Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W środę wieczorem na tzw. placu Zmian w jednej z mińskich dzielnic tradycyjnie odbywała się lokalna akcja protestu.

Wcześniej służby specjalne nie reagowały na wspólne picie herbaty w podwórkach domów czy na uliczne koncerty. Jednak od kilku dni władze wyraźnie postanowiły położyć kres takiej aktywności Białorusinów. Kiedy więc mieszkańcy "placu Zmian" zaczęli się wczoraj gromadzić, pojawili się agresywni tajniacy w czarnych maskach. Doszło do przepychanek, a później bójki.

Raman Bandarenka został zaczepiony przez jednego z nich. W sieci pojawiło się nagranie, na którym widać, jak pada na ziemię, a później biją go dwie osoby. 

Raman BandarenkaRaman Bandarenka Twitter

Wiadomo, że do szpitala pogotowia ratunkowego 31-latek został przewieziony z komisariatu i że był wtedy nieprzytomny. W ciągu następnej doby lekarze walczyli o jego życie, jednak w czwartek wieczorem zmarł. 

- Lekarze mówili, że miał jedną szansę na tysiąc, by przeżyć - powiedziała portalowi TUT.BY Wolha Bandarenka, siostra zmarłego. 

Rzecznik MSW lakonicznie skomentował, że Bandarenka doznał obrażeń ciała w trakcie bójki i że milicja tylko przewiozła go do szpitala.

Te tłumaczenia stoją w sprzeczności z medyczną dokumentacją udostępnioną przez krewnych zmarłego. Wynika z niej, że do szpitala został przewieziony w złym stanie właśnie z komisariatu. 

Demonstranci pod butem służb

W ciągu ostatnich dwóch tygodni Aleksander Łukaszenka wyraźnie nasilił represje wobec protestujących. Służby specjalne atakują demonstrantów, biją ich w trakcie przewożenia i później, na komisariatach i w aresztach.

W niedzielę funkcjonariusze rozpylili gaz łzawiący w więźniarce, w której przewożono do aresztu  wyłącznie kobiety (była wśród nich Wolha Chiżynkowa, Miss Białorusi 2008). Inne zatrzymane skarżyły się, że zmuszano je do przejścia na czworakach do celi, a mężczyźni - na bicie i stanie przy ścianie przez długi czas z podniesionymi rękami. 

Obrońcy praw człowieka alarmują, że wielu zatrzymanych demonstrantów ma połamane nogi, ręce, palce...

- Aleksander Łukaszenka wcześniej obiecał, że dopadnie każdego, kto brał udział w protestach. Teraz realizuje te obietnice. Służby działają brutalnie, by zastraszyć ludzi i spacyfikować protest - powiedział "Wyborczej" politolog Walery Karbalewicz z Analitycznego Ośrodka Strategia. 

Jego zdaniem Łukaszenka wybrał do ataku ten właśnie moment, gdyż widzi, że maleje liczba i aktywność uczestników protestów. 

Winni pozostają bez kary 

Raman Bandarenka jest siódmą ofiarą śmiertelną od wybuchu protestów na Białorusi po sfałszowaniu przez Łukaszenkę wyborów prezydenckich 9 sierpnia. Do tej pory nie wszczęto w tych sprawach postępowań karnych. Żaden z siłowików nie został też oskarżony o bicie zatrzymanych i znęcanie się nad nimi.  

- Trzeba po prostu przewrócić tę kartkę - mówił Aleksander Łukaszenka zapytany przez dziennikarzy o wyciągnięcie konsekwencji wobec funkcjonariuszy, którzy popełnili przestępstwa. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.