Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wiktoria Bieliaszyn: Coraz częściej słyszę: "Jaka szkoda, że Białorusinom się nie udało". Rzeczywiście tak jest?

Swiatłana Cichanouska, przebywająca na emigracji przywódczyni białoruskiej opozycji: Nie, to nieprawda. Nie wolno mówić, że nam się nie udało. Gniew i brak akceptacji dla reżimu Łukaszenki nie tylko nie zgasły, ale wręcz jeszcze bardziej się rozwinęły. Cały czas szukamy najlepszych rozwiązań, by wyjść z obecnej sytuacji i kryzysu politycznego. Udaje nam się.

Swiatłana Cichanouska podczas wystąpienia na Uniwersytecie Warszawskim, 9 września 2020 r.Swiatłana Cichanouska podczas wystąpienia na Uniwersytecie Warszawskim, 9 września 2020 r. Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

Ludzie oceniają jednak to, co widzą. A w Mińsku nie ma już marszów gromadzących kilkaset tysięcy osób...

- Nie poddaliśmy się, ale z powodu represji i prześladowań na ulicach miast nie ma masowych marszów, na których ludzie z narodowymi symbolami skandowaliby hasła, jak latem i jesienią. Jednak Białorusini wciąż walczą, szukają nowych sposobów nacisku na władze, starają się wywierać presję. To niezwykłe i zasługuje na uznanie, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę poziom represji w kraju.

Uliczne akcje nie są już potrzebne?

- Potrzebne! Ale to tylko jeden z wielu środków wyrazu protestu. Dla nas najważniejsze jest bezpieczeństwo ludzi. Za dużo osób siedzi niewinnie w więzieniach, nie chcemy pomagać ich zapełniać.

Ale w ubiegłym tygodniu zapowiadali państwo, że ludzie znów wrócą na ulice. Czy ostatni weekend, podczas którego Białorusinom nie udało się masowo zgromadzić, sprostał pani oczekiwaniom?

- Szczerze mówiąc, wręcz je przerósł.

Z jednej strony doskonale zdawałam sobie sprawę, że ludzie się przygotowują i chcą wyrazić swój protest, niezgodę na reżim Łukaszenki, represje, sfałszowane wybory, terror, który rozszalał się w kraju. Ale jednocześnie wiedziałam przecież, że i władze przygotowują się na wiosnę.

Przez moment miałam wrażenie, że na ulicach jest tylko OMON, że protestujący nie wyszli. Później jednak zaczęły spływać informacje od ludzi, którzy pisali, że są na tym "spacerze", że widzą, ilu innych wyszło, choć trudno było to udokumentować, bo wśród spacerowiczów nie brakowało tajniaków. Ale ludzie wyszli. Tak, bez narodowych barw, bez haseł, ale wszyscy, patrząc sobie w oczy albo dając do zrozumienia gestem, wiedzieli, że tego dnia są na ulicy nieprzypadkowo.

Swiatłana Cichanouska podczas Forum Ekonomicznego.  Karpacz, 9 września 2020 r.Swiatłana Cichanouska podczas Forum Ekonomicznego. Karpacz, 9 września 2020 r. Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta

Przed Dniem Wolności powiedziała pani w jednym z wywiadów, że nie ma prawa namawiać Białorusinów do udziału w protestach, bo obecnie jest to zbyt ryzykowne. Co się zmieniło od jesieni?

- Nigdy nie namawiałam, by wychodzić na ulice. Popieram oczywiście każdą osobę, która decyduje się wyjść, ale jednocześnie wiem, jaką odpowiedzialność bierze na siebie taki człowiek. Niektórzy są w stanie protestować wiedząc, że być może nie wrócą do domu albo że stracą wolność.

Ale będąc na Litwie, nie mam prawa namawiać innych do podejmowania działań, które mogą drastycznie wpłynąć na ich życie. Podejmuję ryzyko w sytuacjach, kiedy to ja odpowiadam za swoje czyny i to na mnie spadają ewentualne konsekwencje. Ludzie są najważniejsi. Wywierać presję na reżim można na wiele sposobów.

W jakiej kondycji jest on teraz?

- Reżim słabnie. Wszystko, do czego może się uciekać, to przemoc. I oczywiście aktywnie z niej korzysta. Łukaszenka próbuje zastraszyć Białorusinów, zmusić do milczenia. Wykorzystuje też propagandę. Mamy jednak swoje źródła wewnątrz systemu i dzięki nim wiemy, jak naprawdę wygląda sytuacja. Nawet tam jest wielu ludzi, którzy w gruncie rzeczy są po naszej stronie i chcą żyć inaczej. Pracownicy struktur siłowych traktowani są przez reżim jak niewolnicy. Oni też zdają sobie z tego sprawę.

Reżim Łukaszenki na nich się opiera. Ale nie będzie w stanie utrzymać się w ten sposób długo. Łukaszenka się boi, popełnia kolejne błędy.

Dlaczego Łukaszenka uderzył właśnie w Polskę, aresztując działaczy Związku Polaków na Białorusi? W środę pięcioro z nich uznano za więźniów politycznych.

- Aresztowani Polacy byli aktywnymi działaczami, reprezentantami demokratycznej części społeczeństwa. Zajęli konkretne stanowisko w walce o wolną Białoruś.

Reżim stara się dzisiaj znaleźć winnych całej tej sytuacji, bo nie może uwierzyć, że za protestami i chęcią wprowadzenia zmian stoją Białorusini. Oskarża Polskę o próbę zorganizowania powstania, przewrotu. Wcześniej winna wszystkim niepowodzeniom była Litwa, jeszcze wcześniej, w czasie ochłodzenia stosunków białorusko-rosyjskich, kamienie leciały w stronę Rosji. Reżim zawsze potrzebuje zewnętrznego wroga. Posługuje się przy tym naiwną narracją.

Łukaszenka źle myśli o Białorusinach. Wmawia im np., że w protestach brali udział ludzie opłaceni przez Polskę. Jak można byłoby opłacić kilkaset tysięcy osób? Często zadaję sobie pytanie, jak można wymyślać tak niedorzeczne wersje wydarzeń, byle tylko obywatele uwierzyli, że są manipulowani z zewnątrz.

Swiatłana Cichanouska podczas spotkania z mniejszością białoruską w Polsce.  Warszawa, 9 września 2020 r.
Swiatłana Cichanouska podczas spotkania z mniejszością białoruską w Polsce. Warszawa, 9 września 2020 r.  Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Czy Łukaszenka uwolni Polaków z białoruskich więzień?

- Wziął sobie jeńców, których będzie chciał w przyszłości wykorzystać, wymienić w zamian za zdjęcie sankcji. Do takich sytuacji już dochodziło. Chciałabym prosić polskich przywódców, by nie brali udziału w jakichkolwiek targach z Łukaszenką. Rozumiem, że ważne jest uwolnienie swoich obywateli, ale teraz chodzi nie tylko o te pięć osób, lecz także o setki innych więźniów politycznych, których on więzi. Jestem przekonana, że Polacy, którzy są teraz w więzieniu i którzy tak wyraźnie wyrażali swoje poglądy, nie chcieliby być przedmiotem targów.

Co musi się wydarzyć, by Łukaszenka rzeczywiście, tak jak państwo chcą, wziął udział w negocjacjach?

- Wszyscy wiemy, że nie chce oddać władzy.

Jestem przekonana, że Łukaszenka po prostu nie chce odchodzić w taki sposób - bez poparcia, bez godności, jako wróg. Kocha władzę, Białoruś traktuje jak swoją własność i jest przeświadczony o tym, że wiele dla niej zrobił. Jeżeli już, to chciałby z pewnością odejść w chwale, jako zwycięzca. A teraz to niemożliwe. Dlatego, mówiąc o negocjacjach z władzą, nie mamy na myśli Łukaszenki. Mówimy o przedstawicielach reżimu. Łukaszenka nigdy nie powie: "Siadajmy do stołu, rozmawiajmy". Teraz zajmujemy się kontaktem z ludźmi z systemu, którzy przyjmą na siebie tę odpowiedzialność i wezmą udział w rozmowach jako reprezentanci reżimu.

Może pani sobie wyobrazić, że siada przy stole z Aleksandrem Łukaszenką?

- Nie. Negocjacje widzę jako transparentną, absolutnie otwartą i uczciwą rozmowę z przedstawicielami reżimu, opozycji, społeczeństwa, z reprezentantami sąsiednich państw, czyli Litwy, Polski, Ukrainy i Rosji, ale też innych, demokratycznych, zaangażowanych w sytuację przywódców.

Do takich negocjacji może dojść bez oficjalnego poparcia białoruskiej opozycji przez Kreml?

- Ale przecież my nie planujemy negocjacji między Rosją a Białorusią, tylko między białoruskim społeczeństwem obywatelskim a przedstawicielami reżimu. Na początku Kreml aktywnie wspierał Łukaszenkę, teraz widzimy jednak, że te relacje się ochłodziły, stały się neutralne. Istnieje oczywiście ryzyko, że Kreml spróbuje wykorzystać słabość Białorusi. Potrzebujemy więc wyraźnego, ciągłego wsparcia innych przywódców, by do tego nie dopuścić. By, kiedy nadejdzie czas, wystąpili oni jako gwaranci niezależności Białorusi.

Swiatłana Cichanouska podczas spotkania z mniejszością białoruską w Polsce.  Warszawa, 9 września 2020 r.
Swiatłana Cichanouska podczas spotkania z mniejszością białoruską w Polsce. Warszawa, 9 września 2020 r.  Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Jak zmieniło się od sierpnia białoruskie społeczeństwo?

- Jest coraz bardziej świadome.

Wiadomo, że wojsko na ulicach, OMON, więzienia, tortury i groźby Łukaszenki są przerażające, ale jednocześnie ludzie nie są gotowi, by pogodzić się z tym, co się wydarzyło i co nadal trwa. Boją się, ale jednocześnie czują, że nie mogą się nie zaangażować, nie mogą być całkowicie bezczynni, bo już niewiele dzieli nas od Korei Północnej i stalinowskich represji. Nikt nie chce żyć w takim świecie. Białorusini dorastają. Jedni szybciej, drudzy wolniej, ale dorastają.

Latem i jesienią protesty w Mińsku mimo niebezpieczeństwa i zatrzymań przypominały w jakimś stopniu festiwal. Ludzie byli w euforii. A teraz?

- Atmosfera się zmieniła. Teraz to już nie święto, nie festiwal. Wtedy to było naturalne, bo zawsze, kiedy idzie się wraz z setkami tysięcy innych ludzi i czuje się ich wsparcie, ma się poczucie euforii. Dzisiaj Białorusini walczą. To długa, żmudna, monotonna walka.

Jak teraz walczą?

- Za pomocą inicjatyw. Weźmy przykład: odwołanie mistrzostw świata w hokeju. Nigdy by do tego nie doszło, gdyby nie masowa, silna presja Białorusinów i liderów innych państw. To jeden z dowodów na to, że presja i solidarność działają, mają sens. Ludzie się organizują. Białoruscy sportowcy, medycy, ludzie kultury wspólnie wywierają ciągły nacisk - również poprzez obecność na arenie międzynarodowej.

Reżim to odczuwa, choć stara się pokazać światu, że skoro nie ma wielkich demonstracji, to znaczy, że sytuacja się uspokoiła.

Wiem, że na świecie każdego dnia dużo się dzieje i że najlepiej czytają się teksty zilustrowane zdjęciami z masowych marszów. To, że one się nie odbywają, nie znaczy, że jest u nas spokój.

Co można zrobić dla Białorusi?

- Ważne jest rozszerzenie sankcji, objęcie nimi większej liczby osób. Tych osiemdziesiąt, które teraz są na liście, to stanowczo za mało. Unia Europejska jest silna, może uderzyć w Łukaszenkę. My cały czas szukamy sprawiedliwości w innych krajach, zbieramy dowody na popełnianie przestępstw przez przedstawicieli reżimu. Na Litwie dzięki temu udało się już wszcząć kilka spraw.

Potrzebujemy wsparcia, ciągłego przypominania reżimowi, że świat patrzy mu na ręce i że nie jest bezkarny. Potrzebujemy też, by o nas pamiętano.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.