało mu wyłącznie na jego dziennikarskim profilu, jednak jego współzałożyciel Stiepan Putiło chciał, by przybrał formę aktywistyczną po to, by koordynować antyrządowe protesty.

Za wywołanie "masowych zamieszek" Protasiewiczowi grozi do 15 lat więzienia.

Białoruś. Fala represji wobec aktywistów i dziennikarzy

We wtorek na siedem lat więzienia w kolonii o zaostrzonym rygorze za "organizację masowych zamieszek" skazano opozycjonistę Pawła Siewiaryńca. Wyrok w jego sprawie oraz kilku innych osób biorących udział w antyrządowych protestach zapadł po trwającym ledwie tygodnie procesie.

Na kary siedmioletniego więzienia skazani zostali również Jewgienij Afnagel oraz Andriej Wojnicz, aktywiści Europejskiej Białorusi. Trójce innych osób, sądzonych w tym samym procesie co Siewiaryniec - Paweł Jukniewicz, Dimitrij Kozłow i Maxim Winiarski - postawiono wyroki pięciu lat więzienia w kolonii o zaostrzonym rygorze. Irena Szastna ma za kratami spędzić cztery lata.

Reżim Łukaszenki zaciska pętlę również wokół niezależnych mediów. Dziennikarkę Biełsatu Jekatierinę Andriejewą skazaną na dwa lata więzienia za relacjonowanie antyrządowych protestów przeniesiono do kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Aryna Malinouska, prowadząca na antenie Biełsatu program "Prawdę mówiąc", musiała uciekać z Białorusi. Teraz prześladowana jest jej rodzina, której służby grożą represjami, jeśli nie powróci do kraju.

Jak donosi Biełsat niedawno Malinouska odebrała telefon. Sądziła, że dzwoni jej szwagier. Słuchawkę trzymał jednak oficer śledczy, który powiedział, że wraz z kolegą są w mieszkaniu jej siostry, a następnie udadzą się do jej dziadków. Stwierdził też, że będą tak długo przetrzymywani, aż Malinouska nie stawi się na komendzie milicji w Mińsku. Oficjalnie władze nie potwierdzają ich zatrzymania.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.