Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Lepienie bałwanów - tradycyjna zimowa zabawa - tym razem na Białorusi nabrało cech walki politycznej. Śnieg łatwo przekształcić w biało-czerwono-biały symbol protestu. Aleksander Łukaszenka i wierne mu służby specjalne od pięciu miesięcy prowadzą zaś zaciętą wojnę z biało-czerwono-białą flagą i innymi symbolami oporu. Dlatego białoruskie bałwany także znalazły się na cenzurowanym.

Bałwany zaatakowały Mińsk

Zaczęło się na prowincji. W jednej ze wsi w rejonie homelskim mężczyzna na własnym podwórku ulepił bałwana. W ręce włożył mu widły i łańcuch, a wokół szyi owinął charakterystyczny czerwony szalik. Obok był napis „Niech żyje Białoruś!”.

To wystarczyło, by bałwan ściągnął na siebie uwagę milicji. Jego twórca został oskarżony o udział w nielegalnej akcji politycznej. Ulepienie bałwana w miejscu publicznym zostało uznane za nielegalną pikietę. Wkrótce mężczyzna stanie przed sądem. Grozi mu kara grzywny bądź do 15 dni aresztu.

Wydawało się, że ta homelska historia była wynikiem jakiejś lokalnej nadgorliwości. Jednak już chwilę później wojna z bałwanami przeniosła się do stolicy. Bałwany z czerwonymi szalikami, bałwany trzymające w rękach biało-czerwono-białe wstążki, bałwany z hasłami politycznymi, wreszcie bałwany podobne do Łukaszenki - wszystkie znalazły się na celowniku mińskich resortów siłowych. W końcu podejrzany stał się każdy bałwan, bez względu na swoje cechy.

Parasolka polska czy białoruska?

W sieci furorę zrobiło nagranie z kamer monitoringu w mińskiej dzielnicy Lebiażij, na którym uwieczniony został rajd funkcjonariuszy MSW po osiedlu w poszukiwaniu bałwanów. Jednak ta wojna z bałwanami to zaledwie jeden z wielu absurdów, w jakich pogrążył Białoruś Aleksander Łukaszenka.

Przykład z Mińska: mieszkanka białoruskiej stolicy Maria Rewucka, nauczycielka języka polskiego w jednej z polskich szkół społecznych, została zatrzymana przez OMON, bo szła z biało-czerwonym parasolem. Nadrukowany na nim przez producenta napis „Polska" nie przekonał OMON-owców, że parasol nie jest biało-czerwono-biały, tylko biało-czerwony. Rewucka została zatrzymana, a następnie skazana za udział w nielegalnej akcji, która miała polegać na jej jednoosobowym maszerowaniu z zakazaną przez reżim parasolką. Biel i czerwień można naprawdę łatwo pomylić z biało-czerwono-białym symbolem protestu.

- Jak jest pani Polką, to może sobie jechać do Polski – usłyszała Rewucka po zatrzymaniu.

Inna sytuacja z Brześcia: właściciel mieszkania został zatrzymany przez milicję, gdyż w jego domu były biało-czerwono-białe zasłony. We wtorek w tej sprawie powinien odbyć się proces.

Białoruś gorzko się śmieje, ale na razie nie brakuje funkcjonariuszy gotowych zatrzymywać za biało-czerwono-biały szalik, parasol czy ulepienie bałwana ani sędziów gotowych wydawać wyroki w podobnych sprawach. Oznacza to, że podobne absurdalne historie będą się mnożyć, a białoruskie resorty siłowe oprócz strachu będą coraz częściej budzić w Białorusinach również szyderczy śmiech.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.