Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Opozycyjny polityk Paweł Łatuszko, niegdyś minister kultury i dyrektor Teatru im. Kupały w Mińsku, dziś członek prezydium powołanej przez Swiatłanę Cichanouską Rady Koordynacyjnej, wraz z podlegającym mu Narodowym Zarządem Antykryzysowym (NAU) oskarża Białoruski Czerwony Krzyż o udział w procesie fałszowania wyborów prezydenckich. 

Zdaniem przywódców opozycji organizacja oddelegowała do lokali i komisji wyborczych ok. 3 tys. osób, które miały pomagać w fałszowaniu głosów na korzyść Aleksandra Łukaszenki.

Działacze twierdzą, że ponad 2,5 tys. spośród nich pracowało też w komisjach podczas wyborów parlamentarnych, tyle że jako przedstawiciele innych organizacji. 

Na oficjalnym kanale NAU w komunikatorze Telegram pojawiło się oświadczenie: „W 362 lokalach wyborczych, w których pracowali wyżej wymienieni przedstawiciele Białoruskiego Czerwonego Krzyża, niezależna platforma "Gołos" udowodniła liczne fałszerstwa, m.in. na podstawie zdjęć kart do głosowania z głosami oddanymi na Swiatłanę Cichanouską. Było ich więcej niż tych uwzględnionych w protokołach przez członków komisji”. 

Siedziba Białoruskiego Czerwonego Krzyża w BrześciuSiedziba Białoruskiego Czerwonego Krzyża w Brześciu JAAP ARRIENS/AFP/EAST NEWS

Niezależna redakcja Swoboda zwraca uwagę na inny fakt mający świadczyć o stronniczości organizacji, a mianowicie na to, że w listopadzie Aleksander Łukaszenka awansował szefa Białoruskiego Czerwonego Krzyża Dmitrija Piniewicza na stanowisko ministra ochrony zdrowia.

– Władze traktują Czerwony Krzyż jak platformę do osiągania swoich politycznych celów – skomentował wtedy Paweł Łatuszko. 

To wsparcie niehumanitarnych działań reżimu

Przedstawiciele Narodowego Zarządu Antykryzysowego wystosowali do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża apel z prośbą o przeprowadzenie kontroli w białoruskiej filii, pozbawienie jej wsparcia finansowego oraz wykluczenie z międzynarodowej organizacji.

Jak tłumaczą, naruszyła ona zasady neutralności i niezależności politycznej deklarowane przez Czerwony Krzyż i Czerwony Półksiężyc. Zwracają też uwagę, że – ze względu na zależność od władzy – cała organizacja przykłada rękę do niehumanitarnych działań reżimu.

„Tysiące Białorusinów umierają z powodu bezczynności ministrów zdrowia i ich przełożonych, którzy ukrywają prawdę o skali pandemii koronawirusa. Czy to pomaga wizerunkowi Międzynarodowego Czerwonego Krzyża?" – pyta w liście Łatuszko. 

To nie pierwsze zarzuty pod adresem tej organizacji. W lutym szwajcarska redakcja "Neue Zürcher Zeitung" opublikowała list białoruskiego pisarza Saszy Filipienki do szefa Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża Peteura Maurera. Pisał w nim o „ignorowaniu humanitarnej katastrofy na Białorusi”. Filipienko opisał m.in. warunki, w jakich przetrzymywani są więźniowie polityczni, i podkreślił, że organizacja „zasłania się pozorną neutralnością, byleby tylko nie przeprowadzać inspekcji w więzieniach”.

Pisarz alarmował też, że BCK kieruje „urzędnik dyktatora Łukaszenki, minister ochrony zdrowia Dmitrij Piniewicz”, który pozwala na represje wobec medyków – zarówno tych, którzy nie zakłamują stanu epidemii w kraju, jak i tych, którzy jawnie występują przeciwko reżimowi. 

Czerwony Krzyż zaprzecza zarzutom

Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża zaprzecza wszelkim zarzutom, choć jednocześnie podkreśla, że praca przedstawicieli organizacji w komisjach wyborczych jest niedopuszczalna.

Matthew Cochrane zapewnił w jego imieniu, że kierownictwo białoruskiej filii nie wiedziało o zaangażowaniu jej członków w wybory, a sama organizacja ma dołożyć wszelkich starań, by nie doszło do podobnych sytuacji w przyszłości. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.