Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O tym, jak Moskwa chce wykorzystać trwający od sierpnia bunt Białorusinów przeciwko reżimowi Aleksandra Łukaszenki, rosyjska niezależna redakcja The Insider napisała w piątek, publikując wyniki swojego dziennikarskiego śledztwa. Z informacji dziennikarzy wynika, że Kreml od kilku miesięcy pracuje nad utworzeniem na Białorusi opozycyjnej partii Prawo Ludu, która miałaby co prawda być przeciwna dalszym rządom oficjalnego prezydenta Białorusi, ale opowiadać się za integracją z Rosją.

Przygotować "bazę", zatroszczyć się o media

Źródłem informacji opublikowanych przez redakcję The Insider są dokumenty przygotowywane od września przez sekretariat generała Władimira Czernowa dla administracji prezydenta Rosji. Raporty, do których udało się dotrzeć dziennikarzom, to nie tylko plany działań wobec Białorusi, ale też dokumentacja pierwszych efektów prac prowadzonych przez rosyjskich urzędników na terenie tego kraju. Ich celem ma być wypracowanie strategii pozwalającej „zachować wpływy na Białorusi”.

Autorzy raportu podkreślają, że ich priorytetem jest obecnie przeniknięcie do wszystkich formujących się opozycyjnych sił politycznych, przygotowanie „bazy” z ponad 1 tys. potencjalnych kandydatów, którzy mogliby zasilić przyszłe siły polityczne, sformowanie infrastruktury informacyjnej służącej zachowaniu społeczno-politycznych wpływów, stworzenie własnych kanałów informacyjnych (zarówno mediów, jak i propagandowych kanałów w komunikatorach, m.in. Telegramie), stworzenie sieci lokalnych organizacji i wyłonienie lokalnych liderów.

Wszystkie te zabiegi mają pomóc w powołaniu i utworzeniu głównej opozycyjnej, prorosyjskiej siły, którą miałaby być nowa partia o roboczej i, jak można się spodziewać w tej sytuacji, dość cynicznej nazwie Prawo Ludu. W proponowanej narracji znalazły się na razie m.in. idea prywatyzacji sektora publicznego, walka z cenzurą oraz o „poszanowanie wolności i godności jednostki”.

Z programu planowanej partii, do którego również dotarła redakcja The Insider, wynika, że Kreml ma zamiar odwrócić uwagę Białorusinów od sfałszowanych wyborów prezydenckich i skupić ją na proponowanych reformach konstytucyjnych. „Nie jesteśmy zwolennikami przemocowej rewolucji i rewolucyjnych zmian" - głosi program. "Jesteśmy zwolennikami zdecydowanych reform, które stworzą warunki i mechanizmy dla realizacji oraz zachowania godności obywateli. Godności Republiki Białoruś".

Partię mają stworzyć prorosyjscy biznesmeni

Autor raportów generał Władimir Czernow znany jest m.in. dzięki śledztwu powołanego przez Michaiła Chodorkowskiego Centrum Dossier jako człowiek współodpowiedzialny za ingerencję Kremla w wewnętrzne sprawy Gruzji, Armenii czy Mołdawii. Kieruje on biurem administracji prezydenta ds. międzyregionalnych i kulturalnych za granicą, do jego obowiązków należy również zdawanie relacji Władimirowi Putinowi z sytuacji w państwach byłej Wspólnoty Niepodległych Państw. W październiku, podczas jednej z narad, do której doszło, jak przypuszczają śledczy redakcji The Insider, na Kremlu, wygłosił on przemówienie, w którym podkreśla brak legitymizacji dla dalszej władzy Łukaszenki oraz szansę na wykorzystanie potencjału nastrojonej prorosyjsko części społeczeństwa.

- Niezwykle ważne jest umożliwienie wyborcom, którzy są krytyczni wobec rządu i pozytywnie nastawieni do Rosji - a to większość! - uzyskania reprezentacji politycznej i większości w parlamencie Białorusi. Dzięki temu zarówno wewnętrzna, jak i zagraniczna polityka kraju stanie się bardziej przewidywalna - mówił Czernow w październiku.

Prorosyjską polityczną reprezentację mieliby stworzyć biznesmeni i przedsiębiorcy, działacze wywodzący się z establishmentu, z których część od początku protestów krytycznie wypowiada się na temat Aleksandra Łukaszenki i bierze nawet aktywny udział w akcjach, jednocześnie jednak opowiadając się za integracją z Rosją. Wśród wymienianych przez Czernowa osób znaleźli się m.in. Iwan Łogowoj, współwłaściciel i prezes zarządu firmy farmaceutycznej Farmland oraz kilku rosyjskich firm, a także Aleksander Szwec. Ten drugi, prezes Związku Przemysłowców i Przedsiębiorców, znany jest z jawnej krytyki zarówno Łukaszenki, jak i prozachodniej liderki opozycji Swiatłany Cichanouskiej.

„Sytuacja na Białorusi się zmienia. Może się również zmienić stanowisko Rosji wobec sytuacji na Białorusi jako naszego najbliższego partnera. Większość ludzi na Białorusi mówi w języku rosyjskim. Siły polityczne opowiadające się za bardziej aktywną komunikacją w języku białoruskim nie będą wspierane. Cichanouska była początkowo postrzegana jako siła przeciw Łukaszence, dziś jest już prozachodnim politykiem” - przytacza jego wypowiedź The Insider. Prócz nich za opozycyjną i prorosyjską narrację na Białorusi mają odpowiadać Maksim Lieonienkow, Walerij Biestołkow, Maksim Tarasiewicz, Paweł Daniejko i Witalij Kuprik.

Wykorzystać słabość Białorusi 

Ani żadna z siedmiu wymienionych przez Czernowa osób, ani Kreml nie odpowiedzieli na pytania dziennikarzy o ujawnione dokumenty. W sobotę sprawę skomentował za to Franak Wiaczorka, doradca Swiatłany Cichanouskiej, który uznał przedstawiany scenariusz jako w pełni możliwy.

- Myślę, że należy to postrzegać jako objaw procesów, które toczą się za kulisami. Z jednej strony bardzo słabe państwo: Łukaszenka stracił poparcie, licząc tylko na siły bezpieczeństwa. Z drugiej strony całe białoruskie społeczeństwo obywatelskie i intelektualiści przebywają w więzieniach i nie mogą się przeciwstawić. Wszystkie marginalne prorosyjskie zasoby są aktywowane, aby w jakiś sposób wykorzystać słabość Białorusi.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.