Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Białoruscy siłowicy (funkcjonariusze służb) mogą strzelać do protestujących i stosować przemoc wobec opozycjonistów bez jakichkolwiek konsekwencji, dziennikarze państwowych mediów objęci są specjalną ochroną, przewidującą nawet możliwość zmiany wizerunku na koszt państwa, a urzędnicy państwowi i ich rodziny mogą liczyć na pełne wsparcie państwa w przypadku zagrożenia. Tak można podsumować pakiet poprawek do przepisu o „ochronie państwowej", który w tym tygodniu podpisał prezydent Białorusi.

Nieuznawany nie tylko przez większość swojego narodu, ale także USA i Europę Łukaszenka robi wszystko, by nie odwrócili się od niego ci, którzy są częścią stworzonego przez niego reżimu.

Można strzelać do protestujących

Zgodnie z przyjętymi w tym tygodniu poprawkami białoruscy pracownicy organów ścigania mogą cieszyć się, od teraz zupełnie oficjalnie, pełną bezkarnością. Nowy przepis zdejmuje z nich bowiem odpowiedzialność „za szkody spowodowane użyciem siły fizycznej, specjalnych środków, broni, sprzętu bojowego i specjalnego, jeżeli był używany zgodnie z wymogami przepisów". Prócz tego nowe prawo umożliwia siłowikom wykorzystywanie sprzętu bojowego i specjalnego w celu „zduszenia masowych zamieszek", a właśnie w ten sposób władze traktują wszelkie akcje protestu na Białorusi.

Na tym nowe uprawnienia siłowików się nie kończą. Od teraz mogą oni przeprowadzać rewizję osobistą już w momencie zatrzymania. Nie będą także potrzebować formalnego nakazu przeszukania mieszkania, rzeczy osobistych czy samochodów. Nowy przepis daje im prawo do wykonania tych czynności z własnej inicjatywy. Także będą oni decydować o tym, czy ich działania mogą być rejestrowane za pomocą kamer, aparatów i dyktafonów. Wcześniej zarówno obywatel, jak i dziennikarze oraz pracownicy „niezarejestrowanych" mediów mieli, przynajmniej teoretycznie, możliwość dokumentowania akcji służb. Teraz funkcjonariusz ma pełne prawo, by im tego zabronić.

Operacja plastyczna na koszt państwa

Zmiany wprowadzono bowiem także do przepisu o państwowej ochronie. Od teraz liczyć mogą na nią nie tylko urzędnicy najwyższego szczebla, ale także dziennikarze państwowych mediów, członkowie komisji wyborczych, siłowicy i urzędnicy państwowi. Razem z nimi wszystkimi także ich rodziny - informuje państwowa agencja prasowa Biełta. Pracownicy systemu, którzy znajdą się w niebezpieczeństwie, po zgłoszeniu do MSW zostaną przeniesieni do innego miasta lub miejsca pracy. Mogą nawet liczyć na sfinansowanie zmiany wizerunku przez państwo w przypadku, jeśli żadna inna forma ochrony nie spełni ich oczekiwań.

Minister spraw wewnętrznych Białorusi Iwan Kubrakow uzasadnił konieczność przyjęcia poprawek do przepisu tak: „Zmiany w prawie zostały wprowadzone z powodu gróźb kierowanych wobec urzędników pod koniec ubiegłego roku. Ochrony potrzebują także osoby zajmujące stanowiska cywilne - nauczyciele, artyści, dziennikarze. W związku z tym pojęcie 'osób chronionych' zostało wprowadzone do ustawy".

Przeciwnik reżimu przestępcą

Na przywileje mogą liczyć tylko wierni Łukaszence. Tych, którzy zdecydowali się odejść z szeregów pracowników systemu albo zaczęli działać na rzecz opozycji, czeka kara.

Na początku maja Aleksander Łukaszenka pozbawił tytułów i stopni ponad 80 byłych pracowników struktur siłowych. Wśród nich znaleźli się m.in. byli siłowicy, którzy tworzą obecnie fundację BYPOL. Udziela ona m.in. pomocy funkcjonariuszom, którzy przeszli na stronę społeczeństwa i zbierają dowody przestępstw reżimu.

Przeciwko części byłych siłowików prokuratura wszczęła także postępowania karne, zarzucając im m.in. „organizację aktów terrorystycznych". Oznacza to, że zdaniem białoruskich władz funkcjonariusze, którzy odmówili używania przemocy wobec pokojowo protestujących obywateli lub przechodzili na ich stronę „podburzali społeczeństwo do protestów".

20 maja w Mińsku dwóch byłych siłowników, którzy zwolnili się z pracy po wyborach prezydenckich, zatrzymała milicja. Obaj zostali w tym miesiącu pozbawieni tytułów i stopni.

Jegora Jemieljanowa, od kilku miesięcy pracującego jako trener na siłowni, zabrali z pracy „nieznajomi w cywilu". Wkrótce potem jego żona poinformowała dziennikarzy niezależnej redakcji Tut.by, że mąż przebywa w areszcie Okrestina. Przyczyna jego zatrzymania wciąż jest nieznana. 11 sierpnia, po złożeniu wypowiedzenia, Jemieljanow był przetrzymywany przez ponad dwie doby w areszcie. Później go wypuszczono.

Drugi zatrzymany to Dmitrij Kułakowski, były kapitan milicji i szef oddziału śledczego. W areszcie Okrestina spędzi co najmniej 15 dni za rzekome „stawianie oporu funkcjonariuszom milicji". On również, podobnie jak Jemieljanow, był już prześladowany z powodu swoich opozycyjnych poglądów politycznych. W październiku spędził 27 dni w areszcie.

Polskie kanały w Telegramie

Ale to nie najgorsze, co może przydarzyć się przeciwnikom reżimu. Tydzień temu sąd w Słucku skazał na 18 lat kolonii karnej o zaostrzonym reżimie kapitana Denisa Urada, którego propagandowa telewizja ONT przedstawiła jako „zdrajcę w szeregach KGB".

29-letni Urad został skazany za zdradę narodową. Strona oskarżenia twierdzi, że 14 marca Denis Urad, dyżurujący jako specjalny oficer komunikacji sztabu generalnego, sfotografował tajne pismo ministra spraw wewnętrznych do ministra obrony narodowej i "wysłał do administratorów polskiego kanału w komunikatorze Telegram".

Niezależne Centrum Ochrony Praw Człowieka "Wiasna" informuje, że w białoruskich więzieniach przebywa obecnie 404 więźniów politycznych. To rekord w historii Białorusi.

Zgodnie z szacunkami obrońców praw człowieka podczas protestów, które masowo wybuchły po ogłoszeniu sfałszowanych wyborów prezydenckich, zatrzymanych zostało ponad 30 tys. osób, w tym dziennikarze. Kilkaset osób doznało poważnych obrażeń, kilka – co najmniej dziesięć – zmarło. Przeciwko uczestnikom protestów wszczęto na Białorusi ponad 3 tys. spraw karnych. Żaden funkcjonariusz struktur siłowych, mimo licznych skarg obywateli, nie został pociągnięty do odpowiedzialności.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.