Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

Centrum Ochrony Praw Człowieka „Wiasna” poinformowało w poniedziałek, że 31 grudnia sąd w Mińsku skazał 20-letniego Gleba Gotowkę na cztery lata więzienia. W procesie chłopakowi postawiono wiele zarzutów: organizację działań rażąco naruszających porządek publiczny, stosowanie przemocy w stosunku do funkcjonariusza struktur siłowych, niepodporządkowanie się poleceniom milicjanta oraz uchylanie się od czynności poborowych.

Wieczorem 14 lipca Gotowko brał udział w proteście w centrum Mińska przeciw niedopuszczeniu do wyborów kandydatów opozycji. Zgodnie z wersją strony oskarżenia mińszczanin, nie zwracając uwagi na polecenia siłowików, uderzył jednego z milicjantów, a następnie nie podporządkował się poleceniom zatrzymujących go funkcjonariuszy.

Z zeznań chłopaka wynika, że nie brał aktywnego udziału w akcji ani jej nie organizował; trafić miał na nią przypadkiem. Nieprzyzwyczajony wtedy jeszcze do bezprecedensowej i nadmiernej przemocy siłowików Gołowko był ciekawy, jak zgromadzeni centrum miasta ludzie sformują „żywy łańcuch” i czy rzeczywiście uniemożliwi on siłowikom łatwe zatrzymywanie poszczególnych osób. Chłopak opowiedział też, że nie posunął się do zastosowania przemocy wobec siłowika; w zeznaniach podkreślił, że nie miałby nawet okazji, by okazać jakiekolwiek nieposłuszeństwo funkcjonariuszom, bo w momencie konfrontacji z nimi był już „niesiony” przez uciekający przed nimi tłum.

Gotowko trafił w ręce OMON-u chwilę po tym, jak tratujący go tłum sprawił, że chłopak potknął się o wysoki krawężnik i stracił równowagę.

Ze wszystkich stawianych mu zarzutów Gleb Gotowko przyznał się do jednego: nie stawił się w kwietniu 2020 r. w wojskowym urzędzie rekrutacyjnym. Jak wyjaśnił, ze względu na astmę, na którą choruje, bał się zakażenia koronawirusem. Z powodu negowanego przez władze problemu pandemii nie mógł liczyć na zwolnienie lekarskie.

Przeciwko chłopakowi zeznawało sześciu zamaskowanych funkcjonariuszy OMON-u i główny specjalista departamentu poborowego, w jego obronie – mama i kolega. Sąd uznał go za winnego wszystkich stawianych mu zarzutów i skazał na cztery lata więzienia oraz zobowiązał do wypłaty odszkodowania funkcjonariuszom OMON-u wysokości 3000 rubli (ok. 933 euro).

Utajnianie zarzutów

W białoruskich więzieniach i aresztach przebywa obecnie wielu młodych ludzi, których największym przewinieniem jest udział w protestach lub inna forma manifestacji opozycyjnych poglądów.

Marija Kalenik, studentka Białoruskiej Akademii Sztuk Pięknych, trafiła do aresztu 12 listopada. Wychodzącą z domu dziewczynę zatrzymało siedmiu siłowików. W ciągu kilku godzin KGB Białorusi postawiło jej zarzuty z kodeksu karnego i poinformowało o areszcie – co najmniej do 12 stycznia.

O co dokładnie oskarżona jest Masza, nie wie nawet rodzina dziewczyny. Adwokat zobowiązał się do utrzymywania szczegółów sprawy w tajemnicy. Trzy tygodnie przed zatrzymaniem Kalenik została skreślona z listy studentów za działalność opozycyjną, udział w protestach studenckich i jawne występowanie przeciwko przemocy funkcjonariuszy struktur siłowych.

Zmuszeni do emigracji

Tego samego dnia siłowicy zatrzymali studentki Białoruskiego Uniwersytetu Technicznego: Wiktorię Grankowską i Anastazję Bulybienko. Zostały skreślone wcześniej z listy studentów za udział w protestach studenckich. Grankowska złożyła w tym czasie dokumenty na uczelnię zagraniczną, ale nie zdążyła wyjechać z kraju. 

Taki sam los spotkał też podczas akcji z 12 listopada siedmioro innych studentów różnych białoruskich uczelni, którzy od sierpnia brali udział w protestach przeciwko sfałszowanym wyborom prezydenckim. Wszyscy oskarżeni są o organizację zamieszek. Grożą im nawet trzy lata pozbawienia wolności.

Niektórym uczestnikom studenckich strajków udało się uniknąć aresztu. Jak podaje niezależna redakcja MediaZona, w samym Kijowie przebywa obecnie ok. 30 białoruskich studentów, którzy na Ukrainę uciekli przed prześladowaniami. Liczba uciekinierów sukcesywnie rośnie. – Podczas rewizji rodzicom pokazano dokument, z którego jasno wynikało, że jestem podejrzany o popełnienie przestępstwa. To była sprawa karna – tłumaczy Daniła Lawreckij, który zaraz potem wyemigrował na Ukrainę.

Piąta kolumna z Polski

Karani są także młodzi, którzy za pomocą komunikatora Telegram rozpowszechniają informacje niezgodne z narracją władzy. Do wyjazdu z kraju zmuszeni zostali m.in. 15-letni Iwan Szaszko, administrator kanału Karatieli Białorusi, oraz 18-letni Aleksiej Krent prowadzący kanał Karatieli Mołodeczno. Obaj chłopcy publikowali na nich m.in. dane siłowików oraz rozpowszechniali wiadomości publikowane przez opozycyjnego blogera NEXTĘ. Po przesłuchaniach przez siłowików obaj, niezależnie od siebie, zdecydowali się opuścić Białoruś.

Z problemami ze strony władzy spotykają się także ci, którzy uczą się w krajach uważanych przez Aleksandra Łukaszenkę za wrogie. 29 października Łukaszenka zapowiedział, że dyplomy zagranicznych uczelni nie będą w przyszłości uznawane w kraju.

– Oni myślą, że się tam uczą, a im tam piorą mózgi. Polacy tak postępują z naszymi dziećmi. A później myślą, że uda im się nam podrzucić piątą kolumnę. Niedoczekanie. Tak się nie stanie –mówił.

Czytaj ten tekst i setki innych dzi瘯i prenumeracie

Wybierz prenumerat, by czyta to, co Ci ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakuj帷e reporta瞠 i porady ekspert闚 w sprawach, kt鏎ymi 篡jemy na co dzie. Do tego magazyny o ksi捫kach, historii i teksty z medi闚 europejskich. Zrezygnowa mo瞠sz w ka盥ej chwili.