Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na udział rosyjskich służb specjalnych w porwaniu samolotu, którym podróżował Protasiewicz, założyciel opozycyjnego kanału Nexta, wskazują informacje o pasażerach, którzy nie wrócili na pokład samolotu Ryanaira, gdy maszynie pozwolono na dalszy lot z Mińska do Wilna.

Wiadomo, że oprócz aresztowanych Protasiewicza i jego partnerki Sofii Sapegi na Białorusi zostały co najmniej cztery osoby. Według niepotwierdzonych jeszcze informacji wśród nich były też osoby posługujące się rosyjskim paszportem.

Druga poszlaka to niebywała zbieżność w komunikatach białoruskiej i rosyjskiej propagandy. W Mińsku i Moskwie media rządowe twierdzą, że piloci samolotu Ryanaira lecącego z Aten do Wilna sami poprosili o zgodę na awaryjne lądowanie w Mińsku, a to, że białoruskie służby aresztowały znajdującego się na pokładzie Protasiewicza, było całkowicie zgodne z prawem, natomiast protestujący przeciwko temu zachodni politycy to hipokryci.

Do tego rosyjscy dziennikarze komplementują białoruskiego dyktatora Aleksandra Łukaszenkę.

– Nigdy nie przypuszczałam, że w jakikolwiek sposób będę zazdrościć Białorusi. Ale teraz jakoś zazdroszczę. Batko [Łukaszenka] dobrze się spisał – komentowała na Twitterze Margarita Simonjan, naczelna propagandowej telewizji Russia Today.

Grecja, Irlandia, Litwa, Polska – lista krajów poszkodowanych w akcji reżimu Łukaszenki

Irlandzki minister spraw zagranicznych Simon Coveney (Ryanair to irlandzka linia lotnicza) mówił w publicznym radiu, że nie ma pewności, kim były osoby, które zeszły z pokładu i zostały w Mińsku.

– Konieczne jest przeprowadzenie niezależnego i międzynarodowego dochodzenia w sprawie tego, co się stało – zapowiedział.

Trzeba też pamiętać, że operacja przeciwko Protasiewiczowi wymierzona była w cztery kraje Unii Europejskiej i zarazem w trzech członków NATO.

Agenci białoruscy i prawdopodobnie rosyjscy przeniknęli do Grecji, gdzie śledzili Protasiewicza. Opozycjonista zauważył ich na lotnisku, już przy bramce jeden z agentów próbował robić zdjęcia jego dokumentów.

Kiriakos Mitsotakis, grecki premier, potępił porwanie białoruskiego dziennikarza. – To szokujące działanie. Dosyć tego – oświadczył.

Większość pasażerów porwanego samolotu stanowili z kolei wracający do Wilna Litwini. Samolot był zarejestrowany w Polsce i formalnie należał do polskiej spółki córki Ryanaira. A ponadto przecież Polska udzieliła Protasiewiczowi azylu politycznego i rozpostarła nad nim ochronę.

W NATO atak na jedno państwo oznacza atak na cały Sojusz. Czy izolowany Łukaszenka zdecydowałaby się samemu rzucić NATO takie wyzwanie?

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.