Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prokuratura przedstawiła zarzuty Kalesnikawej w czwartek. Opozycjonistka, która jako jedyna  z liderów protestów zdecydowała się pozostać po sierpniowych wyborach na terytorium Białorusi, przebywa od ponad ośmiu miesięcy w mińskim areszcie Wołodarka. 

Zarzuty dla Kalesnikawej i Maksima Znaka

Gleb German, rzecznik prasowy niedoszłego kandydata na prezydenta Białorusi Wiktara Babaryki, którego sztabem kierowała Kalesnikawa, informuje, że białoruskie organy ścigania zarzucają Maryi Kalesnikawej naruszenie trzech paragrafów kodeksu karnego. Opozycjonistka oskarżana jest o nawoływanie do działań godzących w bezpieczeństwo narodowe, o udział w spisku, którego celem było niekonstytucyjne przejęcie władzy, oraz o stworzenie organizacji ekstremistycznej. 

- Maksymalna kara, którą może wymierzyć jej białoruski sąd, to 12 lat więzienia - podkreśla German.

Takie same zarzuty postawiono Maksimowi Znakowi, w przeszłości adwokatowi Kalesnikawej, a także członkowi opozycyjnej Rady Koordynacyjnej powołanej przez Swiatłanę Cichanouską, która wystartowała przeciw Łukaszence w sfałszowanych ostatecznie wyborach.

"Najtrudniejszy i najszczęśliwszy rok"

Siostra Maryi, Tatiana Chomicz, w wywiadzie dla "Wyborczej" mówiła: „Maryja nie upada na duchu. Zachowuje spokój. Patrzy na świat i sytuację, w której się znalazła, optymistycznie”. Potwierdza to fragment listu opublikowany w środę przez jej współpracowników na jej oficjalnym profilu na Facebooku. Kalesnikawa, w związku z rocznicą podjęcia pracy w sztabie Babaryki, podsumowuje w nim ostatnie miesiące: „Ten rok był najtrudniejszy i najszczęśliwszy w moim życiu. Wiem, jak dziwnie to brzmi od człowieka w więzieniu. Ale zyskałam znacznie więcej, niż straciłam: wyjątkowe doświadczenie, niesamowity napęd, dużo nowej wiedzy i umiejętności. Znalazłam wewnętrzną wolność i szczęście, aby być sobą w każdej sytuacji. Ale najważniejszym cudem jest niezwykłość Białorusinów - Wasze wsparcie i miłość dają ogromną siłę!”.

Maryja Kalesnikawa, jedna z przywódczyń białoruskiej opozycji, została porwana 7 września w centrum Mińska. Zamaskowani funkcjonariusze wciągnęli ją do nieoznakowanego samochodu, po czym przewieźli do siedziby wydziału do walki ze zorganizowaną przestępczością. Następnie została przetransportowana do siedziby KGB, gdzie próbowano ją zmusić do wyrażenia zgody na wyjazd za granicę. Odmówiła. Postanowiono deportować ją siłą. W nocy Kalesnikawa znalazła się nieopodal granicy białorusko-ukraińskiej. Rozumiejąc, co służby próbują zrobić wbrew jej woli, podarła paszport i wyrzuciła go przez okno.

Wiezieni tym samym samochodem członkowie opozycyjnej Rady Koordynacyjnej Anton Radniankau i Iwan Kraucou znaleźli się na terytorium Ukrainy. Kalesnikawa – w mińskim areszcie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.