Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

We wtorek przed południem Kiriłł Wołoszyn, współzałożyciel niezależnego portalu Tut.by, jednego z najpopularniejszych źródeł informacji na Białorusi, poinformował za pośrednictwem Facebooka o kolejnym ataku władz na redakcję.

To nie pierwsza taka sytuacja w dwudziestoletniej historii portalu - reżim Aleksandra Łukaszenki wielokrotnie próbował wywierać nań presję, cenzurować, a nawet zamknąć. Teraz jednak wygląda na to, że władze postanowiły unicestwić redakcję.

Z informacji przekazanej przez Wołoszyna, którą kilka godzin później potwierdził Białoruski Komitet Kontroli Państwowej, wynika, że założyciele portalu są oskarżeni o uchylanie się od płacenia podatków.

Portal Tut.by całkowicie niedostępny

We wtorek rano funkcjonariusze Departamentu Śledztw Finansowych zjawili się w siedzibie redakcji w Mińsku oraz w oddziałach regionalnych, by je opieczętować. Wkrótce okazało się, że trwają też rewizje w domach i mieszkaniach dziennikarzy Tut.by, w tym redaktorki naczelnej Mariny Zołotowej.

Niektórych z nich, w tym Zołotową, zabrali z mieszkań, prawdopodobnie na przesłuchania. Od wielu godzin nie ma z nimi kontaktu.

Marina Zołotowa nie odpowiedziała na telefon ani wiadomość od redakcji „Wyborczej”.

Nie ma także łączności z grupą dziennikarzy Tut.by, którzy w czasie najścia funkcjonariuszy Departamentu Śledztw Finansowych byli w redakcji, oraz z tymi, którzy udali się do niej na wieść o rewizji.

W tym samym czasie ministerstwo informacji zablokowało stronę portalu. Jest ona niedostępna zarówno dla mieszkańców Białorusi, jak i innych krajów. Nie da się jej otworzyć także przez VPN, co sprawdzili kilkakrotnie dziennikarze niezależnego portalu Meduza z siedzibą w Rydze.

Nie trzeba było długo czekać, by poznać oficjalny powód blokady. Na oficjalnej stronie resortu informacji pojawiło się oświadczenie, z którego wynika, że "prokuratura generalna znalazła wiele faktów naruszenia prawa o środkach masowego przekazu w zasobie internetowym Tut.by”.

Paragraf dla niewinnych

Niezależny portal Onliner ustalił, że prokuratura generalna wszczęła postępowanie karne m.in. przeciwko Ludmile Czekinej, dyrektorce spółki Tut By Media, oraz Andżeli Asad, głównej księgowej, które „przy współudziale grupy osób uchyliły się od opłaty podatku VAT za rok 2020 w wyjątkowo wysokiej kwocie, narażając państwo na wysokie straty”.

Tym samym władze podważyły status rezydenta Parku Wysokich Technologii, który od 2019 r. posiadała redakcja, uprawniający do ulgi podatkowej. Zdaniem Komitetu Kontroli Państwa spółka Tut By Media bezprawnie wykorzystała zniżkę, która – ze względu na działalność redakcji – jej nie przysługuje.

Wśród przedstawicieli opozycji od dawna powszechna jest opinia, iż władze karzą w ten sposób tych, których nie da się ukarać inaczej. Współpracująca ze sztabem Wiktara Babaryki [rywal Łukaszenki w ostatnich wyborach prezydenckich, uwięziony przezeń blisko rok temu] Aleksandra Zwieriewa tłumaczy: „Nie ma do czego się przyczepić? To wyciągną i sfabrykują sprawę o podatki”.

Siłowicy zjawili się także w firmach związanych ze spółką. Rewizje przeprowadzono w siedzibach Av.by, portalu sprzedaży samochodów, Rabota.by, portalu z ogłoszeniami o pracy, i Hoster.by, który świadczy usługi hostingowe ok. 60 proc. białoruskich stron internetowych.

Część pracowników Hoster.by pracujących zdalnie usłyszała w czasie kolegium online hałas i krzyki oraz żądanie, by obecne w siedzibie firmy osoby wyłączyły telefony. Od tego czasu nie ma z nimi kontaktu.

Cichanouska: Celowe zabójstwo niezależnej redakcji

Przebywająca na emigracji przywódczyni białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska mówi o „celowym zabójstwie niezależnej redakcji".

- Mój zespół i ja jesteśmy już w kontakcie z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen. Domagamy się pilnej reakcji UE, uruchomienia programu wspierającego niezależne media, ochrony dziennikarzy i pomocy w kontynuowaniu ich pracy pomimo represji. Nalegamy, by nałożono sankcje na wszystkich odpowiedzialnych za te poczynania - oświadczyła Cichanouska.

Dziennikarze na celowniku władzy

Od wielu miesięcy władze represjonują niezależne redakcje.

Portalowi Tut.by w grudniu ubiegłego roku odebrano licencję - nazbyt rzetelnie relacjonował protesty po sfałszowaniu wyborów prezydenckich przez Łukaszenkę i opisywał terror służb specjalnych. Dziennikarze nie mieli już więc akredytacji, stracili tym samym prawo do relacjonowania wydarzeń na żywo, gdyż zaczęto ich traktować jako uczestników (rejestracja medium internetowego na Białorusi jest dobrowolna; kto ma licencję, pracuje swobodniej, kto nie ma - naraża się na niebezpieczeństwo, np. zatrzymanie i areszt podczas protestu).

Z kolei w marcu sąd pozbawił wolności dziennikarkę Tut.by Katerinę Borisewicz, która ujawniła, że zmarły opozycjonista Roman Bandarenka - wbrew narracji władz - nie był nietrzeźwy i że do zgonu doszło na skutek brutalnego pobicia przez funkcjonariuszy służb specjalnych. Borisewicz odsiaduje w więzieniu karę pół roku bezwzględnego pozbawienia wolności.

Dziesiątki innych dziennikarzy portalu zatrzymywano, karano grzywnami, aresztowano.

Redaktorka naczelna Marina Zołotowa mówiła w wywiadzie dla „Wyborczej”: „Nasi dziennikarze idą do więzienia za pracę w zawodzie. Za zadawanie pytań, weryfikowanie faktów, szukanie prawdy. Ale nie możemy się już cofnąć. Jeśli to zrobimy, pozwolimy na przekształcenie Białorusi w Koreę Północną”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.