Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

22 grudnia Julia Słuckaja razem z córką i wnukami wracała z urlopu. Kiedy ich samolot wylądował w Mińsku, podczas kontroli paszportowej nagle została oddzielona od rodziny. Później w towarzystwie funkcjonariuszy służb specjalnych została przewieziona do domu. Tam odbyła się rewizja, skonfiskowano komputer, telefony, nośniki informacji. Potem przewieziono ją do więzienia.

Niemal w tym samym czasie służby specjalne weszły do biura Press Klubu i do mieszkań jego pracowników. Wśród aresztowanych znalazł się syn Julii Paweł Słucki.

Było ostro. – Wybili drzwi, rzucili mnie na kolana, machali mi przed twarzą pistoletem i dwa razy uderzyli w głowę – opowiadał później Siergiej Jakupow, dyrektor programowy jednego z projektów o nazwie Akademia Press Klubu. 

Ostatecznie oprócz Julii Słuckiej w więzieniu wylądowało jeszcze pięć osób. Wszystkich oskarżono o popełnienie przestępstwa z artykułu 432 Kodeksu Karnego Białorusi: uchylanie się od podatków. Zdaniem śledczych szkody wyrządzone budżetowi państwa przewyższają równowartość 42 tys. dolarów. Grozi im do siedmiu lat pozbawienia wolności. 

Poszło o niezależną telewizję internetową

Press Klub to powołany w 2015 r. dziennikarski NGOs, realizujący edukacyjne i analityczne projekty. Organizuje szkolenia dla białoruskich mediów z udziałem znanych zachodnich i rosyjskich dziennikarzy, a także dyskusje i warsztaty. Prowadzi też monitoring mediów pod kątem przestrzegania zasad etyki dziennikarskiej. 

W ostatnich latach aktywnie współpracował z rosyjskimi niezależnymi dziennikarzami. Dyrektor programowy jednego z projektów Press Klubu Siergiej Jakupow jest obywatelem Rosji i jako jedyny opuścił więzienie, bo został deportowany do ojczyzny. 

Jednak służbom specjalnym nie chodziło o projekty edukacyjne...

"Od śledczego dowiedziałam się, że sprawa jest związana z próbą powołania społecznej telewizji" – napisała w liście z więzienia Julia Słuckaja. 

Chodzi o projekt 36-letniej Ksienii Łuckinej, byłej dziennikarki reżimowej telewizji Białoruś 2.  Po fali represji i strajku tamże, zwolniła się z pracy i dołączyła do opozycyjnej Rady Koordynacyjnej. Chciała stworzyć na YouTubie niezależną telewizję internetową. Jednym z partnerów miał być Press Klub. Nieoficjalnie wiadomo też, że w projekcie mieli brać udział koledzy Łuckinej, którzy wcześniej pracowali w reżimowych mediach. 

Telewizja miała wystartować w styczniu, jednak pod koniec grudnia rozpoczęły się aresztowania. 

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka pozuje do zdjęcia z aktorami podczas wizyty w Teatrze Narodowym im. Janki Kupały w stołecznym Mińsku, 19 lutego 2021 r.Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka pozuje do zdjęcia z aktorami podczas wizyty w Teatrze Narodowym im. Janki Kupały w stołecznym Mińsku, 19 lutego 2021 r. Maxim Guchek / AP

Reżim mści się na zdrajcach

W trakcie powyborczych protestów na stronę demonstrantów przechodzili ludzie, którzy jeszcze niedawno należeli do systemu: pracowali w reżimowych mediach, urzędach państwowych czy resortach siłowych. Od samego początku rewolty Aleksander Łukaszenka uznał to za największe zagrożenie dla swoich rządów i służby specjalne zaczęły bezwzględne polowania na takie osoby. 

– Sprawa jest prosta: władza uważa ich wszystkich za zdrajców i karze nawet znacznie ostrzej niż opozycyjnych przywódców. Mają gorsze warunki w aresztach i więzieniach, są szykanowani. Chodzi o zastraszenie i zahamowanie procesu przechodzenia ludzi systemu na drugą stronę – mówi "Wyborczej" politolog Walery Karbalewicz z Analitycznego Ośrodka „Strategia”. 

Bez wątpienia projekt niezależnej telewizji i zaangażowanie się weń ludzi z reżimowych mediów mogły być przyczyną ataku służb specjalnych na Press Klub. Drugi powód to chęć uzyskania z Zachodu pieniędzy „na rewolucję”. 

– Reżim ogłosił, że za białoruskimi protestami stoi Zachód. Szuka więc obcych źródeł finansowania. Wszystkie rewizje u obrońców praw człowieka i w Białoruskim Zrzeszeniu Dziennikarzy miały to za cel, więc nie możemy wykluczyć, że i sprawa Press Klubu tak naprawdę ma takie właśnie podłoże – uważa Karbalewicz. 

Andrej Bastunets, szef Białoruskiego Zrzeszenia Dziennikarzy, przemawia do mediów po skonfiskowaniu przez policję dokumentów i komputerów z biura tej organizacji w MińskuAndrej Bastunets, szef Białoruskiego Zrzeszenia Dziennikarzy, przemawia do mediów po skonfiskowaniu przez policję dokumentów i komputerów z biura tej organizacji w Mińsku Fot. AP

Dziennikarze w więzieniach 

Od dwóch miesięcy Julia Słuckaja i jej czterej współpracownicy przebywają w więzieniu śledczym nr 1 w Mińsku. Już na początku stycznia organizacje zajmujące się obroną praw człowieka na Białorusi uznały ich za więźniów politycznych.

Niestety, nie są to jedyni uwięzieni dziennikarze. Niedawno sąd Rejonu Frunzieńskiego Mińska skazał na dwa lata pozbawienia wolności Kaciarynę Andrejewą i Darię Czulcową z Biełsatu za rzekome kierowanie protestami – w rzeczywistości nadawały relację na żywo z demonstracji w stolicy.

Sąd Rejonu Moskiewskiego Mińska rozpatruje sprawę dziennikarki Kaciaryny Barysiewicz, oskarżonej o ujawnienie tajemnicy lekarskiej. Powodem stał się artykuł, w którym ujawniła, że – mimo oświadczeń Aleksandra Łukaszenki – opozycjonista Roman Bandarenka skatowany przez tajniaków na śmierć, nie był pijany. Grozi jej do trzech lat pozbawiania wolności.

Według Białoruskiego Zrzeszenia Dziennikarzy w 2020 r. zatrzymano 447 dziennikarzy. Wobec 97 zastosowano areszt administracyjny, wobec 15 wytoczono sprawy karne. Zaś 62 zostało pobitych, postrzelonych bądź poturbowanych przez służby specjalne. 
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.