Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Założycielka białoruskiego Press Clubu Julia Słucka wracała akurat z urlopu, kiedy 22 grudnia zatrzymano ją na lotnisku w Mińsku. W tym samym czasie służby dotarły też do innych członków kierownictwa organizacji zajmującej się prowadzeniem platformy edukacyjnej dla dziennikarzy, szkoleniami zawodowymi i wykładami dla przedstawicieli prasy, a także monitorowaniem lokalnych mediów pod kątem oznak propagandy i zgodności ze standardami dziennikarskimi. Pracownicy Press Clubu przepadli bez wieści po interwencji siłowików w ich mieszkaniach i siedzibie organizacji. Kontakt z zatrzymanymi urwał się na dwa dni.

24 grudnia okazało się, że Julia Słucka, Ałła Szarko, Siergiej Olszewski, Piotr Słucki i posiadający rosyjskie obywatelstwo Siergiej Jakupow przebywają w mińskim areszcie Okrestino, z którego wożeni są na liczne przesłuchania do departamentu śledztw finansowych.

Departament ten – jak poinformował niezależny białoruski portal Tut.by – oświadczył, że pięcioro zatrzymanych podejrzewanych jest o „naruszenie przepisów podatkowych związanych z otrzymaniem dużych sum pieniędzy z zagranicy”. Przedstawiciele białoruskiej opozycji podkreślają, że to jeden z najbardziej rozpowszechnionych paragrafów „politycznych” stosowanych przez reżim Aleksandra Łukaszenki.

Protestuje Europejska Federacja Dziennikarzy 

Uwolnienia zatrzymanych zażądała Europejska Federacja Dziennikarzy. „W odpowiedzi na nowe sankcje UE wobec osób odpowiedzialnych za sfałszowane wybory i represje wobec Białorusinów białoruski minister spraw zagranicznych Władimir Makej zapowiedział podjęcie działań odwetowych wobec organizacji białoruskich działających przy wsparciu zagranicznych ambasad. Wśród pierwszych ofiar nowej fali represji znalazła się Julia Słucka, założycielka Press Club Belarus” – czytamy w oświadczeniu EFD.

– Te represje należy natychmiast przerwać. Domagamy się uwolnienia Julii i wszystkich jej kolegów. Wzywamy Unię Europejską, Radę Europy i OBWE do zdecydowanej reakcji na tę nową falę represji – dodał prezes EFD Mogens Blicher Bjerregard.

Wspomniane przez Bjerregarda sankcje białoruskich władz zostały wprowadzone 22 grudnia w reakcji na trzeci pakiet sankcji nałożonych przez UE 17 grudnia. Władimir Makej poinformował wówczas, że wielu europejskich urzędników obejmie zakaz wjazdu na terytorium Państwa Związkowego, a Białoruś dokona przeglądu projektów humanitarnych, edukacyjnych i kulturalnych działających przy wsparciu zagranicznych ambasad.

Reporterzy bez Granic: potrzebna ochrona mediów

O wsparcie pracowników mediów w związku z masowymi prześladowaniami i represjonowaniem dziennikarzy zaapelowała w grudniu do UE również niezależna organizacja Reporterzy bez Granic. W oświadczeniu zwrócono uwagę na potrzebę zapewnienia prześladowanym dziennikarzom pomocy, azylu politycznego i opieki medycznej.

Organizacja nawołuje także UE do zamrożenia "wszelkiego wsparcia finansowego dla Białorusi", dopóki białoruskie władze nie zaczną "szanować europejskich wartości i powszechnie funkcjonujących zasad, takich jak praworządność i prawa człowieka". Wyjątek należy uczynić jedynie w przypadku projektów wspierających społeczeństwo obywatelskie, które walczy o poszanowanie podstawowych praw człowieka na Białorusi.

Reporterzy bez Granic zwracają uwagę, że od początku białoruskich protestów, które z największą siłą wybuchły po ogłoszeniu przez CKW Białorusi oficjalnych wyników wyborów prezydenckich, w kraju zatrzymanych zostało ponad 380 dziennikarzy relacjonujących protesty. 80 z nich zostało skazanych na areszty i więzienie. „Zagraniczni dziennikarze nie mają możliwości legalnej pracy na Białorusi”, podkreśliła w swoim raporcie organizacja.

 "Chcą przejąć kontrolę nad wszystkimi mediami"

Sprawę zatrzymania dziennikarzy Press Clubu skomentował w wywiadzie dla "Brzeskiej Gazety" politolog Walerij Karbalewicz.

– To próba całkowitego stłumienia protestów. Reżim polityczny na Białorusi staje się coraz ostrzejszy. Wszyscy dziennikarze, ale też wszyscy obywatele, którzy są przeciwko Łukaszence, powinni przygotować się na to, że coś podobnego może im się przydarzyć. Władze się teraz mszczą, próbują zastraszyć społeczeństwo. Chcą też zapobiec nowym protestom. Dlatego starają się przejąć kontrolę nad wszystkimi mediami – mówił Karbalewicz.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.