Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aleksander Łukaszenka spotkał się w poniedziałek w Krasnej Polanie w pobliżu Soczi z Władimirem Putinem, by wyprosić u niego pomoc pod gwarancje obietnic, z których najważniejszych nie zamierza spełnić.

Formułę tete-a-tete (politykom w górskim kurorcie nie towarzyszyli ani ich współpracownicy czy eksperci, ani dziennikarze) Baćka wybrał chytrze...

Alaksander Łukaszenka i Władimir Putin na nartach.Alaksander Łukaszenka i Władimir Putin na nartach. Fot. Alexei Druzhinin/AP

Przetrwał burzę i nie pozwolił na triumf kolorowej rewolucji

Równo siedem lat wcześniej wspierany przez Moskwę prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz paniczną ucieczką z Kijowa do Rosji salwował się przed gniewem domagających się jego głowy tysięcy ludzi na Majdanie. 22 lutego Łukaszenka mógł więc stanąć przed swoim moskiewskim protektorem jako nie-Janukowycz, twardy przywódca, który w swojej stolicy przetrwał burzę, ale do majdanu w Mińsku i triumfu białoruskiej kolorowej rewolucji nie dopuścił.

W trakcie rozmów w cztery oczy mógł napomknąć choćby o wywiadzie, którego opozycjonistka Swiatłana Cichanouska, faktyczna zwyciężczyni sierpniowych wyborów prezydenckich, udzieliła właśnie szwajcarskiemu dziennikowi „Le Temps". Wygnana z kraju konkurentka Baćki przyznała w nim, że opozycja "przegrała ulicę”. Zapowiedziała wprawdzie wznowienie  protestów wiosną, ale tego gość Putina już mówić nie musiał.

W oczach gospodarza Kremla Łukaszenka spełnił pokładane w nim nadzieje: wytrwał pod naciskiem, nie pozwolił, by Białoruś, śladem Ukrainy, zmieniła kurs i odpłynęła od Rosji.

Alaksander Łukaszenka spotkał się w poniedziałek w Krasnej Polanie w pobliżu Soczi z Władimirem Putinem.Alaksander Łukaszenka spotkał się w poniedziałek w Krasnej Polanie w pobliżu Soczi z Władimirem Putinem. Alexei Druzhinin / AP

Łukaszenka mami i prosi o miliardy

Białorusin jechał więc na Kaukaz po to samo co zawsze, od lat – po finansowe wsparcie. Kiedy był tam ostatni raz, czyli we wrześniu ubiegłego roku, wyprosił miliard dolarów. Teraz, jak zapowiadali eksperci, myślał o trzech miliardach.

I jak zwykle, od lat, mamił obietnicami podpisania „map drogowych", czyli programów integracji ekonomicznej, militarnej, ustrojowej, finansowej i politycznej obu krajów. Tym razem, jak zapewniał, dopracowano już 33 „mapy", a zostało jeszcze do uzgodnienia sześć-siedem dokumentów.

W rzeczywistości więc od lat nie zmienia się nic, bo Łukaszenka wciąż zwodzi Moskwę obietnicami, a nie chce się zgodzić na "mapy" najważniejsze, czyli te, których podpisanie oznaczałoby wyrzeczenie się suwerenności Białorusi.

Jak szacuje ekonomista Władisław Inoziemcow, Federacja Rosyjska na wsparcie reżimu Łukaszenki wydała za czasów Putina ponad 100 miliardów dolarów.

Białoruski dyktator mydli oczy Putinowi

Teraz do tradycyjnych doszła jeszcze jedna obietnica. We wrześniu Łukaszenka i Putin ustalili, że Białorusin przeprowadzi „reformę konstytucyjną”, a po jej wdrożeniu zrezygnuje z rządzenia. Miało mu to zająć około dwóch lat.

Dyktator jednak mydli oczy koledze, udając jedynie, że dąży do przekazania władzy. Odrzuca dialog z opozycją, a zamiast niego przeprowadził w lutym Wszechbiałoruskie Zebranie Ludowe, teatralizowany zjazd swoich starannie dobranych zwolenników. I wyjaśniło się, że nowa konstytucja miałaby powstać nie wcześniej niż w końcu roku. Potem zostanie zatwierdzona w referendum, a kiedy miałyby się odbyć wybory prezydenckie - nie wiadomo.

Sam dyktator zaś snuje plany na najbliższą pięciolatkę, a więc odchodzić się nie kwapi.

Kreml poniesie tę walizkę

Czy Putin w czasie rozmów, wspólnej jazdy na nartach przypomniał koledze o „tranzycie” - raczej się nie dowiemy. O takich rzeczach jest mu trudno mówić.

Dał się poznać jako przywódca, który bardzo nie lubi zmian kadrowych. A poza tym nie ma kandydata na następcę Łukaszenki – takiego, który byłby z jednej strony lojalny wobec Rosji, a z drugiej akceptowany przez Białorusinów.

Dyktator z Mińska jest więc dla Moskwy, jak się tam mawia, niczym "walizka bez rączki - nieść trudno, a wyrzucić żal".

W tej sytuacji Kreml decyduje się raczej „nieść".

I tak będzie do czasu, kiedy ludzie Putina nie zorientują się, że stawiając na okrutnego dyktatora, Rosja traci sympatię Białorusinów, narodu sobie tradycyjnie najbliższego; tak jak przepadła w oczach Ukraińców, uparcie stawiając na Janukowycza.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.