Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mateusz Morawiecki miał absolutną rację, gdy zatrzymanie i skazanie na 15 dni więzienia Andżeliki Borys, szefowej Związku Polaków na Białorusi, oraz represje przeciwko jego działaczom określił jako "branie zakładników".

Dokładnie tak samo widzi to Aleksander Łukaszenka.

Nie jest zresztą pierwszym dyktatorem, który do szantażowania partnerów wykorzystuje mniejszość narodową. To czytelny sygnał dla Warszawy, by przestała mieszać się w tzw. wewnętrzne sprawy Białorusi.

Owe „wewnętrzne sprawy” to brutalne tłumienie społecznych protestów, które rozlały się po kraju w sierpniu zeszłego roku, po sfałszowaniu wyborów prezydenckich. Kilkanaście osób zginęło z rąk milicji i wojska, setki siedzą w więzieniach.

Aleksander ŁukaszenkaAleksander Łukaszenka Viktor Tolochko/Sputnik/East News

PiS wobec Łukaszenki

Na początku rząd PiS głośno potępiał Łukaszenkę, teraz o Białorusi w zasadzie milczy. Ale Polska przyjmuje bardzo wielu białoruskich uchodźców, finansuje telewizję Biełsat i inne antyreżimowe organizacje. Jest też dla Białorusinów przykładem - choć ostatnio coraz bledszym - że można zrzucić jarzmo dyktatury i budować normalne państwo.

Łukaszence to nie w smak, więc już w sierpniu rozkręcił antypolską kampanię, potem wydalał polskich dyplomatów, a teraz zabrał się do działaczy polskiej mniejszości.

Patrząc na reakcję premiera Morawieckiego, Łukaszenka może być zadowolony...

- Między narodem polskim a białoruskim powinniśmy budować mosty, a nie mury. I nie szukać kozła ofiarnego – mówi Morawiecki, zarzucając Łukaszence „niszczenie dobrych relacji” między Warszawą a Mińskiem.

Znamienne słowa, bo to właśnie on sam, jeszcze jako wicepremier, brał udział w próbie ocieplenia relacji z białoruskim reżimem podjętej przez rząd PiS w 2017 r. i odwiedził Białoruś. Pamiętamy też haniebne słowa ówczesnego marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, który określił Łukaszenkę mianem „ciepłego człowieka”.

Wysiłki rządu PiS nic nie dały, a Morawiecki z tej porażki nie wyciągnął wniosków.

Atak na społeczeństwo otwarte

Atak na polską mniejszość jest elementem rozprawy Łukaszenki z białoruskim społeczeństwem otwartym, które chce demokracji i wolności. To tylko jedna z wielu szykan i represji.

Jeśli Morawiecki chce bronić mieszkających tam Polaków, musi stanąć w obronie również zatrzymywanych i katowanych przez milicję Białorusinów, skazywanych w pokazowych procesach na wieloletnie wyroki. Tymczasem w oświadczeniu premier nie poświęcił im ani słowa.

- Chcemy w spokoju budować najlepsze relacje między Polską a Białorusią. Będziemy się za Polakami ujmować – powtarzał.

Można z tego wysnuć fatalny wniosek, że przestrzeganie praw człowieka w sąsiednim kraju jest dla premiera Rzeczypospolitej o wiele mniej ważne niż dwustronne interesy. To bardzo smutny znak, że o tym, iż Polska jest kolebką demokracji we wschodniej Europie, należy mówić tylko w czasie przeszłym.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.