Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To bilans ofiar tłumienia przez reżim pokojowych protestów opozycji przeciwko dalszym rządom Aleksandra Łukaszenki.

Skala bestialskiej brutalności, którą wsławili się białoruscy funkcjonariusze struktur siłowych, nie jest dzisiaj tak wielka jak w pierwszych dniach powyborczych protestów, co nie zmienia faktu, że na ulicach, w więzieniach i aresztach Białorusi wciąż bici, a nawet zabijani są niewinni ludzie. Wśród nich nie brakuje lekarzy, olimpijczyków, programistów czy aktorów.

Olimpijczycy w areszcie

Srebrny medalista olimpijski w dziesięcioboju Andriej Krawczenko i wielokrotny mistrz Białorusi w kick-boxingu Iwan Ganin trafili do aresztu Żodino 8 listopada. Wcześniej obaj wielokrotnie wypowiadali się na tematy polityczne, postulowali przeprowadzenie nowych, uczciwych wyborów oraz zaprzestanie stosowania przemocy przez służby.

OBWE apeluje o unieważnienie wyborów na Białorusi. 'Istnieją dowody, że zostały sfałszowane'OBWE apeluje o unieważnienie wyborów na Białorusi. 'Istnieją dowody, że zostały sfałszowane' Fot. AP

OMON-owcy zatrzymali ich na parkingu, siłą wyciągnęli z samochodu. Jak relacjonuje opozycyjny kanał Nexta, prowadzony w komunikatorze Telegram, w momencie zatrzymania Krawczenko usłyszał od jednego z siłowików: „Mam ochotę cię uderzyć tak, żebyś zdechł”. Obaj zostali pobici jeszcze na ulicy, następnie przewiezieni na komendę, gdzie przez 15 godzin ze skutymi rękami stali nieruchomo, a później zostali zawiezieni do aresztu. Na 10 dni.

Z przytaczanej przez niezależny portal Tut.By opowieści sportowców wynika, że funkcjonariuszom nie wystarcza nieuzasadniona przemoc podczas zatrzymania. Znęcanie się nad więźniami trwa także w areszcie.

W Żodino zatrzymani zmuszani byli do pełzania po betonowych podłogach korytarzy, wykonywania setek przysiadów i podskoków, często dźwigając na plecach tych, którym zabrakło już sił. Za każde niepodporządkowanie się lub niedokładnie wykonane polecenie mundurowi bili swoje ofiary gumowymi pałkami po plecach, kopali w głowę i klatkę piersiową.

„Wanię mocniej bili. W momencie, kiedy robiliśmy przysiady, Wania się uśmiechnął. Strażnik to zauważył i z całej siły kopnął go w brzuch”. Po wyjściu na wolność obaj sportowcy podkreślali, że mieli szczęście, że od lat zawodowo trenują, w przeciwnym razie opuściliby areszt w znacznie gorszym stanie fizycznym.

Nie wszyscy mają tyle szczęścia.

Tego samego dnia w Mińsku OMON zatrzymał 26-letniego Pawła Kabusza. Chłopak uczestniczył w kolejnym niedzielnym marszu (odbywają się co tydzień). Został otoczony przez mundurowych. Jak mówił redakcji "Nasza Niwa", „nie było sensu uciekać”.

Pogrzeb Ramana BandarenkiPogrzeb Ramana Bandarenki Fot. AP

Kabusz został zaprowadzony do milicyjnego autobusu, razem z innymi zatrzymanymi tego dnia najpierw musiał podeptać biało-czerwono-białą flagę, wyściełającą podłogę pojazdu, później – paść na kolana i przyjąć na głowę oraz plecy miarowe uderzenia milicyjnych pałek.

Chłopak miał pecha większego od innych zatrzymanych tego dnia. Po odblokowaniu przez OMON-owców jego telefonu okazało się, że ma na nim filmiki przedstawiające pokaz pirotechniczny, który nagrał miesiąc wcześniej, podczas prac nad teledyskiem zespołu Korn. Siłowicy uznali, że mają w rękach dowody działalności terrorystycznej przeciwko władzy.

„Bili mnie mocno. Głównie po głowie. Krzyczeli, obrażali. Mówili, że jak im powiem, że przygotowywałem koktajle Mołotowa, to dadzą mi spokój. Zmusili mnie do przyznania się do czegoś, czego nie robiłem. Nagrali na komórkę. Później rzucili na kolana, odwrócili twarzą do fotela i dalej bili. Na koniec narysowali mi na kurtce krzyż czerwoną farbą i powiedzieli, że wystarczająco już powiedziałem, żeby zgnić w więzieniu”, opowiadał Kabusz portalowi Tut.By.

Oznaczony czerwonym krzyżem chłopak był na komendzie, a później w areszcie bity, jak opowiada, częściej i mocniej od pozostałych zatrzymanych. „To był dla nich znak, że mnie trzeba traktować brutalniej”, mówił.

Nago do hymnu

Programista Andriej Krasnikow ma 24 lata. Po zatrzymaniu podczas marszu 8 listopada również trafił do aresztu Żodino. Ale przedtem razem z dziesiątkami innych zatrzymanych więziony był w tzw. stakanie, czyli klatce, która, zgodnie z białoruskimi przepisami, służy do przewożenia szczególnie niebezpiecznych więźniów. Po odbyciu kary dziesięciu dni pozbawienia wolności opowiedział lokalnej redakcji Mediazona, jak strażnicy znęcają się nad zatrzymanymi i upokarzają ich, m.in. rozbierając do naga.

„Na rozebranie się dają 10 sekund. Wiadomo, że niemożliwe jest zdążyć, więc każdy jest bity po plecach i głowie dubinką [milicyjna pałka], czasami kopany. Kiedy przeszukują rzeczy, każą robić przysiady. Nago. I jednocześnie śpiewać hymn Białorusi. Ten „właściwy”, zaakceptowany przez Łukaszenkę. Ci, którzy go nie znają, są bici jeszcze bardziej. Niektórym każą gdakać, niby udawać koguty”, opowiadał.

Jak udało się ustalić Mediazonie, aresztowani przebywający w Żodino traktowani są przez strażników także gazem pieprzowym, rozpylanym w piwnicznych korytarzach, przez które czołgać mają się zatrzymani.

Łukaszenka „bronił” protestujących

Nie wszyscy zatrzymani docierają do aresztu. Niektórzy prosto z milicyjnego autobusu lub komendy odwożeni są prosto do szpitala. Tak było z aktorem Ilją Jasińskim, którego funkcjonariusze OMON-u zatrzymali w Mińsku podczas protestu 15 listopada. Bity i kopany Jasiński trafił na oddział z rozległymi obrażeniami kręgosłupa. Według lekarzy rekonwalescencja zajmie w jego przypadku co najmniej dwa miesiące, na razie mężczyzna nie może chodzić.

Na temat przemocy mundurowych w ubiegłym tygodniu zabrał głos Aleksander Łukaszenka. „Protestujący atakowali OMON podczas marszów. Ogromnie musiałem się postarać, by chłopaków powstrzymać przed gwałtowną odpowiedzią na tę przemoc. Musiałem im tłumaczyć, żeby wytrzymali, bo jeśli gwałtownie zaczną tłumić protesty, ani Zachód, ani Rosja tego nie zrozumieją. Musiałem ich powstrzymać, żeby ludzie nie cierpieli” - oznajmił nieuznawany przez Zachód prezydent.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.