Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Ukraiński wywiad wojskowy razem ze Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) wymyślił plan, jak ograć GRU, FSB [rosyjskie służby specjalne] i wagnerowców… To wszystko było genialnie. I raptem teraz wasze władze mówią, że tego nie było i że wymyśliły to rosyjskie służby – powiedział w opublikowanym we wtorek wywiadzie dla ukraińskiego wydania „Gordon” Christo Grozev.

Bellingcat to znana organizacja prowadząca dziennikarskie śledztwa przy wykorzystaniu dostępnych danych. To dzięki niej udało się ustalić m.in. wiele faktów dotyczących zestrzelenia w lipcu 2014 r. rosyjską rakietą malezyjskiego samolotu pasażerskiego nad Donbasem, zaś niedawno opublikowano rezultaty śledztwa w sprawie otrucia rosyjskiego opozycyjnego polityka Aleksieja Nawalnego.

Najemnicy, specjaliści od destabilizacji

Latem Białoruś szykowała się do wyborów prezydenckich zaplanowanych na 9 sierpnia.

29 lipca służby specjalne zatrzymały w sanatorium pod Mińskiem 32 mężczyzn z rosyjskimi paszportami. Jeszcze jeden został zatrzymany na południu kraju. Białoruskie KGB poinformowało, że wszyscy są najemnikami Prywatnej Spółki Wojskowej Wagnera, która podlega Jewgienijowi Prigożynowi, biznesmenowi zaprzyjaźnionemu z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Swego czasu wagnerowcy brali udział w wojnie w Donbasie i w Syrii, a w tym roku było głośno o ich udziale w wojnie domowej w Libii.

Białoruskie władze twierdziły, że mężczyźni przybyli w celu „destabilizacji sytuacji podczas kampanii wyborczej” (i że to forpoczta 200 najemników, którzy mieli przybyć do Rosji).

Biuro Prokuratora Generalnego Ukrainy stwierdziło, że 28 z nich podejrzewa o działalność terrorystyczną w związku z udziałem w wojnie w Donbasie po stronie prorosyjskich separatystów. I poprosiło o wydanie najemników.

Łukaszenka przekazał ich Rosji

Dzień po zatrzymaniu ambasador Federacji Rosyjskiej na Białorusi Dmitrij Mieziencew oświadczył, że Rosjanie „nie brali udziału w działaniach związanych ze społeczno-polityczną sytuacją na Białorusi”. Stwierdził, że "posiadacze rosyjskich paszportów" przybyli tu, by podpisać kontrakty z jedną z firm. Ich praca miała polegać na ochronie infrastruktury energetycznej za granicą, ale nie na Białorusi. A nocowali w sanatorium, ponieważ spóźnili się na samolot do Stambułu.

Wtedy mało kto chciał wierzyć rosyjskim tłumaczeniom. Ale jednocześnie pojawiły się wątpliwości co do oficjalnej białoruskiej wersji. Po co Rosja miałby destabilizować sytuację na Białorusi przed wyborami przy pomocy najemników?

Protesty, które wybuchły po sfałszowaniu wyborów prezydenckich przez Aleksandra Łukaszenkę i które trwają nadal, spowodowały spadek zainteresowania historią wagnerowców.

Ukraina starała się o ich ekstradycję. Łukaszenka niby to obiecywał, ale 14 sierpnia zostali przekazani do Rosji.

Karkołomna operacja specjalna

18 sierpnia redaktor naczelny wydania „Censor” i ekspert ds. wojskowości Jurij Butusow przedstawił zupełnie inną, sensacyjną wersję obecności wagnerowców na terytorium Białorusi.

Otóż Główny Zarząd Wywiadu ministerstwa obrony Ukrainy (GUR), Służba Bezpieczeństwa Ukrainy i departament ds. przestępstw wojennych Biura Prokuratora Generalnego ponad rok wcześniej opracowały operację zatrzymania najemników walczących przeciwko Kijowowi. Chodziło o osoby podejrzewane o współudział w zestrzeleniu malezyjskiego boeinga w lipcu 2014 r. oraz zamieszane w przestępstwa wojenne.

W tym celu wymyślono karkołomną operację specjalną. Ukraińskie służby podszyły się pod rosyjską prywatną firmę wojskową i zawarły z najemnikami kontrakty na ochronę pól naftowych w Wenezueli.

24 lipca wszyscy mieli być przewiezieni autobusem z Rosji na lotnisko w Mińsku, a nazajutrz wylecieć do Stambułu. W trakcie przelotu nad Ukrainą jeden z pasażerów (agent SBU) miał się poczuć źle. To miało zmusić załogę do przymusowego lądowania na ukraińskim lotnisku. Na pokład samolotu weszłaby wówczas grupa komandosów udająca medyków i dokonała zatrzymania wagnerowców.

Według informacji otrzymanych przez Butusowa wszystko szło zgodnie z planem. 24 lipca, kiedy najemnicy byli w drodze do Mińska, szef GRU Wasyl Burba wraz z wiceszefem SBU Rusłanem Baraneckim udali się do prezydenta, by przedstawić raport dotyczący końcowej fazy operacji. Oprócz Wołodymyra Zełenskiego było obecnych jeszcze kilku jego bliskich współpracowników.

Szef Biura Prezydenta Ukrainy Andrij Jermak zażądał przeniesienia operacji. Obawiał się, że może ona zaszkodzić negocjacjom z doradcą prezydenta Federacji Rosyjskiej Dmitrijem Kozakiem w sprawie zawieszenia broni w Donbasie od 27 lipca.

Zełenski nakazał przesunięcie wylotu wagnerowców na 30 lipca.

Jak już wiemy, dzień wcześniej zostali zatrzymani. Według Butusowa ktoś z otoczenia Zełenskiego, kto wiedział o operacji, dał cynk białoruskim bądź rosyjskim służbom.

Ukraińskie władze zaprzeczyły, by miały jakikolwiek związek z pojawieniem się wagnerowców na Białorusi. Szef Biura Prezydenta Ukrainy stwierdził, że to „historia detektywistyczna, wymyślona od początku do końca”.

To była zdrada czy strach przed konfrontacją z Rosją?

Teraz wersję Butusowa o ukraińskiej operacji specjalnej potwierdził członek grupy śledczej Bellingcat.

Christo Grozev mówi, że nie tylko miała miejsce, ale też zakończyła się częściowym sukcesem. Ukraińskie służby uzyskały dużo danych, a w trakcie rekrutacji najemnicy przyznali się do popełnionych przestępstw.

Grozev dziwi się, że Kijów odżegnuje się od świetnie przygotowanej operacji, która wystawiła rosyjskie służby na pośmiewisko. Nie wie, czy za jej ostatecznym fiaskiem stała zdrada, czy też zwykły strach przed konfrontacją z Rosją. Tak czy owak świadczy to źle o ukraińskim kierownictwie. Zatrzymanie wagnerowców mogłoby dostarczyć śledczym nowych ważnych informacji w sprawie zestrzelonego boeinga.

Butusow, który niedawno został doradcą ministra obrony Ukrainy, uważa, że śledztwo i film Bellingcat o wagnerowcach spowodują międzynarodowy rezonans, który zmusi Kijów do udzielenia odpowiedzi, kto jest odpowiedzialny za niepowodzenie ostatniego etapu operacji. Tym bardziej że, jak zaznacza dziennikarz, miały też brać w niej udział służby USA i Turcji.

Rezultaty śledztwa Bellingcat zostaną opublikowane w pierwszym kwartale nadchodzącego roku, a film będzie pokazywany jesienią.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.