Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W środę od samego rana przed siedzibą sądu najwyższego Białorusi gromadziły się tłumy, by wesprzeć opozycyjnego polityka Wiktara Babarykę - więźnia politycznego przebywającego od ośmiu miesięcy w areszcie KGB.

Bliscy opozycyjnych działaczy, dziennikarze, studenci i inni mieszkańcy Mińska skandowali: „Wolność dla Wiktara Babaryki!” i „Chcemy wejść do środka! To otwarty sąd!”. Nie zostali jednak wpuszczeni, sąd nie zgodził się też na prowadzenie transmisji z procesu.

Rzekoma korupcja w Biełgazprombanku, którego szefem był Babaryka

W środę odbyło się pierwsze posiedzenie, kolejne zaplanowane jest na czwartek.

Prokuratura zarzuca oskarżonym menedżerom Biełgazprombanku „ogromną skalę korupcji” i wyłudzenie na przestrzeni ostatnich 16 lat ok. 11 milionów dolarów od prywatnych przedsiębiorców i korporacji. A  także kupno nieruchomości w Mińsku za ponad milion białoruskich rubli w celu „zalegalizowania dochodów podchodzących z działalności przestępczej”.

Głównym oskarżonym jest były dyrektor banku Wiktar Babaryka. Na salę w kajdankach wprowadził go konwój milicji. 57-letni polityk i filantrop został umieszczony w klatce przeznaczonej dla „szczególnie niebezpiecznych przestępców”. Nie przyznaje się do winy. 

Sześcioro pozostałych oskarżonych jeszcze na etapie śledztwa podpisało z prokuraturą porozumienie i zgodziło się na współpracę, zaś ich rodziny wystosowały do Łukaszenki list z prośbą o ich uwolnienie.

Gestykulować na sali nie wolno

Podczas rozprawy obrona Babaryki wnioskowała o zamianę kary aresztu na areszt domowy i możliwość fotografowania materiałów sprawy. Apelowano także o możliwość kontaktowania się z oskarżonym raz w tygodniu.

Sam Babaryka prosił m.in. o zapoznanie się z materiałami prokuratorskimi. Sąd odrzucił wszystkie jego wnioski, dodając, że podsądny „może gestykulować tylko podczas składania zeznań”.

Sprawa przeciwko Babaryce została wszczęta, gdy były bankier ogłosił, że zamierza startować w sierpniowych wyborach prezydenckich.

Szybko reżim uznał, że spośród wszystkich opozycyjnych kandydatów to on jest potencjalnie najpoważniejszym rywalem Łukaszenki. Wtedy komitet śledczy i prokuratura przeprowadziły szereg rewizji w domach i biurach jego współpracowników, a następnie wydały nakazy aresztowania.

Ponieważ sprawę rozpatruje Sąd Najwyższy, nie będzie możliwości odwołania się od wydanego wyroku.

Eliminowanie konkurencji w wyborach

Zdaniem białoruskich obrońców praw człowieka władze zgodnie ze swoim zwyczajem postanowiły w ten sposób pozbawić Babarykę możliwości udziału w walce o fotel prezydenta.

18 czerwca funkcjonariusze KGB zatrzymali bankiera na schodach prowadzących do siedziby białoruskiej Centralnej Komisji Wyborczej, gdzie miał złożyć zgromadzone pod swoją kandydaturą podpisy umożliwiające jego rejestrację.

Niezależne białoruskie media informowały wtedy, że Babaryka ustanowił nowy rekord w historii Białorusi, nikt wcześniej nie zebrał bowiem aż tylu podpisów wyborców.

W tym samym czasie służby aresztowały też jego syna Eduarda. Obaj zostali uznani za więźniów politycznych m.in. przez Centrum Ochrony Praw Człowieka „Wiasna”.

Potem do udziału w wyborach nie zostali też dopuszczeni Walerij Cepkało, były dyrektor Parku Wysokich Technologii, oraz Siarhiej Cichanouski, bloger, mąż obecnej liderki białoruskiej opozycji Swiatłany Cichanouskiej. To ona ostatecznie zmierzyła się z Łukaszenką w wyborach, które ostentacyjnie sfałszowano, co wywołało bezprecedensowe na Białorusi protesty społeczne, trwające mimo represji do dziś.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.