Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mimo licznych składanych w ciągu ostatnich miesięcy obietnic, z których wynikało, że Aleksander Łukaszenka pogodził się z nieustępliwością nieuznających jego wyboru na szóstą kadencję obywateli i zdaje sobie sprawę z konieczności ustąpienia z prezydenckiego stołka, wygląda na to, że jednak nigdzie się nie wybiera. Uspokajające oświadczenia i zapewnienia, że jedyną rzeczą, która pozostała mu do zrobienia, jest reforma konstytucji, odeszły w niepamięć.

Dzisiaj samozwańczy prezydent jasno daje do zrozumienia: - Władzy nie oddam, a ci, którzy odważą się zamanifestować swoje niezadowolenie, gorzko tego pożałują.

Policja zatrzymuje protestujących podważających wyniki wyborów prezydenckich na Białorusi.Policja zatrzymuje protestujących podważających wyniki wyborów prezydenckich na Białorusi. Fot. AP

To siły zewnętrzne chcą zniszczyć Białoruś

W poniedziałek Łukaszenka uczestniczył w państwowej naradzie. Głównym tematem była sytuacja społeczno-polityczna i wypracowanie nowych metod przeciwdziałania „zamieszkom na ulicach i zewnętrznej ingerencji”.

Białoruskie władze twardo bowiem obstają przy narracji, zgodnie z którą za antyrządowymi demonstracjami stoją opłacani z zagranicy agenci, sterowani przez siły zewnętrzne, którym zależy na przeprowadzeniu rewolucji i zniszczeniu kraju.

Policja zatrzymuje protestujących podważających wyniki wyborów prezydenckich na Białorusi.Policja zatrzymuje protestujących podważających wyniki wyborów prezydenckich na Białorusi. Fot. AP

Łukaszenka oględnie odniósł się też do działającej z zagranicy opozycji. Jego zdaniem wykorzystuje ona obywateli, czerpiąc przy tym korzyści finansowe.

- Ludzie nie są idiotami. Widzą doskonale, że ktoś kosi kasę za granicą, a ich samych rzucają tutaj na widły - tłumaczył.

Zapowiedział też, że na wszelką radykalizację władze gotowe są odpowiedzieć bardzo zdecydowanie. Przedstawił przy tym pokojowe białoruskie protesty, które - po zimowej przerwie - nawet się jeszcze nie odbyły we właściwej formie, jako regularne zamieszki przeprowadzane przez agresywnych, uzbrojonych obywateli.

- Nieraz mówiłem, że nie będziemy mieli spokojnego życia. Pewnym siłom, przede wszystkim z zewnątrz, bardzo zależy na podgrzewaniu sytuacji. Nawołują one do radykalizacji. Nigdy nie pozwolimy, by nasi ludzie bali się wychodzić na ulice. Nie możemy do tego dopuścić. Trzeba działać ostro w stosunku do tych, którzy mają broń i materiały wybuchowe. Nie będziemy rozmawiać z tymi ludźmi. I nie będziemy liczyć do trzech - zapewniał.

Policja zatrzymuje protestujących podważających wyniki wyborów prezydenckich na Białorusi.Policja zatrzymuje protestujących podważających wyniki wyborów prezydenckich na Białorusi. Fot. AP

Opozycja bez prawa do obrony

Prócz rozwiązań siłowych reżim systemowo stosuje także inne formy represji, których celem jest zastraszenie społeczeństwa i zduszenie opozycyjnych nastrojów.

W ostatnim czasie ministerstwo sprawiedliwości pozbawiło licencji kilkunastu adwokatów, którzy reprezentowali w sądach interesy opozycyjnych polityków, represjonowanych dziennikarzy lub aresztowanych uczestników protestów.

Zdaniem resortu, który wezwał ich na nieplanowany egzamin, nie posiadają odpowiednich kwalifikacji lub naruszyli w pracy przepisy. W ten sposób prawa do wykonywania zawodu pozbawiono m.in. obrońców opozycyjnego polityka Wiktara Babaryki i szefowej jego sztabu Maryi Kalesnikawej, dziennikarki Biełsatu Kaciaryny Andriejewej czy polityka Nikołaja Statkiewicza.

Podobne prześladowania adwokatów miały miejsce w 2010 r., również na fali protestów przeciwko reżimowi Łukaszenki. Wtedy prawa do wykonywania zawodu pozbawiono siedem osób. Obecnie na liście represjonowanych prawników jest już ponad 15 nazwisk.

Policja zatrzymuje protestujących podważających wyniki wyborów prezydenckich na Białorusi.Policja zatrzymuje protestujących podważających wyniki wyborów prezydenckich na Białorusi. Fot. AP

Za strajk zwolnienie dyscyplinarne, parasol nad siłami prorządowymi

Pracy mają być też pozbawiane osoby angażujące się w działalność polityczną.

Rada Bezpieczeństwa Białorusi pracuje obecnie nad przepisem umożliwiającym pracodawcom rozwiązanie umowy ze skutkiem natychmiastowym z „protestującym kolektywem”. Zastępca sekretarza Rady Bezpieczeństwa Aleksandr Rachmanow poinformował w wywiadzie dla państwowej telewizji, że w miejscu pracy niedopuszczalne są strajki.

- Zapewniliśmy dodatkowe podstawy do rozwiązania umowy z inicjatywy pracodawcy z osobami, które są zaangażowane w takie destrukcyjne działania - oznajmił.

Rachmanow wspomniał także, że na specjalną ochronę będą zaś mogli liczyć pracownicy struktur siłowych, dziennikarze państwowych mediów, urzędnicy oraz sędziowie - czyli wszyscy ci, którzy „reprezentują interesy państwa i ludzi”. Dzięki temu „bezpieczne będzie ich życie, zdrowie i majątek”. Prócz ochrony osobistej przysługiwać im będzie prawo do zmiany wizerunku i utajnienie danych.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.