Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

MSW Białorusi podsumowało w środę ostatnie pięć miesięcy antyreżimowych protestów. Z raportu opublikowanego przez resort wynika m.in., że w tym czasie komitet śledczy wszczął 332 postępowania karne i 127 administracyjnych przeciwko obywatelom, którzy mieli oczerniać urzędników państwowych i funkcjonariuszy, grozić siłowikom i rozpowszechniać ich prywatne dane. Jak skrupulatnie wyliczył główny wydział bezpieczeństwa MSW, nastrojeni opozycyjnie Białorusini mieli 225 razy grozić milicjantom i ich rodzinom, obrazić 382 funkcjonariuszy, a 92 – oczernić. Prywatne dane funkcjonariuszy upubliczniono w sieci ponad 18 tysięcy razy.

Podczas trwających od 9 sierpnia regularnych akcji protestacyjnych nie zmarł ani nie został poważnie ranny żaden z białoruskich funkcjonariuszy. Wiadomo natomiast o co najmniej dziesięciu ofiarach śmiertelnych wśród uczestników protestów lub zaangażowanych zwolenników opozycji, tysiącach zatrzymanych i setkach torturowanych w więzieniach, komisariatach i aresztach.

O dokumentowanie przestępstw funkcjonariuszy obywatele muszą się jednak postarać sami. Ale o wymierzeniu sprawiedliwości siłowikom mogą zapomnieć.      

Komitet siłowików nie oskarży

Dowody przestępstw funkcjonariuszy reżimu zbiera działająca zdalnie z Warszawy niezależna organizacja BYPOL. Pracą organizacji, która została powołana w październiku przez liderkę białoruskiej opozycji Swiatłanę Cichanouską, kieruje były białoruski śledczy Andriej Ostapowicz.

Z opublikowanego 20 grudnia przez BYPOL raportu wynika, że funkcjonariusze struktur siłowych popełnili co najmniej 1000 przestępstw przeciwko pokojowo protestującym. Raport wymienia m.in. „przestępstwa przeciwko prawom obywateli”, „tortury i przemoc”, „zabójstwa”, „przekroczenie uprawnień służbowych”.

Choć czyny te są dobrze udokumentowane, a Białorusini starają się zgłaszać władzom przypadki łamania ich praw, próżno jednak liczyć na jakąkolwiek reakcję. Komitet śledczy, mimo rzetelnie udokumentowanych i popartych dowodami zawiadomień o popełnieniu przestępstwa przez OMON, wojskowych i milicjantów, w tym zgłoszeń lekarzy i obrońców praw człowieka, nie wszczął przeciw siłowikom ani jednego postępowania, zarówno administracyjnego, jak i karnego.

Tysiące osób otrzymało już listownie decyzje o odmowie wszczęcia postępowania – w większości przypadków nie sposób się jednak dowiedzieć ani jakie działania podjął pracownik komitetu, by wyjaśnić sprawę, ani z jakiego powodu odmówił wszczęcia postępowania. Niekiedy przytaczane są absurdalne argumenty.

Pobity w komisariacie stolarz z Mińska w otrzymanej z komitetu odmowie dalszego zajmowania się sprawą przeczytał np.: „Nie ma możliwości przesłuchania zatrzymujących obywatela funkcjonariuszy. Użycie przez nich siły fizycznej było zgodne z prawem, gdyż obywatel znajdował się na obszarze, na którym zgromadzili się uczestnicy nielegalnej akcji”.

Raniony odłamkiem granatu hukowego kierowca autobusu, który zgodnie z harmonogramem pracy kierował pojazdem 10 sierpnia w okolicach stacji metra Puszkinska z odmowy dowiedział się, że „jest ofiarą nieszczęśliwego wypadku”. Z kolei dziennikarka niezależnej redakcji Nasza Niwa, trafiona przez wojskowego gumową kulą w kolano podczas relacjonowania protestu, stała się dzięki śledczym „ofiarą wypadku w miejscu pracy”.

Nie ma znamion przestępstwa

Podobnych spraw są tysiące. Z dokumentów komitetu śledczego Białorusi, do których dotarli białoruscy i rosyjscy dziennikarze śledczy, wynika, że tylko w sierpniu i na początku września na skutek brutalnej działalności siłowików ucierpiały co najmniej 1373 osoby. Wiele z nich, zaskoczonych bezprecedensową skalą przemocy, zwróciło się wtedy do komitetu z prośbą o wyjaśnienie sprawy i pociągnięcie funkcjonariuszy struktur siłowych do odpowiedzialności. Tych, którzy tego nie zrobili, wyręczyli lekarze zobowiązani przez prawo do zgłaszania organom przypadków o charakterze kryminalnym.

Jedną z takich spraw miał się zajmować Andriej Ostapowicz, wtedy jeszcze pracownik białoruskiego komitetu śledczego. W pierwszym tygodniu powyborczych protestów na jego biurko dotarło zgłoszenie rodziny 16-letniego chłopaka, który został zatrzymany na marszu opozycji. W areszcie OMON-owcy wkładali mu do ust gumową pałkę i zmuszali do śpiewania hymnu Białorusi. Kiedy chłopak odmawiał, bili go do nieprzytomności. Przełożeni Ostapowicza nie zgodzili się na wszczęcie postępowania przeciwko siłowikom.

Byli śledczy, którzy przeszli na stronę protestujących i pracują teraz przeciwko reżimowi m.in. w BYPOL, przyznają, że wiele zgłoszeń jest ignorowanych. W przypadku niektórych wszczynane są podstawowe procedury na podstawie paragrafu o „nadużyciu uprawnień służbowych”. Oznacza to, że przeprowadzana jest ekspertyza medyczna i sądowa, sprawdzane są billingi, przesłuchiwane ofiary. Najczęściej jednak na tym sprawa się kończy. Śledczy „nie widzą znamion przestępstwa w czynach funkcjonariuszy”.

Reżim trzyma się na OMON-ie

Prócz dokumentowania przestępczej działalności służb i komitetu śledczego BYPOL pomaga także przejść siłowikom na stronę obywateli. Jak dotąd organizacja pomogła m.in. wyjechać bezpiecznie z Białorusi ok. 30 byłym funkcjonariuszom. Z kolei ok. 500 siłowików, oficjalnie nadal służących systemowi, wspiera BYPOL, przekazując organizacji informacje z wewnątrz struktury. Andriej Ostapowicz zapewnia: „Nazwiska siłowików, którzy wypełniali przestępcze rozkazy, zostaną przekazane przez Swiatłanę Cichanouską władzom UE. Może to skutkować nałożeniem na nich sankcji”.

A sekretarz prasowy BYPOL Jewgienij Miedwiediew dodaje: „Teraz rozumiemy, że jeśli zajmiemy się sprawami siłowików i je nagłośnimy, to reszta aparatu państwowego bardzo szybko się posypie. Łukaszenka sam przyznał podczas spotkania z OMON-em, że dopóki ostatni z nich nie powie mu: 'Odejdź', on nie odejdzie”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.