Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na kanale "Pula Pierwszego" decyzję przedstawiano jako próbę "ratowania Europy". Łukaszenka miał zostać poinformowany o "alarmie bombowym i dramatycznej sytuacji pasażerów Ryanair", więc "wydał natychmiastowy rozkaz, by zawrócić samolot i przyjąć go w Mińsku".

Miał w Polsce azyl polityczny

Szybko okazało się, że samozwańczy prezydent Białorusi, którego nie uznaje nie tylko jego naród, ale i większość Europy oraz USA, całą operację zaaranżował w osobistych celach. Na pokładzie zarejestrowanego w Polsce samolotu linii Ryanair znajdował się Roman Protasiewicz, bloger, dziennikarz, jeden z założycieli opozycyjnego kanału informacyjnego „Nexta", który ze względu na swoją działalność został uznany przez białoruskie władze za ekstremistę i otrzymał w Polsce azyl polityczny.

Protasiewicz, prowadzący do września ubiegłego roku kanały „Nexta" i „Nexta.Live", traktowany jest przez Aleksandra Łukaszenkę jako jedna z osób bezpośrednio odpowiedzialnych za masowe protesty i sprzeciw Białorusinów wobec władzy, o czym w niedzielę wieczorem w telewizji Biełsat mówił jego dawny redakcyjny kolega Stiepan Putiło.

To właśnie z tego powodu obaj dziennikarze poszukiwani są przez Białoruś międzynarodowym listem gończym i figurują na szczycie listy krajowych terrorystów, sporządzonej przez KGB. 

Akcja białoruskich służb była przemyślana. By mieć całkowitą pewność, że osobisty wróg Łukaszenki wpadnie w ręce funkcjonariuszy struktur siłowych, Protasiewicza jeszcze w Atenach śledziło czterech rosyjskojęzycznych mężczyzn (dziennikarz informował o tym w internecie). Jeden z nich, jak wynika z opublikowanego przez niezależną telewizję Dożd' screenu wiadomości Protasiewicza do znajomych, próbował sfotografować w kolejce do kontroli na lotnisku jego dokumenty. Później, jak tłumaczył Protasiewicz na czacie, zniknął.

Kilka godzin na lotnisku

Jak ustaliła rosyjska niezależna "Nowaja Gazieta", gdy samolot przelatywał nad Białorusią, białoruscy dyspozytorzy przekazali pilotom, że na pokładzie podłożono ładunek wybuchowy. Wg danych z portalu flightradar24, maszyna znajdowała się już wtedy nad Lidą, skąd bliżej niż do Mińska miała do Kowna i Wilna. Dlatego, by wykluczyć możliwość, że zbliżający się do granicy z Litwą piloci nie zastosują się do zaleceń dyspozytorów, prezydent wysłał w powietrze eskortę w postaci samolotu wojskowego Mig-29. Tego sygnału, zgodnie z prawem lotniczym, załoga nie mogła zignorować. 

Nie pomogły prośby chłopaka. „Jestem uchodźcą, nie możemy tu lądować, proszę. Mnie tu zabiją" – miał tłumaczyć Protasiewicz członkom załogi po komunikacie o niespodziewanej zmianie kierunku lotu. Litewski portal Delfi, powołując się na wypowiedzi pasażerów informował też, że Roman, wbrew początkowym informacjom, został zatrzymany dopiero po kilku godzinach pobytu na lotnisku. „Wszystkich kontrolowali raz, a jego co najmniej dwa, zwracano na niego więcej uwagi. Od początku obserwowali go też siłowicy. Po kilku godzinach, które spędziliśmy w sali lotniska, bez dostępu do toalety i wody, zatrzymali go" – opowiadał jeden z pasażerów.  

„Jestem Roman Protasiewicz. Od Nexty. Czeka mnie tu kara śmierci" – zdążył wtedy powiedzieć zdezorientowanym pasażerom chłopak. Razem z nim zatrzymano jego partnerkę, 23-letnią Sofię Sapiegę, obywatelkę Rosji.

O co oskarża Protasiewicza prokuratura?

Białoruski adwokat Anton Gaszyński informuje w komentarzu dla telewizji Dożd', że kara śmierci na razie dziennikarzowi nie grozi.

„Roman Protasiewicz rzeczywiście figuruje na liście terrorystów, sporządzonej przez KGB. Jednak w stawianych mu zarzutach władze nie oskarżają go o działalność ekstremistyczną. Na tę chwilę, przynajmniej oficjalnie, jego życiu nie powinno zagrażać niebezpieczeństwo. Prokuratura zarzuca mu: „organizację masowych zamieszek", „organizację działań grupowych, które rażąco naruszają porządek publiczny" oraz "popełnianie umyślnych działań mających na celu podżeganie do wrogości społecznej ze względu na przynależność zawodową". Grozi mu do 15 lat więzienia" – twierdzi Gaszyński.

– Boję się myśleć, co dzieje się teraz z Romanem. Dobrze wiemy, że najgorszą rzeczą w takich sytuacjach nie jest zatrzymanie, ale to, co następuje po nim. Białoruskie służby stosują metody, które można porównać tylko ze stalinowskimi. Zrobią wszystko, by go złamać. Konieczna jest międzynarodowa solidarność i podjęcie radykalnych kroków. W przeciwnym razie reżim Łukaszenki jeszcze bardziej się rozbestwi. On już udowadnia, że czuje się bezpiecznie i bezkarnie – mówi "Wyborczej: Franak Wiaczorka, doradca Swiatłany Cichanouskiej, a prywatnie wieloletni znajomy Romana Protasiewicza,

Tusk: To akt państwowego terroryzmu

Na bezprecedensowe uprowadzenie samolotu cywilnego zareagowali m.in. wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Joseph Borrell, sekretarz stanu niemieckiego MSZ Miguel Berger i prezydent Litwy Gitanas Nauseda. Szef EPL Donald Tusk napisał na Twitterze: „Łukaszenka stał się zagrożeniem nie tylko dla obywateli swojego kraju, ale także dla bezpieczeństwa międzynarodowego. Jego akt państwowego terroryzmu wymaga natychmiastowej i zdecydowanej reakcji wszystkich europejskich rządów i instytucji".

Do sytuacji odniósł się także dyrektor generalny linii lotniczych Ryanair Michael O'Leary, który w komentarzu dla Newstalk stwierdził, że przypuszcza, iż na pokładzie samolotu przebywało co najmniej kilku agentów KGB. Samo zdarzenie nazwał „porwaniem samolotu na rozkaz władz".

Niedzielna sytuacja wpłynęła już na decyzję łotewskich linii lotniczych AirBaltic o omijaniu terytorium Białorusi. Minister komunikacji, uzasadniając decyzję Łotwy oświadczył: "To nie do przyjęcia. Państwo nie może zdecydować, czy akceptuje czy nie akceptuje pasażera samolotu. Działania naszych sąsiadów są sprzeczne z konwencjami międzynarodowymi. Myślę, że będą wyciągnięte konsekwencje, także o charakterze gospodarczym".

Białoruś: Pospieszne wypowiedzi Europy

Stawianymi zarzutami oburzone są białoruskie władze. Rzecznik prasowy ministra spraw zagranicznych Anatolij Głaz skomentował w poniedziałek: „Pospieszne wypowiedzi wielu krajów i struktur europejskich są uderzające. Sytuacja wyraźnie się nasila. Jest celowo upolityczniana, dochodzi do bezpodstawnych oskarżeń. Nie ma wyraźnej chęci obiektywnego zrozumienia tego, co się wydarzyło. Przypominam o zasadach bezpieczeństwa. Oczywiście, to przykre, że pasażerowie tego lotu zostali narażeni na niedogodności, ale zasady bezpieczeństwa lotniczego są absolutnym priorytetem dla wszystkich".

Jedną z nielicznych osób, która pochwaliła działania białoruskich służb specjalnych, podważając tym samym zresztą oficjalną wersję Mińska, jest Margarita Simonian, redaktora naczelna prokremlowskiej telewizji Russia Today, znanej z propagandy: „Nie sądziłam, że będę kiedykolwiek zazdrościć Białorusi, ale teraz zazdroszczę. Baćka ładnie to rozegrał!" – napisała na Twitterze.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.