Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- To jest zmuszanie do milczenia. Tym surowym wyrokiem władza demonstruje dziennikarzom: możemy z wami robić wszystko, co tylko zechcemy - skomentowała ten wyrok dla "Wyborczej" znana białoruska dziennikarka Swietłana Kalinkina.

Reportaż uznany za przestępstwo

Dziennikarka Biełsatu Kaciaryna AndrejewaDziennikarka Biełsatu Kaciaryna Andrejewa Fot. arch. prywatne

27-letnia Kaciaryna Andrejewa i 23-letnia Daria Czulcowa 15 listopada prowadziły transmisję z akcji protestu w Mińsku na Placu Zmian. Tego dnia tysiące Białorusinów wyszły na ulice swoich miast, by zaprotestować przeciwko zamordowaniu opozycjonisty Ramana Bandarenki przez policyjnych tajniaków. W trakcie akcji doszło do starć z milicją. Zatrzymanych zostało około tysiąca Białorusinów.

Andrejewa i Czulcowa nie uczestniczyły w akcji, tylko relacjonowały jej przebieg z mieszkania w jednym z domów położonych przy placu. Nie uchroniło ich to jednak przed aresztowaniem. Dziennikarkom został postawiony zarzut "organizowania i kierowania działaniami zakłócającymi porządek publiczny".

Ekspert: relacjonowały, nie nawoływały

Dowodem "obciążającym" Kaciarynę Andrejewą okazały się słowa wypowiedziane podczas relacji: "Spójrzcie na tych odważnych chłopaków. Początkowo uciekali, ale wrócili i stanęli na drodze funkcjonariuszom GUBOPIK [oddział ds. walki z zorganizowaną przestępczością MSW słynący z tortur i brutalnego traktowania uczestników protestów] i nie odchodzą". 

Dziennikarki nie przyznały się do winy i stwierdziły, że wykonywały swoją pracę, relacjonując to, co działo się na ulicach Mińska. Ich słowa wsparła ekspertyza lingwistyczna, z której wynikało, że w trakcie transmisji nie odnotowano przypadków zachęcania do działań bądź apeli czy rozkazów adresowanych do uczestników wydarzeń. Nie zważając na to, sąd uznał winę Andrejewej i Czulcowej i ocenił, że zachęcały do udziału w akcji protestu i kierowały nią. Wymierzył im za to wyrok dwóch lat pozbawienia wolności.

Dziennikarka Biełsatu Daria CzulcowaDziennikarka Biełsatu Daria Czulcowa Fot. arch. prywatne

- Będziemy się odwoływać, nie ma żadnych znamion przestępstwa w ich działaniach, Zamierzam zaskarżyć ten wyrok – zapowiedział adwokat Siarhiej Zikracki.

Precedensowa sprawa

Sprawa dziennikarek Biełsatu ma precedensowy charakter. Białoruskie służby specjalne od momentu wybuchu protestów polowały na dziennikarzy i szczególnie zawzięcie zwalczały wideorelacje z akcji protestu.

Zdaniem białoruskich służb popularne w internecie streamy sprzyjają zainteresowaniu społeczeństwa protestami i były jedną z przyczyn wysokiej frekwencji podczas protestów. Dziennikarzy i blogerów, którzy prowadzili takie reportaże, celowo wyłapywano i skazywano na kilkunastodniowy pobyt w areszcie.

W listopadzie 2020 roku Andrejewa i Czulcowa z Biełsatu były ostatnimi dziennikarkami, które prowadziły transmisje online z akcji protestu. Obecnie większość nagrań wideo z protestów pochodzi od samych uczestników akcji, a nie od dziennikarzy, którzy po przyjściu na protest są natychmiast aresztowani.

- Łukaszenka powiedział, że najważniejsze jest bezpieczeństwo informacyjne i teraz, prześladując media i dziennikarzy, dąży do ich zastraszenia. Władza wprost mówi, że wiosną może przyjść kolejna fala protestów i dlatego te represje noszą też prewencyjny charakter - powiedział "Wyborczej" politolog Walery Karbalewicz.

Sfałszowane wybory i wybuch niezadowolenia

9 listopada 2020 na Białorusi odbyły się wybory prezydenckie. Według oficjalnych wyników zwyciężył Aleksander Łukaszenka, zdobywając ponad 80 proc. głosów.

Ogłoszenie wyników spowodowało bezprecedensową falę protestów. Setki tysięcy Białorusinów na terenie całego kraju wyszły na ulice. Władze odpowiedziały represjami. W ciągu następnych miesięcy co najmniej osiem osób zginęło, ponad 30 tysięcy zostało aresztowanych, a tysiące poddane były torturom. Akcje protestu, ale już na mniejszą skalę, trwają do dziś.

Kaciaryna Andrejewna rozmawiającą zdalnie z mężem, również dziennikarzem Biełsatu, Iharem IliaszemKaciaryna Andrejewna rozmawiającą zdalnie z mężem, również dziennikarzem Biełsatu, Iharem Iliaszem Fot. arch. prywatne



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.