Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rosyjski OMON, policja i Rosgwardia (gwardia narodowa podlegająca prezydentowi) stosowały przeciwko protestującym nie tylko pałki i przemoc fizyczną, jak to było w ubiegłym tygodniu. W tę niedzielę w ruch poszły także broń traumatyczna, paralizatory, granaty hukowe i gaz łzawiący. Obrońcy praw człowieka z niezależnej organizacji monitorującej OWD-info przekazali, że w komendach dochodzi do niepokojących sytuacji, protestujący są bici i poniżani przez funkcjonariuszy.

W godzinach popołudniowych w Moskwie padła komenda: „Zatrzymywać wszystkich!”.

Protest w obronie aresztowanego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego w Moskwie, 31 stycznia 2021 r.Protest w obronie aresztowanego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego w Moskwie, 31 stycznia 2021 r. Fot. Alexander Zemlianichenko / AP Photo

Dziennikarze na celowniku

Nie oszczędzano dziennikarzy. W nocy rewizję przeprowadzono m.in. u dziennikarza niezależnej telewizji Dożd' Władimira Romenskiego, często relacjonującego uliczne protesty. Zaś podczas akcji stosowali przemoc, mimo iż - zgodnie z rosyjskimi przepisami - władze zobowiązane są do umożliwienia przedstawicielom prasy wykonywania pracy.

Zatrzymano 82 dziennikarzy, nierzadko byli bici. Niezależna redakcja Mediazona opublikowała nagranie, na którym grupa funkcjonariuszy OMON-u bije i kopie dziennikarza w odblaskowej kamizelce z napisem „prasa”. Miał także na szyi wyraźnie widoczną nawet na filmiku legitymację prasową.

Z kolei fotograf Iwan Klejmenow został potraktowany paralizatorem. Z rozbitą głową trafił do komendę policji.

Z relacji radia Echa Moskwy i telewizji Dożd' wiadomo, że wielu demonstrantów prosto z ulicy zabierało pogotowie.

Na filmie nagranym przez MBH media widać wrzucanego do policyjnego autobusu nieprzytomnego, pobitego przez nich chwilę wcześniej mężczyznę. Nie wiadomo, w jakim stanie jest teraz. Siłowicy bili też kobiety leżące na chodniku. Te krzyczały: „Jesteśmy bez broni!”.

Działania białoruskich OMON-owców powielali także siłowicy z Kazania. Na zdjęciu opublikowanym przez Olgę Romanową, założycielkę niezależnej organizacji „Rosja za kratkami”, widać, jak funkcjonariusze struktur siłowych zmuszają ludzi do klęczenia w szeregu na śniegu, twarzami do ściany z założonymi za głową rękami.

Zatrzymany podczas protestu mieszkaniec Władywostoku opowiedział redakcji "Nowaja Gazieta", że siłowicy strzelali do niego z broni nieśmiercionośnej. Mężczyzna przebywa obecnie w szpitalu. Na załączonym zdjęciu z prześwietlenia wyraźnie widać kulę, która utknęła w jego nodze.

Wielu zatrzymań dokonywano w domach, gdzie schronili się uczestnicy protestu. Politolog Fiodor Kraszennikow skomentował to krótko: „Faszyzm”.

To tylko kilka z kilkudziesięciu incydentów, do których doszło w niedzielę w ponad 75 miastach Rosji.

31.01.2021, Władywostok, zatrzymania podczas protestu w obronie aresztowanego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego.31.01.2021, Władywostok, zatrzymania podczas protestu w obronie aresztowanego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Fot. Aleksander Khitrov / AP Photo

Coraz większa brutalność władzy

Policja zatrzymywała nie tylko uczestników protestu, ale też zupełnie przypadkowe osoby. Roman Udot, przewodniczący niezależnej organizacji „Gołos, za uczciwe wybory”, uczestnik demonstracji w Moskwie, opowiada: - Policja wpada do kawiarni, sprawdza dokumenty gości. Przy mnie zatrzymała grupę młodzieży, siedzącą przy jednym ze stolików. Na blacie znalazłem rachunek, młodzi ludzie spędzili w kawiarni około pół godziny, czyli nie byli jednymi z tych, którzy wbiegli do lokalu, by schronić się i uniknąć zatrzymania.

Na opublikowanym przez niezależną Meduzę nagraniu widać moskiewskich demonstrantów zmuszonych do przeskakiwania nad jadącymi samochodami, by uniknąć zatrzymania. Niezależna organizacja OWD-info alarmuje, że wiele policyjnych autobusów jest przepełnionych, a zatrzymani, często pobici i nieprzytomni, leżą warstwami, jeden na drugim.

Większy zdaje się też gniew uczestników protestu, którzy występują teraz już nie tylko przeciwko aresztowaniu Nawalnego i korupcji, ale także przeciwko brutalności służb.

Jak podaje agencja prasowa Interfax, w rosyjskiej stolicy doszło do próby samopodpalenia przy stacji metra Twierska. Protestującego w najbardziej radykalny z możliwych sposobów mężczyznę odratował tłum, którzy rzucił się nań i zdusił ogień.

W Moskwie w płomieniach stanął policyjny bus, w Petersburgu ludzie zaczęli demontować metalowe barierki blokujące centralne ulice i place. Także w Petersburgu doszło do zamieszek: protestującym udało się odbić z rąk siłowików zatrzymanych, a następnie oblać funkcjonariuszy czerwoną farbą.

„Precz z carem!”

W ostatni dzień stycznia na ulice rosyjskich miast, z których wiele - ze względu na liczne oddziały uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy oraz zamknięte lub zablokowane drogi - przypominało makiety tajnych operacji specjalnych, mimo wszystko wyszły tysiące Rosjan. Skandowali: „Putin złodziej!”, „Wszystkich nas nie wsadzą!”, „Wowa, między nami wszystko skończone!”, „Precz z carem!”, „Wolność!”, „Rosja!”

W Moskwie uczestnicy protestu ("na wzór" białoruski) nie mogli gromadzić się w centrum, przy siedzibie FSB na Łubiance, gdzie miała się odbyć demonstracja. Zmuszeni byli m.in. do wędrowania bocznymi uliczkami, podwórzami i parkami. Kilka tysięcy osób dotarło przed mury aresztu śledczego Matrosskaja Tiszyna, w którym osadzony jest opozycyjny polityk Aleksiej Nawalny. Moskwianie krzyczeli: „Losza, wychodź!”.

W Petersburgu protestujący starali się nawiązać dialog z OMON-em. Na opublikowanym przez Meduzę nagraniu widzimy, jak uczestnicy protestu krzyczą w stronę ukrywających się za tarczami siłowików: „Odejdźcie, chłopaki. Jesteście takimi fanami Putina? Myślicie, że was zabierze do Gelendżyka?”, nawiązując tym samym do ujawnionego przez Nawalnego luksusowego pałacu nad Morzem Czarnym, który przypisywany jest prezydentowi Rosji.

Z kolei mieszkańcy Kaliningradu, skandując: „Pokojowy protest”, starali się wręczyć kwiaty siłowikom. Ci ich nie przyjęli.

Nie odstraszył ich srogi mróz

Moskwie i Petersburgowi nie ustępowały regiony, nawet te, w których panuje teraz sroga zima.

Jakuck znów wyszedł na ulice, mimo 50 stopni mrozu. Szczególnie mocną akcję przeprowadzono w Jekaterynburgu - szacuje się, że protestujących było dwa razy więcej niż w zeszłym tygodniu, ok. 13 tys.

Fiodor Kraszennikow tak skomentował na Facebooku ich działania: „Dzisiejsza akcja w Jekaterynburgu to absolutne zwycięstwo. Ludzi wyszło więcej niż 23 stycznia, co najmniej 7 tys. W dodatku lepiej się zorganizowali. Policja miota się po całym mieście, a ludzie spacerują. Przepięknie. Tak właśnie trzeba”.

Były mer Jekaterynburga Jewgienij Rojzman napisał zaś na Twitterze: „Ludzie zasługują na szacunek. Wyszło ich więcej niż tydzień temu. Brawa”.

Gorzej zorganizowane były zaś służby. Masza Borzunowa, dziennikarka niezależnej telewizji Dożd', relacjonująca protesty w Petersburgu napisała na Twitterze: „W Petersburgu siłowicy przemieszczają się i przewożą zatrzymanych autobusami miejskimi.

Jelena Kostiuczenko, reporterka "Nowej Gaziety" nadająca z Soczi, również została zatrzymana. Napisała na Twitterze: „Do tego samego policyjnego autobusu trafił mężczyzna, który przyjechał do Soczi na randkę.

- Co się dzieje? - zapytał siłowików.

- Protesty.

- Przeciwko czemu?

- Przeciwko Putinowi.

- Przecież on już zdechł!

- Jeszcze nie - odpowiedział policjant".

Ilu protestowało?

Mimo że zdaniem dziennikarzy dzisiejsze demonstracje były liczniejsze od ubiegłotygodniowych, według oficjalnych danych rosyjskiego MSW w Moskwie protestowało ok. 2 tys. osób.

Regulator internetu i mediów Rospotrebnadzor poinformował, że „zawyżanie” liczby uczestników protestu będzie karane grzywnami oraz blokadą stron internetowych.

Liczba zatrzymanych w całym kraju sięgnęła 5 tys.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.