Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O tymczasowym zamknięciu białoruskich granic poinformowała w środę wieczorem białoruska rada ministrów, publikując na oficjalnej stronie internetowej decyzję podjętą podczas narady 7 grudnia. Wejdzie ona w życie 17 grudnia.

Łukaszenka chce zatrzymać emigrację

Do tej pory ograniczenia dotyczyły tylko przyjeżdżających na Białoruś. Granice lądowe - poza rosyjską - są dla nich zamknięte, do kraju można się dostać jedynie drogą powietrzną. Kłopotów przy przekraczaniu granicy doświadczali nawet niektórzy białoruscy studenci wracający do ojczyzny.

Teraz białoruskie władze postanowiły utrudnić również opuszczanie kraju. Według oficjalnej narracji władz tymczasowy zakaz wyjazdu związany jest z chęcią zapobiegnięcia rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Co ciekawe, na początku pandemii Aleksander Łukaszenka krytycznie wypowiadał się na temat lockdownu i zamykające swoje granice państwa wyśmiewał: „Zamkniecie granice i co? To bez sensu. Trzeba na miejscu sobie radzić, zamykanie granic to pusty gest!” - grzmiał w lutym. Teraz wydaje się, że chce przed wirusem chronić nawet sąsiednie państwa.  

Białorusini upatrują przyczyny tej nagłej decyzji w trwającej od września emigracji. Tylko według oficjalnych danych MSW Białorusi w ciągu pierwszych trzech tygodni września z kraju wyjechało prawie 15 tys. osób. Zdaniem opozycjonistów liczba ta jest kilkukrotnie zaniżona. Przebywająca w Kijowie dziennikarka Jewgienija Dołgaja zauważa, że w samej ukraińskiej stolicy schronienie w ostatnich miesiącach znalazło ok. 30 tys. Białorusinów.

Z kraju bez przeszkód wyjadą dyplomaci, politycy i przedstawiciele międzynarodowych delegacji, pozwolenie na przekroczenie granicy uzyskają także kierowcy firm transportowych, studenci, osoby pracujące na terytorium innego państwa czy wybierające się na leczenie lub pogrzeb bliskich krewnych. Dla części z wymienionych grup nie będą to jednak całkowicie swobodne wyjazdy; np. osoby pracujące za granicą lub udające się na leczenie z możliwości wyjazdu z kraju będą mogły skorzystać tylko raz na pół roku.

Filtrowanie internetu

Zamknięte granice to niejedyny sposób białoruskich władz na to, by odciąć społeczeństwo od „zgubnych wpływów” zagranicy. Do opublikowanej 21 sierpnia listy zablokowanych stron internetowych, wśród których znalazły się wtedy przede wszystkim niezależne portale informacyjne, m.in. Radio Swoboda, Nasza Niwa czy Euroradio, w tym tygodniu dopisano kolejne. Od kilku dni Białorusini nie mogą korzystać z białoruskiej Mediazony czy portalu KUKU.

Z decyzji wydanej przez ministra informacji Igora Łuckiego wynika, że portale rozpowszechniały „treści o charakterze ekstremistycznym” oraz powoływały się na „ekstremistyczny kanał NEXTA.Live, oficjalnie zakazany na Białorusi”.

Redakcja KUKU, w reakcji na decyzję ministerstwa, zwróciła się do swoich czytelników za pośrednictwem oficjalnego kanału w Telegramie:

„Drodzy, to się wydarzyło, choć i tak później, niż przypuszczaliśmy. KUKU zablokowano na terytorium Białorusi. Nie marudzimy, bo wiemy, że lepiej się znamy na VPN i innych możliwych dostępach do sieci niż ministerstwa na blokowaniu. Kontynuujemy pracę!”.

W środę portal Tut.by zauważył, że władze zablokowały także dostęp do powołanej 1 grudnia przez Swiatłanę Cichanouską „Jedynej księgi rejestracji przestępstw”, platformy, za pomocą której siłowicy mogą przyznawać się do popełnionych przestępstw w nadziei na uniknięcie odpowiedzialności lub zmniejszenie wyroku, a także donieść na innych. Adres strony został dodany do listy źródeł o ograniczonej dostępności.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.