Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

Spotkanie Aleksandra Łukaszenki i Władimira Putina w Soczi trwało ponad 6 godzin. Jednak o treści prowadzonych rozmów wiemy niezwykle mało. To już tradycja. Pertraktacje Putina i Łukaszenki, Mińska i Moskwy są  prowadzone w zaciszu gabinetów i o osiągniętych porozumieniach dowiadujemy się albo wiele miesięcy później, albo w ogóle się nie dowiadujemy.

Dlatego dzisiaj jesteśmy skazani na lakoniczny przekaz państwowych mediów, a tam uwagę poświęca się obiadowi oraz wspólnym jeżdżeniu na nartach i skuterach. Podkreślana jest serdeczność relacji i nieformalny, niemal rodzinny charakter spotkania. Szczegółów porozumień oczywiście brak.

Łukaszenka z notesem w ręku

W relacjach przywódców Białorusi i Rosji uwagę przykuwa jeden szczegół. Teraz idąc na spotkanie z Putinem Aleksander Łukaszenka zabiera ze sobą notes i już w trakcie protokolarnej części - w obecności mediów - notuje wypowiedzi swego rosyjskiego kolegi.

Do podobnych obrazków przyzwyczailiśmy się na Białorusi. Tylko tam to białoruscy urzędnicy notują każde słowo Łukaszenki. To jest demonstracja lojalności, uznanie wodza za największy autorytet, którego słowa na każdy temat są tak cenne, że należy je koniecznie utrwalić na papierze.

Teraz role się odwróciły. Z notesem i długopisem w ręku jest sam Łukaszenka. Oczywiście to nie jest przypadek. Aleksander Łukaszenka notujący słowa W豉dimira Putina to pokazowa i świadoma demonstracja uległości i wasalności. Jednak relacje na Wschodzie to zawsze teatr. Teatrem Łukaszenki było ocieplenie relacji z Zachodem przed 9 sierpnia 2020, teatrem jest teraz demonstracyjne poniżanie się przed Władimirem Putinem. I wtedy, i teraz Łukaszence chodzi o to samo: o finansowe wsparcie, które pomoże przetrwać trudne czasy.

Niewydajny "System Białoruś"

Zbudowany przez Łukaszenkę „System Białoruś” jest niewydajny i potrzebuje stałego zewnętrznego wsparcia finansowego. Właśnie ono pozwala utrzymać na chodzie stratne przedsiębiorstwa państwowe i kołchozy.

Rezygnacja z sowieckiej spuścizny gospodarczej i przeprowadzenie reform - to dla Łukaszenki nie do przyjęcia. Zdaje on sobie sprawę, że w takim wypadku zbudowany przez niego archaiczny autorytarny system władzy szybko by upadł, gdyż człowiek żyjący w warunkach wolnej gospodarki rynkowej nie będzie tolerował politycznej presji i autorytarnych rytuałów.

Wolnemu człowiekowi autorytarny władca nie jest potrzebny, traktuje on polityków jak wynajętych menedżerów, których może w dowolnej chwili wymieniać. Dla Łukaszenki coś podobnego jest nie do przyjęcia. Dlatego walcząc o finansowe wsparcie i tanie surowce energetyczne, walczy tak naprawdę o swoją polityczną przyszłość.

W sprawie Abchazji i Osetii też poszło o pieniądze

Sedno białorusko-rosyjskich konfliktów ostatnich lat zawsze sprowadzało się do ceny, jaką Rosja ma zapłacić za gest bądź działanie Mińska. Nawiązanie relacji z Południową Osetią i Abchazją? Nie ma sprawy, ale będzie to kosztowało tyle a tyle. Szczegóły rozmów na ten temat ujawnił sam Łukaszenka, tłumacząc się, dlaczego nie uznał niepodległości zbuntowanych gruzińskich prowincji. Rosja płacić nie chciała bądź uważała, że już zapłaciła. Łukaszenka się nie godził z takim podejściem i wokół tego toczyła się cała dyskusja.

Ostatecznie porozumienia nie osiągnięto. Białoruś niepodległości Południowej Osetii i Abchazji nie uznała. Nie było tu jednak żadnych ideologicznych kłótni, nie było konfliktu białoruskiej niepodległości z rosyjskim imperializmem, lecz czysty biznes.

Putin i Łukaszenka są bardzo podobni do siebie, są wręcz politycznymi bliźniakami. Jakie mogą być między nimi ideologiczne kłótnie? Na dodatek czerwone linie wytyczone przez Kreml Aleksander Łukaszenka zawsze szanował i nigdy nawet nie groził, że je przekroczy. Jednak w ramach tych granic zamierzał i nadal zamierza być jedynym pełnoprawnym i absolutnym władcą na swoim terytorium.

Wojska Putina uratowały Łukaszenkę

Masowe protesty zachwiały pozycją Aleksandra Łukaszenki. Zdołał on utrzymać się przy władzy tylko dzięki poparciu Władimira Putina, który w kluczowym czasie zgromadził na granicy z Białorusią rosyjskie jednostki z tak zwanej białoruskiej rezerwy i zagroził użyciem ich, jeżeli sytuacja wymknie się spod kontroli Łukaszenki. To wystarczyło, by wszelkie oznaki nielojalności wewnątrz białoruskiego reżimu momentalnie zniknęły, zakończyły się dymisje i przejścia urzędników na stronę zbuntowanego narodu.

System wytrzymał presję społeczną i Łukaszenka zdołał utrzymać sytuacje wewnątrz kraju pod swoją kontrolą. Ale wszystko ma swoją cenę. Pozycja Łukaszenki znacznie osłabła. To właśnie dlatego uznał on, że teraz musi publicznie okazywać wiernopoddaństwo i demonstrować swoją uległość.

Jednak nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości - Łukaszenka zrobi wszystko, by pozostać na Białorusi jedynym partnerem dla Kremla. Wie, że od tego zależy jego przyszłość. Gra toczy się nadal. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzi瘯i prenumeracie

Wybierz prenumerat, by czyta to, co Ci ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakuj帷e reporta瞠 i porady ekspert闚 w sprawach, kt鏎ymi 篡jemy na co dzie. Do tego magazyny o ksi捫kach, historii i teksty z medi闚 europejskich. Zrezygnowa mo瞠sz w ka盥ej chwili.