Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Hanna Malashenia: W czwartek na 2 lata więzienia skazano dziennikarki Biełsatu - Kaciarynę Andrejewą i Darię Czulcową. Dzień później przed sądem stanęła dziennikarka niezależnego portalu TUT.by Kaciaryna Barysewicz. Kilku przedstawicieli innych mediów (m.in. Press Club Belarus, BelaPAN) czeka w swoich sprawach na wyroki. Co białoruski rząd chce w ten sposób osiągnąć?

Borys Harecki, Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy: Chce uzyskać absolutny wpływ na procesy społeczno-polityczne w kraju. Skoro pod koniec lata i na początku jesieni ludziom udało się rozwinąć skrzydła, to teraz reżim, zdając sobie sprawę z zagrożenia, próbuje odzyskać pełną kontrolę nad sytuacją. W tym kontrolę nad polem informacyjnym. Po zdławieniu aktywistów i polityków opozycji przyszła w końcu kolej na dziennikarzy i obrońców praw człowieka. Władze zdecydowały się wprowadzić całe społeczeństwo obywatelskie w bardzo ścisłe ramy.

Według danych BAŻ w ciągu 2020 roku odnotowano 97 tymczasowych aresztowań dziennikarzy, którzy łącznie spędzili 1200 dni za kratami. Czy wyobrażał pan sobie, że poziom represji wobec niezależnych mediów po rozpoczęciu kampanii wyborczej osiągnie taką skalę?

- To się nigdy nie zdarzyło w historii Białorusi. Oczywiście same represje nie są dla nas nowością. Kończyły się tym każde wybory prezydenckie. Ale tym razem stosunek do mediów był szokujący. Wystarczy przypomnieć, jak 10 sierpnia dziennikarka portalu „Nasza Niwa” Natalia Łubniewskaja została postrzelona gumową kulą w nogę. 

Białoruskie MSZ anulowało 2 października akredytację wielu niezależnym mediom (m.in. BBC, Reuters, radio Swaboda, Deutsche Welle). Jak bardzo utrudniło to ich pracę?

- Głównym problemem stał się dostęp do informacji. Jeśli nie masz akredytacji, wszystkie drzwi do instytucji państwowych są automatycznie zamykane. Ponadto dziennikarz bez akredytacji nie jest w ogóle na Białorusi zabezpieczony prawnie. Za zwykłe nagranie reportażu na ulicy może zostać ukarany grzywną, zatrzymany, po czym musi siedzieć kilkanaście dni w tymczasowym areszcie.

To nie są rozważania teoretyczne. Przedwczoraj po 10 dniach zwolniono z aresztu dziennikarkę Biełsatu Lubow Łuniową. Jej operatorowi Dźmitryjowi Sołtanowi zostały jeszcze trzy dni w areszcie.

Stosunek do dziennikarzy zagranicznych jest jeszcze gorszy. Władze zapowiedziały "polowanie" na nich jeszcze przed wyborami. Uzyskanie akredytacji dzisiaj jest nierealne. Od czterech miesięcy w MSZ leży kilkaset nierozpatrzonych wniosków.

Kamizelka z napisem PRESS jest dziś ochroną, czy stwarza zagrożenie?

- Zdecydowanie czyni z dziennikarza cel. Oznaczenie siebie jako dziennikarza powoduje, że na 100 proc. zostaniesz od razu zatrzymany. Jedynym sposobem na zachowanie bezpieczeństwa jest wtopienie się w tłum.

Czy dziennikarze się boją?

- Nieustannie. W wyniku represji około stu z nich opuściło Białoruś ze względu na własne bezpieczeństwo. Niestety, jest to bardzo poważny problem.

16 lutego w biurze BAŻ i w pana domu odbyły się rewizje z konfiskatą sprzętu. Czy organizacja będzie mogła kontynuować swoją działalność?

- W najbliższym czasie nie będziemy w stanie spokojnie pracować, nie mam co do tego złudzeń. Nasze biuro jest zamknięte. Nie da się tam dostać, chociaż w środku jest całe wyposażenie, pieczątki, dokumenty statutowe. Teraz pracujemy z domu. Koledzy udostępnili nam swoje telefony i komputery. Nie kupujemy nowego sprzętu, ponieważ istnieje duże prawdopodobieństwo powtórzenia się rewizji. Ale i tak możemy zostać zatrzymani w centrum miasta, a następnie zabrani na przesłuchanie i do aresztu śledczego. Chociaż jesteśmy przekonani, że żadnych przepisów nie naruszamy.

Czy niezależne białoruskie media czują wsparcie międzynarodowych organizacji dziennikarskich?

- Oczywiście. Ono jest naszą główną ochroną. Dzięki publicznemu uznaniu ze strony międzynarodowych federacji dziennikarskich i rządów różnych krajów wciąż jesteśmy na wolności. Ciągle powtarzam: my, dziennikarze, nie nosimy kominiarki, nie mamy gumowych pałek, pistoletów ani paralizatorów. Tego sprzętu używają wobec nas organy ścigania. My mamy tylko słowo i solidarność, która łączy nas na całym świecie. Gdyby nie to, po prostu zostalibyśmy zniszczeni.

Międzynarodowa organizacja Reporterzy bez Granic uznała Białoruś za najbardziej niebezpieczny kraj dla dziennikarzy w Europie.

- Jak praca niezależnych mediów będzie tu wyglądać w przyszłości - nikt z nas nie wie. Może następnym krokiem będzie jeszcze większa skala rewizji i nacisków? Sytuacja pogarsza się z każdym dniem. Wczoraj byliśmy skazywani na areszt administracyjny, dziś jesteśmy pozbawieni wolności na dwa lata. Wczoraj wpuszczano nas na rozprawy do sądów, dziś już stoimy na zewnątrz pod drzwiami, nawet gdy proces jest oficjalnie otwarty.

Jak wyglądają teraz programy w państwowych kanałach telewizyjnych?

- Po zwolnieniu części białoruskich dziennikarzy ich miejsce zajęli rosyjscy. Zmieniła się retoryka, pojawiła się aktywna, twarda propaganda, która osiągnęła już punkt kulminacyjny. Kanały państwowe otwarcie wzywają do rozprawy z demonstrantami, nawołują do przeciwstawiania się nastrojom protestacyjnym.

Obecnie polskie władze naciskają na niezależne polskie media. Co pan może powiedzieć polskim dziennikarzom?

- W tej chwili nie można porównywać naszych sytuacji. Niezależne media są kluczem do normalnego funkcjonowania społeczeństwa, podobnie jak niezależne sądy i prawo do głosowania. Wszystkie te instytucje na Białorusi już dawno zostały zniszczone. Jeśli mieszkańcy Unii Europejskiej mają wątpliwości co do potrzeby niezależnej prasy, mogą spojrzeć na nas. Wystarczy zobaczyć, co się stanie, jeśli nie będziemy walczyć i bronić wolności mediów.

Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy (BAŻ) jest niezależną organizacją założoną w 1995 roku. Główne cele działalności BAŻ to ochrona praw dziennikarzy oraz zasad niezależnego, profesjonalnego dziennikarstwa. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.