Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Białorusini sprowadzili na lotnisko w Mińsku samolot Ryanaira pod fałszywym pretekstem zagrożenia atakiem bombowym. W maszynie lecącej z Aten do Wilna znajdował się 26-letni dziennikarz i założyciel niezależnego kanału Nexta Roman Protasiewicz. Został aresztowany, grozi mu kilkanaście lat więzienia.

Departament Stanu USA: Niepokojące doniesienia o udziale bezpieki

W oświadczeniu opublikowanym na stronie Departamentu Stanu stanowczo potępił to sekretarz stanu Blinken, domagając się natychmiastowego uwolnienia dziennikarza.

"Ten szokujący akt dokonany przez reżim Łukaszenki naraził życie ponad 120 pasażerów, w tym obywateli USA. Wstępne doniesienia sugerujące udział białoruskich służb bezpieczeństwa i użycie białoruskiego samolotu wojskowego do eskortowania są bardzo niepokojące i wymagają dokładnego zbadania" – napisał Blinken.

Wezwał do jak najszybszego posiedzenia w tej sprawie rady Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ICAO).

"Stany Zjednoczone kolejny raz potępiają trwające prześladowania i arbitralne zatrzymania dziennikarzy przez reżim Łukaszenki. Wspieramy dążenia białoruskiego narodu do wolnej, demokratycznej i dostatniej przyszłości i popieramy jego wezwania, by reżim szanował prawa człowieka i podstawowe wolności" – czytamy w oświadczeniu na stronie Departamentu Stanu.

Głos w sprawie aresztowania Protasiewicza zabrał też Bix Aliu, chargé d'affaires amerykańskiej ambasady w Warszawie.

"Dzisiejsze działania reżimu Łukaszenki są niebezpieczne i nie do przyjęcia. Stany Zjednoczone stoją wraz z Polską po stronie obywateli Białorusi. #standwithbelarus", napisał na Twitterze.

Aliu zacytował wpis Julie Fischer, amerykańskiej ambasadorki na Białorusi. Oceniła ona, że "Łukaszenka i jego reżim pokazali dziś znów pogardę dla społeczności międzynarodowej i swoich mieszkańców".

Jakie sankcje wchodzą w grę

Podczas fali protestów z zeszłego lata po oszustwach wyborczych na Białorusi i związanych z nimi represji Biały Dom, wtedy jeszcze z Donaldem Trumpem, był raczej mało aktywny, choć na początku października nałożył sankcje na ośmiu białoruskich urzędników, w tym ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Jurija Karajewa.

Liberalne media w USA tłumaczyły to wówczas słabością Trumpa do autokratów i faktem, że sam przygotowywał już wówczas grunt pod kwestionowanie wyniku wyborów w USA.

Dotkliwsze sankcje USA wprowadziły za Joego Bidena, przede wszystkim w kwietniu, kiedy na czarną listę znów wciągnięto dziewięć państwowych spółek z Białorusi, m.in. koncerny naftowe Biełnieftiechim i Naftan. Uderzyło to w możliwości pozyskiwania przez Mińsk twardej waluty dzięki eksportowi produktów wytwarzanych z surowców rosyjskich.

Podobne sankcje obowiązywały do 2015 r., ale zniesiono je w nadziei na poprawę relacji z Mińskiem. Blinken zastrzegł jednak, że wymienione spółki "finansują i wspierają reżim Łukaszenki, ułatwiając represje wobec Białorusinów i odrzucanie rządów prawa".

Ponadto w lutym Stany Zjednoczone zakazały wjazdu do kraju 43 Białorusinom odpowiedzialnym za represje wobec protestujących i dziennikarzy (potem rozszerzono listę o kolejne nazwiska). Te sankcje wprowadzono po skazaniu na dwa lata więzienia dziennikarek Biełsatu – 27-letniej Kaciaryny Andrejewej i 23-letniej Darii Czulcowej – które prowadziły transmisję z akcji protestu w Mińsku.

Biden zajął stanowisko w sprawie działań Łukaszenki jeszcze w sierpniu, jako kandydat Partii Demokratycznej na prezydenta. "Popieram tych, którzy wzywają do transparentnego i dokładnego przeliczenia głosów i wypuszczenia wszystkich więźniów politycznych. Wzywam też prezydenta Łukaszenkę do poszanowania praw pokojowo protestujących i powstrzymania się od dalszej przemocy", napisał wówczas Biden. I zapowiedział, że jego administracja "nigdy nie zawaha się, by bronić zasad demokracji i praw człowieka".

Komplikuje się sprawa szczytu Biden-Putin

Komentatorzy podkreślają, że wydarzenia na Białorusi komplikują teraz Bidenowi przygotowania do potencjalnego szczytu z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w przyszłym miesiącu, bo przecież w wykuwaniu polityki względem Mińska nie można nie brać pod uwagę Moskwy.

Spotkanie nie jest jeszcze przesądzone, ale USA i Rosja poważnie je rozważają, czego wyrazem była m.in. sondująca rozmowa Blinkena z szefem rosyjskiego MSZ Siergiejem Ławrowem przy okazji obrad ministrów Rady Arktycznej w zeszłym tygodniu.

Białemu Domowi zależy na współpracy z Rosją np. w sprawach Iranu, Afganistanu czy Korei Północnej. Nie może jednak nie akcentować ogromnych różnic i nie wypominać Putinowi Ukrainy, rozpychania się na Arktyce, ataków hakerskich, czy prób mieszania w amerykańskie wybory. Przesilenie w sprawie Białorusi dołącza do tej listy. Administracja Bidena i tak jest już krytykowana za odpuszczenie kluczowej części sankcji za rurociąg NordStream2.

W styczniu renomowany think tank Atlantic Council radził nowej administracji, by nieoficjalnymi kanałami ostrzegała białoruską opozycję przed artykułowaniem dążeń na rzecz członkostwa Białorusi w UE i NATO, utrzymywała dialog z Moskwą, przekonując, że chodzi o obronę białoruskiej demokracji, a nie geopolitykę, a jednocześnie wysłała Moskwie czytelny sygnał ostrzegawczy, że wysłanie na Białoruś "zielonych ludzików" pociągnie za sobą amerykańskie sankcje.

Wielu ekspertów ma świadomość, że amerykańskie działania wobec Mińska mają ograniczoną skuteczność. Nie oznacza to jednak, że Waszyngton jest zupełnie bezradny.

Wśród rekomendacji Atlantic Council względem Białorusi znalazły się m.in.:

  1. konsekwentne określanie Łukaszenki mianem "byłego prezydenta",
  2. wciągnięcie na czarną listę instytucji finansowych obsługujących jego prywatne finanse,
  3. wsparcie finansowe dla społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi,
  4. spotkanie Bidena z liderką białoruskiej opozycji Swiatłaną Cichanouską.

W kwietniu spekulowano, że do tego ostatniego mogłoby dojść, gdyby Biden podczas swojej czerwcowej podróży po Europie odwiedził Bratysławę. Jednak na razie takiej wizyty nie ma w jego oficjalnych planach.

W opublikowanym tydzień temu komentarzu redakcyjnym w "Washington Post" znalazły się też postulaty większego wsparcia USA dla białoruskich mediów oraz dalszego rozszerzania sankcji na wszystkie osoby, które uczestniczą w represjach wobec dziennikarzy.

Można się spodziewać, że działania USA będą mocno koordynowane z Unią Europejską. W komunikacie Blinkena znalazło się zapewnienie, że Waszyngton radzi nad wspólną odpowiedzią ze swoimi partnerami, w tym UE, Litwą i Grecją.
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.