Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prześladowania polityczne, represje, fabrykowane sprawy i pokazowe procesy nie są dzisiaj dla Białorusinów czymś nowym. Postępowania karne przeciwko opozycjonistom są masowo wszczynane od początku ostatniej kampanii prezydenckiej. Mimo że adwokaci, narażając się na utratę prawa do wykonywania zawodu, robią, co mogą, na oczyszczenie z zarzutów mogą liczyć pojedyncze osoby.

Z danych opublikowanych w lutym przez Sąd Najwyższy Białorusi wynika, że w 2020 r. niespełna 0,3 proc. spraw karnych zakończyło się wyrokiem uniewinniającym, przy czym żadna z nich nie była sprawą „polityczną”.


25 lutego o godz. 20 premiera rozmowy Adama Michnika z liderką białoruskiej opozycji Swiatłaną Cichanouską w Klubie Wyborczej. Można je obejrzeć tutaj.
Dołącz do Klubu Wyborczej kupując tutaj najwyższy - Klubowy - pakiet prenumeraty Wyborcza.pl.

Adwokaci tracą prawo do wykonywania zawodu

Początkowo oskarżonymi byli głównie uczestnicy wieców, pokojowych protestów i antyreżimowych akcji, a także opozycjoniści, jak np. Siarhiej Cichanouski, znany z ostrej krytyki białoruskich władz bloger, niedoszły kandydat na urząd prezydenta, czy Wiktar Babaryka, bankier, największy potencjalny konkurent Aleksandra Łukaszenki. Obaj od wiosny przebywają w aresztach.

W więzieniu Wołodarka od września, po nieudanej próbie deportacji, znajduje się też opozycjonistka Maryja Kalesnikawa. W ubiegłym tygodniu jej czwarty już adwokat został pozbawiony prawa do wykonywania zawodu, a polityczka wystosowała apel do prawników całego świata z prośbą o wsparcie i solidarność z białoruskimi adwokatami. „Reżim chce pozbawić mnie prawa do obrony” - pisała z więzienia.

Machina represji dotyka jednak także zwykłych obywateli. Coraz częściej w salach sądowych do klatek dla „szczególnie niebezpiecznych przestępców” trafiają lekarze, prawnicy, dziennikarze, pielęgniarki, studenci, a nawet nastolatki. Centrum Ochrony Praw Człowieka „Wiasna” podkreśla regularnie w swoich raportach, że przeciwko oskarżonym nierzadko zeznaje kilkoro anonimowych funkcjonariuszy OMON-u w kominiarkach. I nawet jeśli siłowicy nie są w stanie przypomnieć sobie szczegółów zatrzymania, a stronie oskarżającej myli się nazwisko podejrzanego, sąd „nie widzi powodów do zadawania dalszych pytań”.

Pięć lat za bycie ofiarą tortur

Przedsiębiorca Wiktor Boruszko 27 stycznia został skazany na pięć lat kolonii karnej o zaostrzonym reżimie. Sąd uznał go za winnego „sprawienia ciężkich obrażeń” funkcjonariuszowi OMON-u.

Mężczyzna został zatrzymany na proteście w październiku. Z jego zeznań wynika, że siłowicy oznaczyli go w więźniarce czerwoną farbą, a po przewiezieniu na komendę torturowali. Boruszko miał być podduszany workiem foliowym, bity, kopany, wielokrotnie gwałcony milicyjną pałką. Na skutek tortur trafił na oddział intensywnej terapii, gdzie spędził dwanaście dni. Później wrócił do aresztu.

„Poszkodowany” OMON-owiec oskarżył mężczyznę o pobicie, a Wiktora Boruszkę rozpoznał rzekomo „po oczach”. Sąd nie uwzględnił zeznań torturowanego.

Do więzienia za próbę udzielenia pomocy

We wtorek sąd skazał 22-letnią pielęgniarkę Julię Kaszewerową z Witebska na 1,5 roku więzienia. Dziewczyna uderzyła trzy razy w drzwi milicyjnego samochodu, do którego brutalnie wrzucono nieprzytomnego uczestnika demonstracji, leżącego chwilę wcześniej twarzą do ziemi.

- Chciałam sprawdzić, czy jest przytomny, czy oddycha. Kilka razy próbowałam przedrzeć się do niego przez tłum. Byłabym w stanie ocenić, czy potrzebuje pomocy lekarza, czy jest ranny, pomóc jakoś. Nie wiem, co mnie naszło. Czułam złość i bezsilność, że nie mogę pomóc temu chłopakowi. Swoje emocje wyładowałam na milicyjnym autobusie - tłumaczyła w sądzie dziewczyna. Prokurator żądał sześciu lat pozbawienia wolności, sąd skazał Kaszewerową „jedynie” na półtora roku więzienia.

Tego samego dnia za uderzenie dłonią w milicyjny samochód i pokazanie środkowego palca funkcjonariuszowi struktur siłowych na cztery lata więzienia został skazany mieszkaniec Mińska, 33-letni Aleksandr Dierkacz.

W przytaczanym przez Wiasnę protokole oskarżenia czytamy: „Brał udział w nielegalnym zgromadzeniu, klaskał, wykrzykiwał hasła, zatrzymał milicyjny samochód i uderzył w niego dłonią. W sposób niecenzuralny zwrócił się do pracownika milicji i pokazał mu środkowy palec”. Dierkacz przed osadzeniem w więzieniu na polecenie sądu wypłacił poszkodowanemu milicjantowi 700 białoruskich rubli odszkodowania.

Z kolei 8 lutego za udział w pierwszym proteście po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich sąd w Mołodocznie skazał Wadima Gurmana na 3,5 roku kolonii karnej o zaostrzonym reżimie. Mężczyzna miał rzekomo nie tylko „brać udział w nielegalnym zgromadzeniu, klaskać w dłonie i wykrzykiwać hasła”, ale też grozić milicjantom. Gurman nie przyznał się do drugiej części zarzutu.

Cztery lata w więzieniu o zaostrzonym reżimie spędzi też 29-letni Aleksandr Nurdinow, który podczas akcji 9 i 10 sierpnia rzucał w siłowików kwiatami. Sąd uznał, że rzucając w stronę OMON-u kwiaty, Nurdinow brał udział w masowych zamieszkach.

Wyroki dla nastoletnich blogerów

Na Białorusi do więzień lub ośrodków resocjalizacyjnych trafiają też dzieci. Na początku lutego sąd skazał 15-letniego blogera, publikującego w komunikatorze Telegram informacje na temat protestów oraz siłowików, na dwa lata pobytu w zamkniętym ośrodku resocjalizacyjnym. Chłopak wstawiał na swoim kanale informacje, które znajdował u innych blogerów lub w mediach społecznościowych.

Taki sam wyrok usłyszał 17-letni Witalij Prochorow, oskarżony o rzucenie kamieniem w stronę milicyjnego samochodu. Prokurator zarzucał mu też „wykrzykiwanie haseł i żądanie od milicjantów zaprzestania służby”. Prochorow nie przyznał się do rzucania kamieniami. Sąd nie uwzględnił też, że podczas zatrzymania chłopak był pobity przez siłowików.

Karę trzech lat pozbawienia wolności w ośrodku resocjalizacyjnym odbędzie też 18-letni Iwan Krasowski. Chłopak został zatrzymany przez OMON podczas jednego z pierwszych protestów. W sierpniu opowiadał mi: „Bili nas. Nie wiem czym. Leżałem twarzą do ziemi ze skrępowanymi rękami. Bardzo bili. Wydaje mi się, że nie tylko pałkami. Że w pewnym momencie też łańcuchem. Po przywiezieniu do aresztu Okrestino przerzucali nas z celi do celi. Potem położyli w gigantycznej sali gimnastycznej. Czemu jestem na wózku? Mam uraz kręgosłupa, odbite nerki. Nie mogę chodzić”.

Mimo obrażeń Iwan brał udział w kolejnych akcjach. Jeździł na nie na wózku. W październiku OMON zatrzymał go po raz kolejny, tym razem jako oskarżonego w sprawie o organizację masowych zamieszek. W ubiegły piątek sąd uznał go za winnego.

Kto wyjedzie, nie może wrócić do kraju

Do więzienia trafiają też ci, którzy zdecydowali się nie brać dalej udziału w walce z reżimem i wyjechali z kraju. W styczniu na Białorusi zatrzymano i osądzono 30-letniego Artioma Sawczuka, który przyjechał z Polski do ojczyzny na kilka dni, by wziąć udział w ślubie kolegi. Sąd skazał go na cztery lata więzienia za udział w zamieszkach i „popychanie wózków na parkingu supermarketu”, nieopodal akcji protestu.

Mężczyzna nie przyznał się do winy, w zeznaniach tłumaczył, że obserwował jedynie akcję, nie podejmując jakichkolwiek działań. Adwokat Sawczuka podkreślał, że z nagrań, na których zarejestrowano mężczyznę, wynika, że pomagał on pchać wózek starszym osobom.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.