Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po wybuchu rewolucji na Białorusi jej mieszkańcy przenieśli się z popularnych wcześniej kanałów społecznościowych na Telegram, gdzie mogli wymieniać się szyfrowanymi informacjami. Tam pisali o  zatrzymaniach demonstrantów, kierunkach marszu OMON-u i o przewiezionych do szpitala rannych.

Jednak w ostatnim czasie coraz więcej opozycyjnych kanałów informacyjnych w Telegramie z dnia na dzień znika lub gwałtownie zmienia narrację na prorządową. To działania białoruskiego MSW, które na początku jedynie monitorowało działalność blogerów, a jesienią przeszło do ataku: wielu administratorów zostało aresztowanych, a same kanały – przejęte.

19 grudnia w Mołodecznie białoruscy siłowicy zatrzymali osiemnastoletniego studenta Aleksieja Krenta, administratora opozycyjnego kanału Karatieli Mołodeczno [Oprawcy z Mołodeczna], w którym chłopak publikował m.in. informacje o protestach, działaniach opozycji, nagłaśniał przypadki tortur i przemocy ze strony siłowików, a także udostępniał dane umożliwiające ich identyfikację.

Po kilkunastogodzinnym przesłuchaniu w komisariacie, podczas którego Krent nie przyznał się do żadnej aktywistycznej działalności, siłowicy przeprowadzili w jego domu rewizję i zarekwirowali sprzęt elektroniczny chłopaka.

- Wtedy zrozumiałem, że już nic mnie nie uratuje, i zdecydowałem się do wszystkiego przyznać -  opowiada Aleksiej. Siłowicy zmusili go do nagrania zeznań na tle oficjalnej, państwowej flagi i herbu Białorusi. Na umieszczonym na stronie MSW filmie nastolatek, patrząc prosto w kamerę, odpowiada na pytania niewidocznego milicjanta o zmienionym cyfrowo głosie: „Mieszkam w Mołodecznie. Zostałem zatrzymany, bo byłem administratorem kanału w komunikatorze Telegram Karatieli Mołodeczno. Publikowałem prywatne dane funkcjonariuszy struktur siłowych, także nieprawdziwe informacje na ich temat”.

Przeciwko Krentowi wszczęto postępowanie karne, zarzucając mu oczernianie pracowników OMON-u i milicji. „W swoich postach zatrzymany nawoływał do pogromów i uczył ich dokonywania. Dzielił się też z uczestnikami linkami do instrukcji blokowania transportu kolejowego. Rozpowszechniał wreszcie informacje z innych destrukcyjnych czatów ” - skomentowało sprawę MSW Białorusi.

Na szczęście dla chłopaka, zanim siłowikom udało się odblokować dostęp do prowadzonych przez niego kont w Telegramie, cała ich zawartość została usunięta, najpewniej przez współpracowników. Dzięki temu administrator zdołał opuścić nie tylko komendę milicji, ale i kraj – by uniknąć więzienia, wyjechał do Kijowa.

Przymusowe emigracje

Podobny los spotkał 15-letniego Iwana Szaszkę z Lubania. Nastolatek prowadził na Telegramie kanał Karatieli Białorusi, w którym publikował podobne co Kent treści. Jak się później okazało, siłowikom udało się ustalić jego tożsamość dzięki prowokacji. Adres IP chłopaka zdobyli od dostawcy internetu.

8 grudnia Szaszko został zatrzymany. Funkcjonariusze struktur siłowych zachowywali się niezwykle brutalnie: rozbili mu twarz, skuli i grozili, próbując zdobyć informacje o pozostałych administratorach kanału. Jego również zmusili do wystąpienia przed kamerą. Na nagraniu chłopak przyznaje, że prowadził w Telegramie dwa kanały, których treści „prowokowały do udziału w zamieszkach”.

Po niespełna czterech godzinach znęcania się i przesłuchiwania Szaszki siłowicy przeprowadzili „profilaktyczną rozmowę” także z rodzicami chłopaka. Tydzień później Szaszko poinformował, że wyjechał z Białorusi: „Udało się cudem, ale nie mogę powiedzieć jak, żeby nie narobić kłopotów tym wspaniałym osobom, które mi pomogły”.

Podaj hasło albo umrzesz

Jeszcze brutalniej białoruscy siłowicy potraktowali anarchistę, dziennikarza, byłego więźnia politycznego Nikołaja Diedoka, którego 11 listopada siedmiu funkcjonariuszy OMON-u napadło w wynajmowanym przez niego mieszkaniu. Diedok jest pisarzem i dziennikarzem, w Telegramie prowadził kanał MIKOLA, w którym publikował opozycyjne treści.

„Rozbili okno i wpadli do mieszkania. Zaczęli go bić, żądali haseł do systemu. Kiedy odmawiał, dusili go. W końcu Diedok podał hasło. Potem znowu go bili, bardzo długo, póki nie przypomniał sobie wszystkich haseł. W chwilach, kiedy milkł, kopali go i grozili, że zgwałcą gumowymi pałkami. Trwało to do piątej rano, na koniec razili go prądem” - relacjonował niezależnemu serwisowi Mediazona przyjaciel Diedoka.

MSW, potwierdzając następnego dnia zatrzymanie anarchisty, oświadczyło: „Przez wiele lat publicznie nawoływał do udziału w zamieszkach. W komunikatorze publikował prywatne dane funkcjonariuszy struktur siłowych, nawoływał do gróźb i linczu, obrażał milicjantów i urzędników państwowych”. Obecnie mężczyzna przebywa w mińskim areszcie na Okrestina.

Siłowicy liczą na wpadki

W październiku do aresztu trafili administratorzy opozycyjnego kanału Voditieli 97 (Kierowcy 97) oraz Irina Sczastna, administratorka kilku „destrukcyjnych kanałów” o dużych zasięgach - od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy użytkowników.

W niebezpieczeństwie znaleźli się także użytkownicy niewielkich, nawet kilkunastoosobowych, lokalnych kanałów. Aresztowany i oskarżony w sprawie karnej jest m.in. Nikita Jacynowicz, twórca osiedlowego czatu „Biała wieża”, a przesłuchany i pozbawiony sprzętu elektronicznego Dmitrij Suchienko, administrator czatu osiedla Gruszewka w Mińsku.

Zdaniem białoruskich programistów oraz byłych siłowików poziom wiedzy technologicznej funkcjonariuszy struktur siłowych jest zbyt niski, by zakładać, że udaje im się ustalać tożsamość administratorów na podstawie ich telefonów czy wirtualnych śladów w internecie: „To nie Rosja. Nie ma ani budżetu, ani takich specjalistów w służbach. Najczęściej służby korzystają z ludzkich błędów. Pomagają też metody siłowe, przemoc” - tłumaczy jeden z administratorów popularnego na Białorusi kanału w Telegramie, który prosi o anonimowość.

Kanały w komunikatorze Telegram odegrały ważną rolę podczas białoruskich protestów. Umożliwiły one Białorusinom obserwowanie, w jaki sposób fałszowane są wybory prezydenckie, ale również tego, jak brutalnie milicja i OMON traktują protestujących. Później dzięki nim sąsiedzi w miastach i miasteczkach całej Białorusi organizowali lokalne akcje protestu, a medycy i robotnicy koordynowali strajki. Były szef MSW Białorusi Jurij Karajew mówił w sierpniu: „Ci uliczni rewolucjoniści są świetnie zorganizowani, bo kontaktują się i jednoczą w Telegramie”.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.