Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Wychodzę!” – takim okrzykiem żegnali Bandarenkę mińszczanie, którzy zgromadzili się dzisiaj wokół cerkwi Zmartwychwstania Chrystusa w Mińsku. Nawiązali w ten sposób do ostatnich słów chłopaka, który dowiedziawszy się, że z pobliskiego placu Przemian zrywane są biało-czerwono-białe wstążki i flagi, wybiegł 11 listopada z domu, by powstrzymać tajniaków, co skończyło się dla niego tragicznie.

Uczestnicy pogrzebu, w ramach oddania szacunku zmarłemu, unosili w górę bukiety biało-czerwonych kwiatów oraz ręce w symbolicznym geście wiktorii. „Roma, jesteś bohaterem!” – skandowali w momencie wynoszenia trumny ze świątyni.

Roman Bandarenka, nauczyciel rysunku, został pobity przez tajniaków w cywilu w środę 11 listopada. Następnie siłowicy wepchnęli go do nieoznakowanego busa i odwieźli na jeden z mińskich komisariatów, gdzie najprawdopodobniej kontynuowali tortury. Stamtąd, w środku nocy, Bandarenka trafił do szpitala z obrzękiem mózgu, urazem czaszkowo-mózgowym, licznymi krwiakami, otarciami i siniakami. Mimo starań lekarzy, którzy przeprowadzili kilkugodzinną operację, mężczyzna zmarł.

Śmierć nastrojonego opozycyjnie chłopaka, biorącego aktywny udział w antyrządowych protestach, stała się dla Białorusinów kolejnym powodem do wyjścia na ulice.

„Był pijany, zrobiło mu się słabo. I tyle”

Białoruskie władze, w odpowiedzi na oburzenie społeczeństwa, powołały się na opinię komitetu śledczego, zgodnie z którą nietrzeźwy Bandarenka zaatakował grupę niezidentyfikowanych osób walczących z „faszystowską symboliką”. Na oficjalnym kanale komitetu śledczego prowadzonym w komunikatorze Telegram pojawiła się informacja: „Funkcjonariusze milicji po przybyciu na miejsce zdarzenia znaleźli mężczyznę ze śladami pobicia i oznakami upojenia alkoholowego”.

Tej wersji trzyma się także Aleksander Łukaszenka. Komentując śmierć chłopaka, mówił: „Był pijany. Zawieźli go na komisariat. Po drodze zrobiło mu się słabo, więc wezwali karetkę i odesłali go do szpitala. Tyle”.

Oficjalnej wersji wydarzeń zaprzeczyli jednak lekarze szpitala, w którym zmarł Bandarenka. 13 listopada jeden z nich przekazał dziennikarzom niezależnego portalu Tut.by, że w organizmie zmarłego pacjenta nie stwierdzono śladów jakiegokolwiek alkoholu. Sześć dni później medyk został pociągnięty do odpowiedzialności za swoje słowa: siłowicy przeprowadzili rewizję w jego domu, a samego lekarza zatrzymali i przewieźli do aresztu KGB.

Lekarz i dziennikarka z zarzutami

Żona zatrzymanego lekarza poinformowała redakcję Mediazona, że jej mąż został w czwartek oskarżony przez prokuraturę generalną Białorusi o „zawarcie przestępczej umowy z portalem Tut.by i przekazanie mu wyników medycznych zmarłego pacjenta, naruszając tym samym tajemnicę lekarską”. Tego samego wieczoru milicja zatrzymała także Keterinę Borisewicz, dziennikarkę portalu Tut.by, która opublikowała wypowiedź lekarza.

Matka zmarłego Bandarenki przekazała w czwartek redakcji Nasza Niwa wyniki krwi mężczyzny, by „rozwiać wszelkie wątpliwości”. Opublikowany przez redakcję skan dokumentu potwierdza słowa aresztowanego lekarza: Roman Bandarenka był trzeźwy.

Aleksander Łukaszenka zapowiedział dzisiaj, że prokuratura generalna, której osobiście zlecił przeprowadzenie śledztwa w sprawie śmierci Bandarenki, „już niedługo ujawni bardzo interesujące fakty”.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.