Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jeszcze pół roku temu Swiatłana Cichanouska, liderka białoruskiej opozycji, była kandydatka na urząd prezydenta, była dla wielu Białorusinów zwyczajną dziewczyną z warkoczem, gospodynią domową zmuszoną z powodu nadzwyczajnych okoliczności stanąć na czele białoruskiego narodu.

Wraz z rozwojem kampanii wyborczej i nasilaniem się represji po wyborach Białorusini stopniowo przekonywali się jednak, że mają do czynienia ze śmiałą kobietą, lojalną żoną i kochającą matką, która w imię miłości do swojej rodziny i pragnienia wolności dla swojego męża gotowa jest poświęcić swoje życie walce z reżimem.

25 lutego o godz. 20 premiera rozmowy Adama Michnika z liderką białoruskiej opozycji Swiatłaną Cichanouską w Klubie Wyborczej. Można je obejrzeć tutaj.
Dołącz do Klubu Wyborczej kupując tutaj najwyższy - Klubowy - pakiet prenumeraty Wyborcza.pl.

Do jej działań Białorusini od początku odnosili się ze zrozumieniem i traktowali ją inaczej niż "zawodowych" polityków. Nikt nie miał jej za złe, że po ogłoszeniu wyników wyborów, ze względu na groźby ze strony władz, zdecydowała się na emigrację. Mówili wtedy: „Bardzo dobrze zrobiła! Potrzebujemy Swiety na wolności! Tak więcej będzie w stanie dla nas zrobić”.

Przez długi czas Białorusini wciąż postrzegali Cichanouską jako „alternatywę” - kogoś, kto - jak zresztą sama kandydatka na prezydentkę wielokrotnie podkreślała -„ma tylko pozbawić Łukaszenkę władzy”. A kiedy to już się stanie, na scenę polityczną wkroczyć mają mądrzy mężczyźni i zdecydować o przyszłości Białorusi.

Unia Europejska? "Reżim śmieje się z sankcji"

Obserwując Swiatłanę Cichanouską dziś, trudno nie zauważyć, że z "alternatywnej kandydatki" przeistoczyła się w młodą polityczkę, którą los od razu rzucił na głęboką wodę. Ostatnie miesiące ciągłej pracy, liczne wizyty dyplomatyczne, spotkania z najważniejszymi europejskimi politykami i realizacja kolejnych inicjatyw, których celem jest osłabienie reżimu Łukaszenki, sprawiły, że wyobrażenie o Cichanouskiej jako dziewczynie z warkoczem zatarło się w pamięci Białorusinów.

Cichanouska, choć skromna i wciąż bliska ludziom, z przywódcami państw europejskich, z europarlamentarzystami, z dziennikarzami nie rozmawia już jak osoba, której niezręcznie jest wypowiadać swoje zdanie, czy która nie czuje się dla nich partnerką do rozmowy. Wręcz przeciwnie -  liderka białoruskiej opozycji w swoich przemówieniach i wypowiedziach głośno i wyraźnie podkreśla, jakiej Białorusini oczekują pomocy, bez ogródek wytykając bezczynność tym, którzy zapewniali, że podjęte zostaną radykalne kroki.

W jednym z ostatnich wywiadów powiedziała: "Reżim Łukaszenki śmieje się z sankcji UE. Kroki, które zostały podjęte przez Europę w celu wsparcia społeczeństwa obywatelskiego i osłabienia reżimu Łukaszenki, to na razie śmiesznie mało”.

Polityczka, bo dzisiaj to określenie najlepiej opisuje Cichanouską, świadoma jest sytuacji politycznej i gospodarczej kraju i myśli o przyszłości Białorusi, która w jej wizji ma stać się państwem całkowicie wolnym i niezależnym, posiadającym dobre stosunki ze wszystkimi sąsiadami. Cichanouska wciąż podkreśla też, że dla dobra kraju gotowa jest spotkać się nawet z Władimirem Putinem, a pierwszym pytaniem, jakie mu zada, będzie: „Dlaczego do tej pory wspiera pan Łukaszenkę?”.

"Jestem gotowa do objęcia urzędu"

W momencie, kiedy białoruskie społeczeństwo poczuło się pozostawione samo sobie, a w stronę przedstawicieli opozycji pracujących za granicą posypały się pierwsze krytyczne uwagi i komentarze, Cichanouska, jak przystało na liderkę narodu, jako pierwsza posypała głowę popiołem. W wywiadach i w wypowiedziach skierowanych do Białorusinów wielokrotnie podkreślała, że zdaje sobie sprawę, że ludzie się boją, że trudno jest walczyć w stworzonych przez Łukaszenkę warunkach.

W ubiegłym tygodniu Cichanouska oświadczyła, że osłabienie ulicznych akcji protestu może wyglądać w oczach świata jak przegrana opozycji. I zaraz wytłumaczyła swoich rodaków, podkreślając, że nie ma na razie możliwości, by zapewnić uczestnikom demonstracji realne wsparcie i bezpieczeństwo. Białoruska liderka, której przypadła najcięższa z możliwych funkcji, wciąż walczy i regularnie informuje, jakie plany i jakie działania będą realizowane, by osiągnąć wspólny cel, którym dzisiaj dla Białorusinów jest wolność.

„Wstydzę się. Nie potrafię ładnie mówić, nie mam charyzmy”, „Nie mam specjalnych ambicji”, „Nie jestem silna, raczej kochająca” - tak o sobie mówiła Cichanouska latem w wywiadzie dla niezależnej rosyjskiej telewizji Dożd. Dziś mówi: „Żądamy...”, „Jestem odpowiedzialna za Białoruś”, „Jestem gotowa do objęcia urzędu na okres przejściowy”, „Zwyciężymy”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.