Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aleksander Łukaszenka zdaje sobie sprawę, że relacje Białorusi z zagranicą nie są najlepsze. Jak zaznaczył podczas wtorkowej narady z szefem białoruskiego MSZ Uładzimirem Makiejem, w tym zakresie „konieczne jest zaprowadzenie porządku”. Przez porządek Łukaszenka rozumie utrzymanie dobrych relacji z tymi, którzy „nie stawiając jakichkolwiek ultimatów, płacąc rublami, dolarami lub euro, gotowi są z nami współpracować”.

Likwidacja ambasad we „wrogich krajach”

Tam, gdzie relacje uległy pogorszeniu, a stosunki gospodarcze „zastopowano”, zdaniem prezydenta Białorusi nie ma sensu się wysilać. – Po co mamy w takich krajach tracić państwowe pieniądze na utrzymywanie ambasad i dyplomatów? – zastanawiał się Łukaszenka, podając za przykład Polskę i Litwę. Prezydent Białorusi szybko dodał też, że w razie pojawienia się jakichkolwiek wspólnych spraw, wymagających omówienia, które zazwyczaj rozwiązuje się za pośrednictwem ambasad i konsulatów, dyplomaci będą w stanie porozumieć się „na jakiejś międzynarodowej platformie”.

Pomysł zlikwidowania placówek dyplomatycznych i konsularnych w Polsce nie był jedyną refleksją na temat „niewdzięcznego sąsiada”, którą podzielił się podczas zebrania Łukaszenka. Jego zdaniem Polska od dawna zaangażowana była w tajną operację, której celem było zorganizowanie na Białorusi tzw. kolorowej rewolucji, i prowadziła podwójną grę: – Jeszcze w czerwcu śpiewali nam prosto do ucha przyjemne piosenki, choć dobrze teraz wiemy, że ich służby specjalne i inne organizacje działały wtedy na całego – mówił.

Czytaj także: Prokuratura Białorusi bierze pod lupę Białorusinów uczących się polskiego

Łukaszenka: To są nasi Polacy

O wrogości Warszawy wobec Mińska świadczyć mają m.in. „oskarżenia o sfałszowanie wyników wyborów prezydenckich, przyjmowanie ekstremistów i zdrajców uciekających z Białorusi oraz popieranie uciekinierów”. Kroplą, która przelała czarę goryczy, miały być działania „nielegalnej grodzieńskiej organizacji”, czyli niezależnego Związku Polaków na Białorusi. – Nawet się nie kryjąc, gloryfikowali bandytów i nazistów! – opowiadał Łukaszenka.

Czytaj także: Polska wchodzi na grabie Łukaszenki. Ostatni tekst Andrzeja Poczobuta przed zatrzymaniem przez milicję

Podkreślił przy tym, że mieszkający na Białorusi Polacy podlegają białoruskiemu prawu i od pokoleń są obywatelami Białorusi. Dał tym samym do zrozumienia polskim władzom, że próżno liczą na jakiekolwiek efekty swojej ewentualnej interwencji i już teraz powinny przyzwyczaić się do traktowania polskiej mniejszości na Białorusi jako obywateli obcego kraju. – Wiele osób mówi teraz na temat prześladowań Polaków. Po raz kolejny chcę zwrócić się do władz Polski: tak, mamy wielu Polaków. Ale to są nasi Polacy. Ich ojczyzną jest Białoruś. Mieszkali tutaj, ich dzieci tu mieszkają i będą mieszkać. Kto chce odejść – droga wolna, nie trzymaliśmy nikogo i nie zamierzamy trzymać. Ale ci, którzy mieszkają z nami, to obywatele Białorusi, to nasi Polacy – powiedział.

Czytaj także: Łukaszenka: "Trzeba działać ostro". Nowe represje na Białorusi

„Polska mocno dostanie po mordzie”

Łukaszenka oświadczył też, że chociaż nie zamierza z nikim prowadzić wojny i zdaje sobie sprawę, że „sąsiadów się nie wybiera”, to jeśli Polska będzie nadal traktować Białoruś tak jak teraz, to „mocno dostanie po mordzie”. – Nie będziemy dłużej pasywnymi obserwatorami, będziemy reagować odpowiednio, czyli tak jak w Grodnie – zapewnił.

Uprzedził też, że sztab politologów i historyków prowadzi obecnie prace i wróci do tematu „polskiej okupacji” w latach 20. i 30. XX w.

Sprawa Związku Polaków

25 marca Prokuratura Generalna Białorusi wszczęła postępowanie karne przeciwko działaczom nieuznanego przez białoruskie władze Związku Polaków na Białorusi. W areszcie przebywają obecnie szefowa ZP Andżelika Borys, dziennikarz Andrzej Poczobut, działaczki Maria Tiszkowska, Irena Biernacka i Anna Paniszewa.

Prokuratura oskarża ich, powołując się na paragraf 130 białoruskiego kodeksu karnego, o „umyślne działania mające na celu podżeganie do nienawiści narodowej i religijnej oraz niezgody na podstawie przynależności narodowej, religijnej, językowej i innej, a także rehabilitację nazizmu, popełnione przez grupę osób”. Oficjalne zarzuty usłyszeli już Poczobut i Tiszkowska. Grozi im od 5 do 12 lat więzienia.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.