Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jego samolot lecący z jednego miasta Unii Europejskiej do drugiego - z Aten do Wilna - został porwany przez białoruskie państwo, zmuszony do lądowania za sprawą fałszywego ostrzeżenia o bombie i eskorty MiG-a.

Protasiewicz i jego dziewczyna Sofia Sapega zostali aresztowani na lotnisku w Mińsku. Sapega jest obywatelką Rosji, Protasiewicz - Białorusi.

23.05.2021, porwany samolot Ryanaira ląduje na lotnisku w Wilnie.23.05.2021, porwany samolot Ryanaira ląduje na lotnisku w Wilnie. Fot. Mindaugas Kulbis / AP Photo

Roman Protasiewicz - głos prawdy

Protasiewicz jest ważny, bo mówił prawdę o swoim kraju.

W sierpniu zeszłego roku białoruski dyktator Aleksander Łukaszenka próbował zainscenizować swoje kolejne fałszywe zwycięstwo wyborcze. Jego zwyczajowa taktyka dyskwalifikowania i aresztowania przeciwników politycznych nie zadziałała, bowiem żona jednego z owych przeciwników wystartowała przeciwko niemu i niemal na pewno wygrała. Łukaszenka ogłosił wygraną tak czy inaczej, więc Białorusini zaczęli pokojowo protestować.

Protesty trwały miesiącami.

Protasiewicz pracował wtedy dla Nexty, kanału prowadzonego w komunikatorze Telegram, który dostarczał Białorusinom informacje o sytuacji w ich własnym kraju.

Czy historia dzieje się, jeśli nie ma nikogo, kto może o tym opowiedzieć? Zagranicznych dziennikarzy na Białoruś nie wpuszczono, więc kanał Nexta, oprócz paru niezależnych dziennikarzy z Rosji, dziennikarzy ukraińskich i pewnego polskiego pisarza, był jednym z niewielu źródeł, z których ludzie za granicą mogli się dowiedzieć o ruchu demokratycznym.

Przemoc i kłamstwo działają wspólnie

W demokracji chodzi o rządy narodu, zależy ona od naszej pewności i przekonania, że ludziom na świecie też nie jest obojętna. Demokracje rodzą się i upadają jako zjawiska międzynarodowe. Potężny ruch demokratyczny na Białorusi, w miejscu, które wydawało się skazane na dyktaturę, jest inspiracją dla innych na świecie.

To, że ludzie lubią głosować i podoba im się, kiedy ich głosy są uczciwie zliczane, jest dla większości rządów na świecie niebezpieczną prawdą. Spektakl w sąsiednim kraju, który zapragnął wolnych wyborów, mógł się wydać ogromnym zagrożeniem, w szczególności reżimowi Putina w sąsiedniej Rosji. Dlatego podczas protestów rosyjscy eksperci pomagali białoruskim mediom publicznym tworzyć fałszywe narracje na temat tego, co się działo.

Protesty zostały w końcu osłabione brutalną siłą białoruskiego reżimu wspieranego przez Rosję.

Przemoc i kłamstwo działają wspólnie. Przemoc była potrzebna do tego, by potwierdzić kłamstwo, że Łukaszenka wygrał wybory. Kłamstwo - po to, by dowieść, że przemoc była uzasadniona.

Na Białorusi zatrzymano dziesiątki tysięcy ludzi, wielu z nich torturowano w aresztach. Dziennikarze byli wyjątkowo na celowniku. Porwanie samolotu, by dosięgnąć jednego z nich, następuje pośród aresztowań i wtrącania do więzień wielu innych. W każdym przypadku jedyną winą jest relacjonowanie wydarzeń zgodnie z prawdą.

Czy Rosja nie jest współodpowiedzialna?

Ten incydent jest karygodny i będzie ukarany. Europejskie i międzynarodowe władze powinny jednak wziąć pod uwagę możliwość rosyjskiego zaangażowania.

Rosja nie wydaje się zirytowana tym, że Białoruś aresztowała jej obywatelkę w wyniku dziwnych, bezprecedensowych i wysoce nielegalnych działań, co sugeruje, że wiedziała o tym wcześniej. Tak złożona operacja porwania miała większe szanse przy wsparciu rosyjskiego wywiadu.

Wydaje się mało prawdopodobne, że białoruski reżim, tak zależny od Rosji, popełniłby spektakularne przestępstwo międzynarodowe bez aprobaty Moskwy.

Warto zapytać, czy wszystko to nie działo się z rosyjskiej inspiracji.

Doniesienia Nexty na temat Białorusi były problemem reżimu Putina, który obawia się uczciwych wyborów, protestów, dziennikarstwa - a najbardziej dziennikarstwa o protestach na rzecz uczciwych wyborów. Nietrudno też dostrzec inny interes Moskwy: gdy UE, jak się można spodziewać, nałoży na Białoruś sankcje, Mińsk nie będzie miał innego wyboru, niż jeszcze bardziej zbliżyć się do Rosji.

Jedynym sposobem na unieważnienie tego równania jest rozważenie, czy Rosja nie jest współodpowiedzialna, a jeśli tak - to ukaranie także jej.

Dziennikarze - przyjaciele ludu

Protasiewiczowi może grozić na Białorusi kara śmierci.

Państwowy terroryzm mający na celu uciszenie jednej osoby przypomina nam, jak ważni są dziennikarze. Bez dostarczanych przez nich słów i obrazów nie mamy szans dotarcia do prawdy o oligarchii, wojnie, wyborach, o jakichkolwiek ważnych tematach. Dziennikarze mogą sprawnie korzystać z nowych technologii, tak jak Protasiewicz, ale żadna technologia ich nie zastąpi. Jest ich za mało i wszyscy są cenni. Powinniśmy ich wspierać wszędzie, za granicą i u siebie.

Dziennikarze są bohaterami naszych czasów w Europie Wschodniej i wszędzie indziej.

Patrząc na ryzyko, które podejmują, i cenę, którą płacą, powinniśmy wstydzić się związków z kimkolwiek, kto mówi, że dziennikarze to "wrogowie ludu". Jest wręcz odwrotnie: to przyjaciele ludu. W zasadzie jedyni, jakich mamy.

Tłum. Maciej Czarnecki, śródtytuły od redakcji "Wyborczej"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.