Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Jestem w niewoli. Nie zrobiłem tego, o co jestem oskarżony - powiedział w ostatnim słowie 29-letni kierowca ciężarówki Dmitrij Dubkow. 2 lutego sąd skazał go na 7 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Dubkow jest oskarżony o blokowanie drogi służbom bezpieczeństwa ciężarówką, a także o groźbę użycia siły wobec milicjantów i udział w zamieszkach. Podczas procesu nie przyznał się do winy.

Tego samego dnia na 3 lata więzienia skazano też blogera ze Słucka Władimira Neronskija. Według śledczych wzywał on do działań rażąco naruszających porządek publiczny w kilku miastach w kraju.

Dmitrij Dubkow i Władimir Neronskij są wśród kilkudziesięciu osób niezgadzających się z polityką władz, których procesy zakończyły się w ostatnich tygodniach. Obecnie na Białorusi jest już oficjalnie 224 więźniów politycznych. Jednak według centrum praw człowieka Wiasna liczba spraw karnych wszczętych od początku kampanii wyborczej sięga tysiąca.

Ponad rok więzienia za wpis w internecie

Większość oskarżonych podlega art. 342 kodeksu karnego (organizacja działań grupowych, które rażąco naruszają porządek publiczny, możliwy wyrok do 3 lat więzienia) oraz 293 kk (udział w masowych zamieszkach, od 3 do 8 lat więzienia). Coraz większą popularność zyskuje także art. 368 kk (obraza prezydenta). Władimir Szinkiewicz 3 lutego za jeden post o Aleksandrze Łukaszence w sieci społecznościowej Odnoklassniki (odpowiednik "Naszej Klasy") został skazany na rok i 3 miesiące pozbawienia wolności.

Obrońcy praw człowieka podkreślają, że skala represji jest bezprecedensowa. Według Wiasny w styczniu 2020 r. liczba zatrzymanych wynosiła co najmniej 873 osoby. Tylko podczas jednej niedzielnej demonstracji 31 stycznia zostało zatrzymanych ponad 160 osób. Wśród nich szwajcarska dziennikarka telewizyjna Lucie Chirki (została wypuszczona dopiero po ostrej interwencji ambasady Szwajcarii), a także kilku lekarzy i przewodnik z grupą wycieczkową.

Raport Amnesty International opublikowany 27 stycznia podkreśla, że po wyborach prezydenckich 9 sierpnia Białorusini są poddawani torturom. Ludzie są zatrzymywani bez podstawy prawnej, zmuszani do poniżających zachowań (np. rozbierania się), bici i pozostawiani w aresztach bez wody, jedzenia i pomocy medycznej. Amnesty stwierdziła również, że władze nie przeprowadziły żadnego śledztwa i nie wszczęły żadnej sprawy karnej dotyczącej nadużycia siły przez funkcjonariuszy organów ścigania wobec demonstrantów (złożyli oni ponad 900 skarg).

Biało-czerwono-biała flaga symbolem ekstremistycznym

Tymczasem białoruskie władze coraz częściej zapowiadają zmiany w ustawodawstwie, które zdaniem białoruskiego politologa i współpracownika Radia Wolna Europa Walerego Karbalewicza spowodują powrót Białorusi do czasów nawet nie Breżniewa, lecz Stalina. 31 stycznia prokurator generalny Andrej Szwied powiedział stacji telewizyjnej STV, że Biuro Prokuratora Generalnego proponuje zwiększenie odpowiedzialności za działania ekstremistyczne. Pod to hasło może podlegać niemal każde działanie, które prokuratura oceni jako "zakłócenie porządku publicznego". Na przykład w zeszłym tygodniu ogłosiła, że tradycyjna biało-czerwono-biała flaga Białorusi jest symbolem ekstremistycznym.

Do kodeksu karnego władze zamierzają również dodać artykuł, zgodnie z którym będzie można zostać skazanym na dwa lata więzienia za rozpowszechnianie "zabronionych informacji" w internecie.

Planowane jest również zwiększenie odpowiedzialności za zamach na życie funkcjonariusza organów ścigania. Będzie za to grozić kara pozbawienia wolności od 15 do 25 lat lub dożywocie.

Według rosyjskiego politologa Andrieja Suzdalcewa ciągłe groźby aresztowania i tortur, nawet wśród wątpiących, mogą spowodować poczucie końca reżimu i jego niezdolności do zjednoczenia kraju. A tym samym pogłębią tylko kryzys.

- Siły bezpieczeństwa, zwiększając terror, będą musiały stworzyć sieć obozów koncentracyjnych dla kilkudziesięciu tysięcy więźniów. Nieunikniona radykalizacja nastrojów ludności może doprowadzić do eksplozji - rozważa Suzdalcew.

Obóz dla opozycji pod Słuckiem

Jak wynika z nagrania dźwiękowego opublikowanego 15 stycznia przez inicjatywę BYPOL (w której zrzeszeni są byli funkcjonariusze białoruskich organów ścigania), władze rzeczywiście zaczynają tworzyć obozy koncentracyjne dla demonstrantów.

- Polecono nam rozpracować ich, założyć obóz, ale nie dla jeńców, nie dla internowanych nawet, lecz obóz dla szczególnie wierzgających, taki do ich izolacji. I rozpiąć wokół drut kolczasty. Dwa pomieszczenia, żeby mogli pracować. Ale tam ich trzeba trzymać, dopóki się nie uspokoją. - mówi osoba na nagraniu, której głos, jak się okazało po badaniu fonoskopowym przeprowadzonym przez rosyjskie biuro GlavExpert, należy do wiceministra spraw wewnętrznych Mikołaja Karpienkowa.

Istnienie obozu typu więziennego w pobliżu białoruskiego miasta Słuck potwierdziły również źródła białoruskiej sekcji Radia Swoboda.

Mimo represji, nowych procesów, zatrzymań i aresztowań białoruska opozycja nie traci nadziei na zmianę obecnego reżimu i szykuje się na wiosenne protesty. Liczy też na czwarty pakiet sankcji wobec białoruskich władz.

- Bardzo ważne jest, aby te 208 osób, które zostały już umieszczone na listach sankcyjnych, nie mogły kontynuować swojej działalności – podkreśla w wywiadzie dla portalu TUT.by doradca Swiatłany Cichanouskiej ds. międzynarodowych Franak Wiaczorka.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.