Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O kulisach ubiegania się przez białoruskiego opozycjonistę o azyl opowiedziała Oko.press Katarzyna Jerozolimska, ówczesna partnerka Romana Protasiewicza.

Do Polski przyjechał jesienią 2019 r., gdy Białoruś zatrzymała twórcę kanału Nexta Władimira Czudziencowa. - [Roman] zrozumiał, że sam jest zagrożony, wiedział, że jest śledzony. Razem ze Sciepanem Puciłą, innym redaktorem Nexty, złożyli w Warszawie dokumenty wymagane od osób ubiegających się o azyl. Sciepan status azylanta ostatecznie dostał – wiosną albo latem 2020 roku – relacjonuje w rozmowie z Oko.press Jerozolimska.

Roman Protasiewicz bez azylu

Mówi również, że przez wiele miesięcy nie mieli żadnej informacji zwrotnej ze strony Urzędu ds. Cudzoziemców. W związku z przedłużającą się procedurą Protasiewicz postanowił ostatecznie ubiegać się o azyl na Litwie. Gdy poszedł do polskiego urzędu po paszport, dowiedział się, że w jego sprawie decyzja odmowa zapadła kilka miesięcy wcześniej. Na Litwie Protasiewicz nie próbował już ubiegać się o status azylanta (litewscy politycy również twierdzili, że jest on tam objęty ochroną prawną).

Informacje Oko.press potwierdziła Helsińska Fundacja Praw Człowieka. W listopadzie 2020 r. białoruskie władze miały zażądać ekstradycji Protasiewicza od Polski.

Polski MSZ wprowadza w błąd

O tym, że Roman Protasiewicz otrzymał azyl w Polsce, przekonywał w poniedziałek dziennikarzy wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. Później jednak stwierdził, że białoruski opozycjonista "nie dokończył procedury azylowej w Polsce", i utrzymywał, że taką ochronę otrzymał na Litwie. Jak sprawdził portal Konkret24, Wilno wydało mu jedynie wizę, na podstawie której mógł on przebywać w kraju.

Białoruska bezpieka porwała Protasiewicza w niedzielę, gdy leciał z Aten do Wilna. Pod pretekstem zagrożenia terrorystycznego samolot, którym podróżował, został przez reżim Łukaszenki zmuszony do lądowania w Mińsku. Na ziemi funkcjonariusze białoruskich służb wyprowadzili z samolotu Protasiewicza wraz z jego dziewczyną.

Samolot po kilku godzinach wystartował do Wilna bez czwórki innych pasażerów (dwoje obywateli Rosji i dwoje Białorusi), wobec których są podejrzenia, że pracowali dla służb i od początku podróży obserwowali Protasiewicza.

W poniedziałek UE ogłosiła sankcje wobec Białorusi.

Wieczorem we wtorek Polska Agencja Prasowa - powołując się na anonimowe źródło - podała, że Protasiewicz nie ubiegał się o azyl, ale o ochronę międzynarodową. Postępowanie w tej sprawie miało być umorzone rok temu, jeszcze przed wyborami na Białorusi.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.