Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wiktoria Bieliaszyn: Jest pani czwartą adwokatką opozycjonistki Maryi Kalesnikawej, którą białoruskie ministerstwo sprawiedliwości pozbawiło licencji. Co to dla pani oznacza?

Ludmiła Kazak, adwokatka: Oznacza to, że pozbawiono mnie mojego źródła dochodu. Przez władze stałam się osobą bezrobotną. Od 25 lutego nie mam prawa zajmować się jakąkolwiek działalnością adwokacką. Pozbawiono mnie nie tylko prawa do obrony mojej klientki Maryi Kalesnikawej, lecz także prowadzenia jakichkolwiek innych spraw. Nie mam prawa do wykonywania zawodu, mimo wieloletniego doświadczenia. Wszystkie sprawy zmuszona byłam przekazać moim kolegom. Szukam nowej pracy.

Złożyła pani skargę?

- Tydzień temu. Skarga powinna zostać rozpatrzona w ciągu miesiąca. Nie mam jednak większych nadziei.

Czy łatwo jest dzisiaj znaleźć pracę na Białorusi, będąc w pani sytuacji?

- Nie, bardzo trudno. Przede wszystkim dlatego, że zajmowałam się dotąd sprawami karnymi, ale również dlatego, że potencjalni pracodawcy mają obawy. Boją się zatrudniać człowieka, który nie jest dobrze widziany przez władze, jakoś im się naraził.

W ten sposób reżim pozbawił pracy nie tylko panią.

- Zgadza się, jest nas wiele, teraz już kilkanaście osób. Zresztą w naszym kraju to stała praktyka: w momencie kryzysu politycznego władze zaczynają nas prześladować. Tym razem część adwokatów rzekomo nie zdała obowiązkowego egzaminu koniecznego do przedłużenia licencji. To świetni specjaliści od lat zajmujący się prawem, władzom jednak nie spodobało się, że "mieszają się w politykę", bo tak właśnie obronę opozycji czy uczestników protestu traktuje reżim.

W moim przypadku sprawę sfabrykowały służby bezpieczeństwa. Siłowicy porwali mnie, wepchnęli do samochodu, a później sporządzili protokół, z którego wynika, że nie podporządkowałam się poleceniom milicji i stawiałam opór. Karalność jest zakazana. Na tej podstawie "zhańbiłam zawód adwokata". Odebrano mi więc licencję.

Jak takie działania władz wpływają na innych obrońców?

- Bardzo różnie. Ci, którym zależy na swoim interesie, nie podejmują się spraw, które mogą im zaszkodzić. Boją się, odmawiają. Na tym zależy przecież władzom. Wielu moich kolegów ma jednak dość tego bezprawia i represji, zgadzamy się nawet na pracę za przysłowiowego rubla, licząc się z konsekwencjami. W czasie fabrykowanych spraw przeciwko niewinnym ludziom wielu z nas bardzo się zjednoczyło.

Pani, zgadzając się na pracę na rzecz Maryi, podejrzewała, czym to się może skończyć?

- W głębi duszy liczyłam się z ryzykiem, brałam pod uwagę, że mogę mieć kłopoty, nie przypuszczałam jednak, że dojdzie do tego tak szybko. Wydaje mi się, że mimo wszystko byłam na to przygotowana. Masza jest tak charyzmatyczna i odważna, że ani przez moment się nie wahałam. Chciałam jej bronić.

W obecnej sytuacji adwokaci broniący opozycjonistów  mają nadzieję i poczucie, że ich praca ma w ogóle sens? Sądy wydają przecież wyroki zgodne z życzeniem prokuratury.

- To prawda, ale jednocześnie ja wierzę, że w każdych warunkach należy swoją pracę wykonać maksymalnie dobrze. Jestem optymistką, zawsze wierzę, że mamy szansę, że od mojego przygotowania i pracy może zależeć los mojego klienta. Póki mogłam zajmować się działalnością adwokacką, starałam się wykorzystywać wszelkie możliwe środki, by pomagać. Chociaż wiem, że w sfabrykowanych sprawach osiągnięcie sukcesu przez obrońcę jest właściwie niemożliwe. Cokolwiek by się mówiło, jakiekolwiek dowody by się miało, na sędzię i tak to nie wpłynie.

Czytaj także: Łukaszenka: "Trzeba działać ostro". Nowe represje na Białorusi

Skazani w sfabrykowanych sprawach Białorusini mają szansę na sprawiedliwość?

- Nie. Białoruś nie jest członkiem Rady Europy, Białorusini nie mają więc możliwości, by zwracać się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Istnieje możliwość, by szukać sprawiedliwości przez Komitet Helsiński i ONZ, ale białoruskie władze ignorują wszelkie ich działania.

Po raz ostatni widziała się pani z Maszą miesiąc temu. W jakiej jest formie?

Masza jest bardzo dzielna, nie skarży się mimo warunków, które nie są w Wołodarce dobre. Obecnie, z tego co wiem, śledztwo powoli zmierza do finału, wkrótce prokuratura powinna postawić ostateczne zarzuty. Jeżeli sprawa zostanie skierowana do sądu, w czerwcu powinien rozpocząć się proces.

Aleksandra Zwieriewa, synowa opozycyjnego polityka Wiktara Babariki powiedziała mi w ostatniej rozmowie, że jej zdaniem Eduard – jej partner - i Wiktar wyjdą na wolność dopiero wtedy, kiedy Łukaszenka zostanie odsunięty od władzy.

Bardzo bym chciała, by jak najszybciej wyszli na wolność, jednak Wiktar Babariko jest poważnym konkurentem dla Łukaszenki. Obserwuję jego sprawę i niestety, ale nie mam nadziei, że sąd będzie sprawiedliwy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.