Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa miała się odbyć 11 kwietnia 2012 r. w gabinecie szefa KGB Białorusi Wadzima Zajcaua. Oprócz osoby o głosie podobnym do Zajcaua mieli w niej wziąć udział dwaj niezidentyfikowani współpracownicy. Z nagrania można wywnioskować, że jeden z nich jest ekspertem od materiałów wybuchowych.

"Żeby nie można było zebrać rąk ani nóg"

Na opublikowanym nagraniu słychać, jak rozmówcy omawiają możliwość inwigilacji białoruskich emigrantów politycznych przebywających w Niemczech oraz zabójstwa niektórych z nich. Padają nazwiska byłego dyrektora więzienia nr 1 w Mińsku Aleha Ałkajewa, byłego dowódcy oddziału specnazu pułkownika Uładimira Baradacza oraz byłego funkcjonariusza wydziału do walki z korupcją Wiaczasława Dudkina.

Podczas spotkania pojawia się również nazwisko dziennikarza Pawła Szeremieta, który zginął w lipcu 2016 r. w zamachu bombowym.

– Po Szeremiecie trzeba zadziałać, który zaj... k… Zrobimy jakąś zakładkę [prawdopodobnie chodzi o podłożenie ładunku wybuchowego], żeby z tego szczura k… nie można było ani rąk, ani nóg zebrać – mówi osoba o głosie przypominającym Zajcaua.

Uczestnicy rozmowy omawiają wykorzystanie do przyszłych zamachów ładunków wybuchowych – trotylu, plastiku, zapalników – a także środków trujących. Planują także zatrudnienie mechanika, który mógłby doprowadzić do wyglądającej na przypadkową awarii samochodu.

Osoba o głosie podobnym do Zajcaua mówi, że „prezydent czeka na te operacje”, a w celu ich realizacji został stworzony specjalny fundusz w wysokości 1,5 mln dol.

Nagranie nie zostało zmanipulowane

EUobserver miał otrzymać nagranie od byłego współpracownika oddziału specjalnego MSW „Ałmaz” Ihara Makara, który mieszka obecnie za granicą. Makar jest jednym z publicznych przedstawicieli projektu Białoruski Trybunał Narodowy, którego celem jest ujawnianie przestępstw politycznych białoruskich władz. Twierdzi, że otrzymał nagranie w 2012 r. i wtedy też przekazał je jednemu z amerykańskich dyplomatów. Chciał w ten sposób zapewnić ochronę swojemu przyjacielowi Alehowi Ałkajewowi, o którym rozmawiali bohaterowie nagrania.

Rozmówca EUobserver, który pracuje w służbach specjalnych jednego z krajów NATO i który znał Zajcaua, potwierdził, że głos na nagraniu należy do szefa KGB.

Jednocześnie portal wskazuje, że ze względu na słabą jakość nagrania nie udało się przeprowadzić biometrycznej analizy głosu. Nagranie co najmniej raz zredagowane, zapewne w celu usunięcia danych umożliwiających identyfikację osoby nagrywającej spotkanie. Ekspert badający zapis nie znalazł tam jednak manipulacji dźwiękowych.

Ukraińska policja poinformowała, że jeszcze w grudniu otrzymała z terytorium jednego z krajów UE materiały, które mogą być pomocne w ustaleniu zleceniodawców zabójstwa białorusko-ukraińskiego dziennikarza. Przekazane materiały zawierają opublikowane w poniedziałek nagranie rozmowy.

Poinformowano również, że ukraińska policja otrzymała zezwolenie na przeprowadzenie działań śledczych z jednym z europejskich krajów – nie wiadomo jednak, w jakim i czego mają one dotyczyć.

Co ze śledztwem w sprawie zabójstwa Szeremieta

Rankiem 20 lipca 2016 r. Paweł Szeremiet wsiadł w centrum Kijowa do samochodu. O godz. 7.45 eksplodowała podłożona pod autem bomba. Dziennikarz zmarł w karetce. Zbrodnia ta odbiła się głośnym echem. Ukraińcy komentowali, że to najgłośniejsze zabójstwo dziennikarza od czasu śmierci Georgija Gongadzego w 2000 r.

Szeremiet urodził się w 1971 r. na Białorusi. Tam też rozpoczynał swoją karierę dziennikarską. Stworzył opozycyjne wobec reżimu Aleksandra Łukaszenki medium internetowe Białoruski Partyzant. Pracował w Rosji, a w ostatnich latach przed śmiercią mieszkał w Kijowie, gdzie też zajmował się dziennikarstwem.

W grudniu 2019 r. MSW Ukrainy oświadczyło, że odrzucono trzy z czterech rozpatrywanych wersji śledztwa. Wśród nich była ta, która wskazywała działalność dziennikarską – zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji oraz na Białorusi – jako motyw zabójstwa.

Policja uznała, że celem zamachu była destabilizacja sytuacji w kraju. Zatrzymano trzech podejrzanych: muzyka i ochotnika walczącego na wschodzie Ukrainy, sanitariuszkę wojskową Janę Duhar oraz lekarkę i wolontariuszkę Julię Kuzmienko. Wszyscy oskarżeni zaprzeczają udziałowi w zamachu. W ich winę nie wierzą przedstawiciele środowisk patriotycznych, którzy wskazują na nieprzekonujące dowody przedstawione przez śledczych.

EUobserver w swojej publikacji oprócz nagrania przedstawił również kopie dokumentów pochodzących z KGB, które potwierdzają, że kiedy Szeremieta mieszkał w Moskwie, śledziły go białoruskie służby.

Rzecznik prasowy MSW Ukrainy Artem Szewczenko w komentarzu dla BBC News Ukraina oświadczył, że nowe materiały nie wpłyną na zmianę obecnej wersji śledztwa. Według niego informacje te „potwierdzają podstawową wersję śledztwa, że nasi oskarżeni działali niesamodzielnie i wykonywali przestępczy plan pewnych nieustalonych osób”. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.