Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

resztowany w niedzielę na mińskim lotnisku Roman Protasiewicz, dziennikarz, bloger i jeden z założycieli opozycyjnego kanału Nexta działającego na platformie społecznościowej Telegram, nie jest jedynym, którego białoruskie władze w ten sposób ścigają.

Redakcyjny kolega Protasiewicza, Sciapan Puciła, to drugi założyciel Nexty. Po odejściu Protasiewicza z kolektywu we wrześniu nie zaprzestał działalności i dalej prowadzi Nextę, przeprowadza śledztwa dziennikarskie demaskujące skorumpowanie i przestępcze działania reżimu, wspomaga opozycję w kraju.

Służby stawiają mu takie same zarzuty jak Protasiewiczowi - Puciła również figuruje na białoruskiej liście terrorystów i jest poszukiwany międzynarodowym listem gończym.

Nexta działa z terytorium Polski. 23-letni Puciła, jak sam wielokrotnie podkreślał, zdaje sobie sprawę z ryzyka, ale jednocześnie wie, że nie wolno odpuszczać i trzeba nadal działać: radykalnie, ale ostrożnie.

 ***

Pierwsza reakcja na informację, że Roman został zatrzymany na terytorium Białorusi?

Sciapan Puciła, dziennikarz, bloger, założyciel białoruskiego opozycyjnego kanału Nexta: Byłem w szoku. Nie sądziłem, że reżim będzie gotów pójść aż tak daleko, sięgnąć po aż tak drastyczne kroki, że bez mrugnięcia okiem pogwałci prawo międzynarodowe, prawo lotnicze, obowiązujące konwencje, słowem - nie będzie się oglądał na żadne względy. Przecież ten samolot nie miał nic wspólnego z Białorusią, to nie był nawet lot tranzytowy.

Samolot po prostu leciał nad terytorium kraju i Łukaszenka postanowił to wykorzystać. Nie spodziewałem się tego.

Nie omawialiście w przeszłości zasad bezpieczeństwa, których jako dysydenci na emigracji powinniście przestrzegać?

- Jasne, pamiętam, że kiedyś na wspólnym czacie rozmawialiśmy o tym, że nie powinniśmy latać nie tylko nad Białorusią, ale też nad terytorium Wspólnoty Niepodległych Państw, a ściślej - nad krajami przychylnymi reżimowi w Mińsku. W niedzielę jednak cały czas, do ostatniej chwili - bo ja wiedziałem, że Roman jest na pokładzie tego samolotu - miałem nadzieję, że rzeczywiście jakoś to się rozejdzie po kościach. Że ostatecznie jednak wyląduje bezpiecznie w Wilnie.

Łukaszenka się na was mści?

- Chodzi o to, że reżim naprawdę zdaje się wierzyć, że to my, 22-25-letni chłopcy, doprowadziliśmy do jego osłabienia, że to przez nas ludzie masowo wyszli na ulice.

Wtedy, po sfałszowanych wyborach prezydenckich, dostawaliśmy masę gróźb, teraz sytuacja się powtarza; od wczoraj znów jestem zasypywany groźbami, że nie będą czekać nawet na moje zatrzymanie i sprowadzenie na Białoruś, że Romę już mają, a teraz kolej na mnie i że rozstrzelają mnie, choćby w Polsce, na ulicy.

Ich zdaniem to my w sierpniu stworzyliśmy sytuację, po której reżim prawie się zwinął. Świadczą o tym także wcześniejsze działania, m.in. uznanie naszych serwisów informacyjnych za ekstremistyczne, wpisanie nas, jako pierwszych w kraju, na listę "terrorystów i ekstremistów", wnioski o ekstradycję do Interpolu... 

Teraz my - kanał Nexta i inne kanały działające na platformie Telegram - jesteśmy przedstawiani jako jedni z głównych wrogów reżimu.

To zniechęca do dalszej walki i działalności czy raczej wręcz przeciwnie?

- Jestem przyzwyczajony. Wiele gróźb w życiu otrzymałem. Zdaję sobie jednak sprawę, że trzeba się pilnować, że trzeba jeszcze bardziej uważać, bo może wydarzyć się wszystko. I jeśli Europa nie zareaguje radykalnie, to Łukaszenka po raz kolejny przesunie granicę.

Dlaczego akurat teraz to zatrzymanie?

- Moim zdaniem władze wykorzystały okazję.

Tydzień temu takim samym lotem z Grecji na Litwę wracała Swiatłana Cichanouska. Podejrzewam, że Łukaszenka został o tym poinformowany, zdał sobie sprawę z tego, że mógłby, gdyby chciał, ją wtedy aresztować, ale było za późno.

Czy pan wie, gdzie teraz przebywa Roman?

- Niestety nie. Białoruskie służby maksymalnie strzegą teraz informacji, utajniają je.

Jedno z naszych źródeł zostało w ostatnim czasie skazane na 18 lat więzienia za zdradę narodową, więc teraz każdy boi się powiedzieć o czymkolwiek nawet rodzinie. Ludzie nadal z nami współpracują, ale z coraz większym strachem, bo wiedzą doskonale, że narażają się na straszne reperkusje, terror. A jego skalę porównać można tylko z czasami stalinowskimi.

Co może się z nim dziać?

- Zatrzymywani na Białorusi są nie tylko bici, torturowani fizycznie. By wymusić na nich zeznania, podaje się im zabronione substancje chemiczne, przesłuchuje przez dziesiątki godzin bez snu, grozi im i całej ich rodzinie.

Panu białoruskie władze stawiają takie same zarzuty jak Romanowi. Co pan w związku z tym teraz czuje?

- Jestem myślami cały czas z Romanem. Obserwuję represje w moim kraju, rozumiem, że władza nie zawaha się, by zrobić wszystko, by stłamsić wszystkich tych, którzy walczą o wolność. W białoruskich więzieniach zabijani są przeciwnicy reżimu, ostatnio Witold Aszurok, znany aktywista. Rozgromiono niezależny portal Tut.by, aresztowano kolejnych dziennikarzy.

Mam poczucie, że musimy działać mocniej, ale jednocześnie z większą ostrożnością.

Pan pozostał w Polsce. Jak polskie władze mogą pomóc, by czuł się pan tu bezpiecznie?

- Dziękuję za dotychczasową pomoc, której nam udzielono. Naszą redakcję ochrania policja, stosowane są również inne środki, o których nie mogę mówić. Obawiam się jednak, że w obecnej sytuacji potrzebny nam jeszcze większy monitoring, jeszcze większa ochrona i wsparcie.

A Europa? Jaka jej reakcja jest teraz potrzebna białoruskiej opozycji?

- Jak najbardziej radykalna i zdecydowana. Jeżeli teraz nie zostaną podjęte jednoznaczne, dobitne decyzje, to reżim pozwoli sobie w przyszłości na wszystko.

Konieczne jest uznanie reżimu Łukaszenki za państwowy terroryzm, wprowadzenie kolejnych sankcji, odłączenie Białorusi od systemu bankowego SWIFT, wstrzymanie wszelkich możliwych kontaktów, m.in. dyplomatycznych, gospodarczych, informacyjnych, wprowadzenie zakazu międzynarodowych lotów nad Białorusią. Potrzebne są kroki, które zmuszą reżim do realnych ustępstw.

Pan wie o reżimie i o tym, na co go stać, więcej niż większość osób, bo prowadzi pan śledztwa dziennikarskie, ma dostęp do źródeł, o których inni nie wiedzą, dlatego zapytam: czy to, co wydarzyło się w niedzielę, zrobiło na panu wrażenie?

- Tak, dla mnie to był szok. Nadal jestem w szoku.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.