Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"20 września 1939 roku grupa jeńców licząca ok. 100 osób została skierowana za Grodno, na rozstrzelanie. Przeprowadzano je w najbardziej brutalnej formie - w dzień, na oczach miejscowej ludności i czerwonoarmistów, 300-400 m od Grodna. Brano jednego człowieka, odprowadzono go 5 metrów od głównej grupy skazanych i rozstrzeliwano. W ten sposób zamordowano 20 osób, a resztę (nie wiadomo na czyje polecenie) poprowadzono z powrotem do Grodna" - opis ten pochodzi ze skanu oryginalnego dokumentu zamieszczonego na stronie Białoruskiego Centrum Dokumentacji.

Notatka nie jest opatrzona datą, ale z kontekstu wynika, że powstała na gorąco, po wydarzeniach września 1939 r.

Dzielili jeńców na trzy grupy

Jej autorem jest ówczesny zastępca przewodniczącego działu kadr KC KP(b)B Aleksander Wołoszyn. Właśnie w związku z jego pracą w kadrach powstał ów dokument. Tyczy się on A. Iwanowa, szefa 4. Działu Szczególnego NKWD Białoruskiego Specjalnego Okręgu Wojskowego (chodzi o część Armii Czerwonej przebywającej na terenie Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej).

We wrześniu 1939 roku Iwanow został przydzielony do 15. korpusu czołgowego, który m.in. brał udział w walkach o Grodno.

Według Wołoszyna właśnie Iwanow - wraz z prokuratorem wojskowym Łupaczowem - dokonywali 20 września przesłuchań wziętych do niewoli Polaków i na podstawie uzyskanych informacji dokonywali selekcji, dzieląc jeńców na trzy grupy. Pierwsza – natychmiastowa egzekucja, druga – transport do więzienia, trzecia – zwolnienie do domu.

W swojej notatce, sporządzonej najwyraźniej na potrzeby działu kadr, Wołoszyn wylicza inne nadużycia popełnione przez Iwanowa. M.in. stracenie dwóch policjantów i bliżej nieokreśloną liczbę egzekucji dokonanych 22 września 1939 roku.

Zaznacza, że za niewykonanie rozporządzenia naczelnika działu specjalnego NKWD 27. Brygady Czołgów, Sołowjowa, który najwyraźniej chciał powstrzymać bezprawne egzekucje 22 września, Iwanow został ukarany 15 dniami aresztu.

Białoruskie Centrum Dokumentacji działa na Litwie

- Notatka Wołoszyna to jedna kartka papieru, którą udało mi się znaleźć w Narodowym Archiwum Białorusi, w teczce dokumentów Komitetu Centralnego - mówi "Wyborczej" historyk i archiwista Dzmitry Drozd.

Dokument nie miał klauzuli ograniczonego dostępu i zapoznać się z nim może każdy historyk. Drozd próbował ustalić konsekwencje tej sprawy i dalsze losy Iwanowa.

- Niestety w "otwartych" dokumentach nie udało mi się znaleźć żadnych informacji na ten temat - opowiada.

Dzmitry Drozd jest jednym z twórców Białoruskiego Centrum Dokumentacji, instytucji zarejestrowanej na Litwie, ale założonej przez białoruskich obrońców praw człowieka i historyków. Zbiera ona dokumenty i relacje dotyczące represji i naruszeń praw człowieka - zarówno współczesnych, jak i z czasów ZSRR. Jednym z ważniejszych aspektów jej działalności jest właśnie gromadzenie informacji na temat stalinowskich represji.

Co jeszcze kryją białoruskie archiwa

Znany grodzieński historyk dr Andrej Czarniakiewicz, który zapoznał się z notatką Wołoszyna już po jej publikacji, uważa, że upublicznienie dokumentu jest ważnym krokiem w kierunku dalszego badania sowieckich represji w stosunku do obrońców Grodna z września 1939 roku.

- Faktycznie dotychczasowe ustalenia w tej sprawie opierały się jedynie na relacjach świadków egzekucji,  teraz upubliczniony został pierwszy sowiecki dokument potwierdzający je. Pokazuje on, że terror był świadomie stosowany jako środek zastraszenia i sowietyzacji - powiedział "Wyborczej" Czarniakiewicz.

Zwraca uwagę, że postać enkawudzisty Iwanowa, który brał udział w walkach o Grodno, jest też znana z innych relacji. M.in. jest on wspominany w publikacjach nt. walk w Grodnie przez znanego sowieckiego dziennikarza Piotra Lidowa, korespondenta sowieckiego dziennika „Swabodnaja Biełarus”.

- W tych dziennikarskich notatkach Iwanow jest przedstawiany jako romantyczny bohater, wyzwoliciel, a teraz poznajemy jego drugą twarz. Ten człowiek ma krew na rękach - mówi Czarniakiewicz.

Jego zdaniem rosyjskie i białoruskie archiwa kryją jeszcze dużo podobnych dokumentów, niestety obecnie historycy nie mają do nich dostępu.

Łukaszenka: „U nas nie został rozstrzelany ani jeden Polak”

Grodno to jedyne miasto we wschodniej Polsce, które w 1939 roku stawiło zbrojny opór Armii Czerwonej. Obrona trwała od 20 do 22 września. Udział w niej brały nieliczne przebywające tam jednostki Wojska Polskiego, policjanci i ludność cywila, w tym młodzież.

Po zajęciu Grodna Sowieci przeprowadzili szereg egzekucji na żołnierzach, policjantach i cywilach podejrzewanych o uczestnictwo w walkach.

Instytut Pamięci Narodowej prowadzi dochodzenie w sprawie mordów na obrońcach Grodna. Liczbę ofiar szacuje na blisko 300.

Na początku lat 90. XX w. podczas prac budowlanych na brzegu Niemna znaleziono szczątki 86 polskich żołnierzy i oficerów rozstrzelanych przez Sowietów. Zostali pochowani na dawnym cmentarzu garnizonowym.

W 2009 r. na terenie dawnych koszar 81. pułku strzelców grodzieńskich (we wrześniu 1939 r. był to jeden z ostatnich punktów obrony Grodna) znaleziono kolejne szczątki, zapewne uczestników walk w obronie miasta. Jednak władze Białorusi zataiły te informacje i dalszy los szczątków jest nieznany.

- Na terytorium Białorusi nie został rozstrzelany ani jeden Polak - mówił w 2011 r. prezydent Aleksander Łukaszenka.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.