Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W sobotę po południu grupa policjantów zatrzymała redaktora naczelnego niezależnego portalu Mediazona Siergieja Smirnowa. Akurat wychodził na spacer z pięcioletnim synkiem i w towarzystwie dwóch dziennikarzy Mediazony, którzy byli u niego w gościach.

Mimo że Smirnow nie był w ubiegłą sobotę (23 stycznia) na proteście ani jako dziennikarz, ani tym bardziej jako uczestnik, bo w związku z odbywającymi się w całym kraju demonstracjami pracował tego dnia z domu, policja zatrzymała go pod zarzutem udziału w nielegalnym zgromadzeniu oraz namawiania innych do uczestnictwa w nim.

Jedynym śladem na jego oficjalnym profilu na Facebooku, w którym odnosi się do ubiegłej soboty, jest opublikowana wcześniej informacja na temat pogody: „23 stycznia ma być 0 stopni”.

Został odwieziony do komendy i osadzony w celi. Ma tam pozostać aż do rozprawy sądowej. Za zarzucane mu „powtórne naruszenie zasad przeprowadzania zgromadzeń” grozi 30 dni aresztu.

Policjanci nie zgodzili się, by poczekać na przyjazd żony Smirnowa - dziecko zostało na ulicy ze współpracownikami redaktora.

Ubrany po cywilnemu policjant przytrzymuje dziennikarza, który filmował działacza opozycji Pawła Krysevicha podczas jego akcji przeciwko uwięzieniu przywódcy rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego. Moskwa, 24.01.2021.Ubrany po cywilnemu policjant przytrzymuje dziennikarza, który filmował działacza opozycji Pawła Krysevicha podczas jego akcji przeciwko uwięzieniu przywódcy rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego. Moskwa, 24.01.2021. Fot. George Markov / AP Photo

Represje na coraz większa skalę

Iwan Kołpakow, redaktor naczelny niezależnego portalu Meduza, wystosował w imieniu redakcji oświadczenie, w którym skomentował zatrzymanie Smirnowa. Czytamy w nim: „Mediazona jest medium podejmującym temat prześladowań politycznych w Rosji i łamania praw człowieka, a także problemów z egzekwowaniem prawa. Dlatego działania sił bezpieczeństwa prześladujących Smirnowa są nie tylko nielegalne, ale również skandaliczne i cyniczne. Ich jedynym celem jest zastraszenie samego Smirnowa, jego dziennikarzy i redaktorów z Mediazony oraz dziennikarzy innych niezależnych redakcji”.

I dalej: "Skala wywieranego przez władze nacisku na dziennikarzy ma charakter bezprecedensowy, a jej celem jest przede wszystkim uniemożliwienie obywatelom pozyskiwania informacji z niezależnych źródeł".

Zatrzymanie Smirnowa to niejedyny akt represji wobec niezależnych mediów.

Podczas ubiegłotygodniowych protestów przeciwko uwięzieniu opozycjonisty Aleksieja Nawalnego policjanci bili i zatrzymywali dziennikarzy, mimo że większość z nich oznaczona była specjalnymi kamizelkami z napisem „prasa”. Uniemożliwiali im kontynuowanie pracy, wielu zostało zatrzymanych i odwiezionych na obrzeża miast. Później przez wiele godzin byli przetrzymywani w komendach mimo braku podstaw do zatrzymania.

Podczas protestów 23 stycznia ucierpiało co najmniej 49 pracowników niezależnych mediów w 20 miastach Rosji

Dziennikarz Echa Moskwy Arsenij Wiesnin o swoim zatrzymaniu owego dnia w Petersburgu opowiada tak: „Miałem wrażenie, że zatrzymują ludzi zupełnie przypadkowo. Mnie - zapewne dlatego, że nagrywałem, jak biją leżących na chodniku. Musieli rozumieć, że dzieje się coś dziwnego, nietypowego i widocznie było im wszystko jedno, czy jestem dziennikarzem, czy nie. Zresztą wygląda na to, że polecono im zatrzymywać dziennikarzy, którzy mogliby mieć materiały pokazujące te najbardziej drastyczne sceny”.

Jelizawieta Kirpanowa z "Nowej Gaziety" miała mniej szczęścia i - podobnie jak dziesiątki innych dziennikarzy - została przez policję pobita. Wspomina: „Policja kazała nam się rozchodzić, ale tłum był za duży, nie dało się tak łatwo wydostać. Wtedy zaczęli nas bić dubinkami [policyjne pałki]. Ja dostałam w głowę. Od razu poszła krew, powalili mnie potem na ziemię razem z protestującymi. Nie mogłam oddychać”.

Protesty przeciwko uwięzieniu Aleksieja Nawalnego. Berlin, 23.01.2021.Protesty przeciwko uwięzieniu Aleksieja Nawalnego. Berlin, 23.01.2021. Fot. Markus Schreiber / AP Photo

Do aresztu za wpis na Twitterze

Swietłana Kuzniecowa z rosyjskiego Centrum Ochrony Praw Mediów w komentarzu dla Mediazony  podkreśla, że działania władz świadczą o świadomej próbie wprowadzenia cenzury: „Jeśli dziennikarz nie brał czynnego udziału w wiecu, nie trzymał plakatów, nie krzyczał haseł, nie solidaryzował się z protestującymi, ale po prostu wykonywał swoją pracę, ustalając to, co się dzieje, zatrzymanie jest zwykle nielegalne. I oczywiście jest bezpośrednią przeszkodą w pracy lub pośrednio - aktem cenzury”.

Władze cenzurują nie tylko publikacje dziennikarzy, ale i wpisy zwyczajnych internautów czy blogerów.  Niezależna organizacja Apologia Protestu, zajmująca się ochroną praw człowieka, poinformowała w sobotę, że decyzją moskiewskiego sądu na 14 dni aresztu skazana została Anna Wiellikok, partnerka współpracownika Nawalnego, która zacytowała na Twitterze wpis z nagraniem polityka, opublikowany przez innego internautę. Na nagraniu Aleksiej Nawalny namawia Rosjan do udziału w proteście i apeluje, by się nie bali.

Samo udostępnienie tego wpisu zostało potraktowane przez władze jako „organizowanie protestu”.

Lider rosyjskiej opozycji Aleksiej Nawalny na ekranie telewizora podczas spotkania na żywo z sądem podczas rozprawy w sądzie w Moskwie w Rosji. 28.01.2021.Lider rosyjskiej opozycji Aleksiej Nawalny na ekranie telewizora podczas spotkania na żywo z sądem podczas rozprawy w sądzie w Moskwie w Rosji. 28.01.2021. Fot. Alexander Zemlianichenko / AP Photo

Kreml powiela białoruski scenariusz

Akcja prewencyjna Kremla coraz bardziej przypomina działania białoruskiego reżimu Aleksandra Łukaszenki, który od pół roku walczy z protestującymi obywatelami.

W internecie na oficjalnych kanałach Komitetu Śledczego i lokalnych władz w serwisie YouTube zaczęły się pojawiać krótkie nagrania: uczestnicy protestów, oskarżeni o napaść na siłowików, przepraszają za swoje zachowanie i odradzają udział w protestach.

Do nagrania podobnej wypowiedzi zmuszony został też koordynator jednego ze sztabów Nawalnego. Roman Triegubow, szef biura polityka w Niżnym Nowogrodzie opublikował film, w którym zapewnia, że zrzeka się stanowiska, namawia rodaków do przestrzegania przepisów i krytykuje działalność opozycjonisty. Adwokatka Triegubowa poinformowała media, że do nagrania oświadczenia został zmuszony torturami.

W podobnej sytuacji znalazła się latem przywódczyni białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska, którą białoruskie władze - grożąc zabiciem jej dzieci - zmusiły do nagrania podobnego oświadczenia i wyjazdu z kraju.

Zgodne z białoruskim scenariuszem jest także usuwanie z uczelni studentów, którzy brali udział w protestach. Rektor Uniwersytetu w Astrachaniu poinformował o podpisaniu decyzji o skreśleniu z listy trzech studentów zatrzymanych 23 stycznia. „Podpisywałem te decyzje z bólem w sercu, ale prawo jest prawem" - komentował.

W niedzielę znów protesty w obronie Nawalnego

Zwolennicy Aleksieja Nawalnego zapowiedzieli na niedzielę 31 stycznia kolejny protest przeciwko aresztowaniu polityka, który niedawno powrócił do kraju po kuracji w Niemczech (udał się tam po próbie otrucia nowiczokiem przez rosyjskie służby na wschodzie Rosji).

Moskiewskie władze są już do niego przygotowane. I  po raz pierwszy od wielu lat zapowiedziały wyłączenie z użytku stacji metra w centrum stolicy. Podjęły też decyzję o zamknięciu sklepów, restauracji i kawiarni w pobliżu siedziby FSB na Łubiance, gdzie ma odbyć się akcja.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.